Kiedy dowiadujemy się z mediów, że zbezczeszczono groby, to wywołuje to oczywiście uczucia sprzeciwu, grozy. To odczucia normalnych ludzi. Jeszcze silniejsze uczucia się budzą, gdy dotyczy to zbezczeszczenia cmentarza, który znamy, na którym zostały pochowane osoby bliskie sercu. To jest znak, że fala zdziczenia, fala bolszewickiej antyreligijnej zarazy zbliża się do naszych domów, że uderza nie tylko w religie, co w fundamenty ludzkiego porządku, ludzkiego ładu, który na tym łez padole warunkuje godne człowieka życie. Spokój zmarłych to ład wśród żywych. Podkreślam, że nie chodzi tu w pierwszym rzędzie o aspekt religijny, chodzi o wywołanie zamętu i chaosu, poczucia trwogi, lęku, strachu. Bolszewicy byli cwanymi, bezwzględnymi świadomymi swych umiejętności socjotechnicznymi potworami. Ten typ mentalny cały czas się reprodukuje. To „centrum” zdziczenia zostało animowane na Krakowskim Przedmieściu głównie przez Ruch Palikota i niejakiego Dominika Tarasa, przywódcę młodych wykształconych, atakiem na krzyż, mechanizm spiskowy został znakomicie opisany przez Bronisława Wildsteina w powieści „Ukryty”, po czym fale zaczęły się rozchodzić, aż trafiły do Pniew.

Dowiedziałem się bowiem właśnie, że zniszczono w Pniewach groby sióstr Urszulanek, gdzie znajduje się klasztor tego zakonu. Sprawca bądź sprawcy połamali i powyrywali drewniane krzyże na 48 kwaterach. Ilość ataków na symbole religijne jaka miała miejsce po wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu w 2010 roku nie zostawia wątpliwości, co jest ich źródłem – bolszewicki antyklerykalizm.

Ta bolszewicka polityka w dosłownym sensie, ma wytwarzać presję na tych, którzy niby upolityczniają religię, bo to wyznawcy księdza Rydzyka prowokują do ekscesów antyreligijnych, bo gdyby ich nie było, nie  byłoby „oszołomów”, nie byłoby też antyklerykalizmu, który ma jednak swoje uzasadnienie, zdaniem takim tuzów wyższej duchowości i najwyższej mądrości jak o. Maciej Zięba, ks. Boniecki czy biskup Pieronek.

Z takimi tłumaczeniami ze strony tych lepszych „europejskich” katolików też się spotkałem. Nawet skromna wiedza o polskiej historii i uwarunkowaniach polskiego kościoła wystarczy, aby zrozumieć, to, co się dzieje, aby nabrać dystansu.

Odejdę jednak od tych „politycznych” aspektów bezczeszczenia grobów i zatrzymam się przy egzystencjalnym, bo on lepiej ujawnia naturę tego, z czym mamy do czynienia. Kiedy pracowałem w TVP Kultura, w ramach współpracy z uczelniani artystycznymi, w 2008 roku otrzymałem materiał performance, na którym dwie mocno roznegliżowane studentki, tańcząc na grobie, śpiewały jakąś głupawą piosenkę. „Profesor”, nauczyciel tych studentek, który zakwalifikował ten materiał do emisji, zobaczył w nim wartość „artystyczną”. Polegała ona na naigrywaniu się z pochówku i śmierci. Usiłowałem odgadnąć te ideowe motywacje. Młodość rzucająca wyzwanie śmierci? Walka z kultem Thanatosa w kulturze polskiej, która ma być w końcu sexy a nie martyrologiczna? Oczywiście, nie wyemitowałem tego materiału „artystycznego”, ale zapadł mi on w pamięć jako przejaw degeneracji szkolnictwa artystycznego w obrębie, którego zaczynają się pojawiać jako „normalne” takie „dzieła”, bo nie budziły sprzeciwu. Dzisiaj jest dla mnie jasne, że  motywacje, które je stworzyły to tylko przesłona czegoś zdecydowanie groźniejszego, z czego te bezgranicznie żenująco głupie studentki, nie zdawały sobie sprawy.

Zakon Urszulanek w Pniewach założyła Urszula Ledochowska, którą na ołtarze wyniósł Jan Paweł II. Przejeżdżając wiosną i latem przez to małe wielkopolskie miasto, trudno nie zauważyć pięknego ogrodu, pełnego kwiatów i drzew owocowych. Widać mistrzowską rękę i wielką pasję do ogrodnictwa. Kiedyś, było to dobre dwadzieścia lat temu  zatrzymałem się w blisko tego sadu, by zrobić kilka akwarel, bo jestem malarzem. Wdałem się w rozmowę z dwoma siostrami podeszłym wieku, o ogrodnictwie właśnie. Rozmawialiśmy o kwiatach i drzewach. Dosłałem kawę. Było to dawno. One pewnie nie żyją. Bardzo prawdopodobne, że to ich groby zostały zbezczeszczone. Połamane krzyże na cmentarzu były równo poustawiane, jakby sprawcy chcieli przekazać jaką wiadomość, jakby było to wyznanie, że nie jest to działanie pijaczka, który postradał rozum od denaturatu, ale kogoś, kto „żywi” się rozniecaniem zamętu i chaosu. Zbezczeszczenie grobów sióstr, strażniczek tradycji i piękna natury, to atak na wolę trwałości i instytucje, która jest gwarantem ludzkiego ładu. Z woli trwałości tworzy się kultura i cywilizacja. W woli trwałości skrywa się potężna moc, która jest wyzwaniem rzuconym przemijaniu i śmierci. Tę wolę trwałości można odczuć w muzeach, kościołach, klasztorach, które otaczamy opieką od setek lat. I oto naruszono spokój, tych, które ofiarną służbą tej woli trwałości się poświęciły.

A jeśli już mówimy o kategoriach bardziej religijnych, to jest to zamach na „metafizyczną polisę ubezpieczeniową”. Ci, którzy ją atakują świadomie, to nowe wcielenie bolszewików, ci zaś którzy nieświadomie, to głupcy, którzy są narzędziem tych pierwszych. Te wydarzenia  to znak, że zostają sprowokowane głęboko tłumione ciemne moce, które rzucają wyzwanie nie tyle takiej czy innej formie porządku, ale porządkowi jako takiemu. To atak w fundament. Chodzi o wywołanie chaosu, który ma zachwiać podwalinami, aby nic już nie było pewne. Tu nie chodzi też tylko i wyłącznie o ciemne widowisko, w którym ludzki duch rozkoszuje się własną rozwiązłością, lecz o całościowy sprzeciw wobec tego ducha, gdyż podwaliną człowieczeństwa jest właśnie pochówek zmarłych. Trzeba to jasno powiedzieć, bez żadnych złudzeń, że kto się na to poważył i kto zaczyna sobie z tego stroić żarty, ten przed niczym się nie cofnie.