Gdzie ten hajlajf? Problem tkwi nie w lenistwie studentów, tylko w braku pomysłu na efektywną edukację

fot.sxc.hu
fot.sxc.hu

Wizja prawdziwego życia studenta przedstawiona w tekście "Pamflet na studenta polskiego" niestety nie ma się za wiele do rzeczywistości. Zdecydowanie nie zgadzam się też z postawioną tezą, że system szkolnictwa i sytuacja gospodarcza nie są najważniejszymi problemami naszego pokolenia. Jest właśnie zupełnie na odwrót. To właśnie błędy z zarządzaniu polską oświatą i fatalna wręcz polityka ekonomiczna kraju stanowią o niezbyt ciekawej przyszłości polskiego studenta .

Tu znajdziesz tekst Petrosa Tovmasyana: Pamflet na studenta polskiego 2012/2013. "Iluzja sukcesu, którą student karmi swoją rodzinę"

Studenci, którzy według Pana Tovmasyana żyją na wysokiej stopie za pieniądze rodziców to zaledwie niewielki procent z prawie dwumilionowej rzeszy studentów. Owszem jest grupa "bananowej młodzieży", która ma dobrze sytuowanych rodziców i może sobie pozwolić na luksusowe studenckie życie. Wystarczy jednak wyjść z dobrego klubu w centrum Krakowa, by się przekonać jaki jest prawdziwy obraz studenta AD 2012.

Ogromna liczba studentów stoi każdego października w kilkugodzinnych kolejkach do dziekanatów, żeby złożyć wniosek wcale nie o stypendium naukowe, tylko o stypendium socjalne. W czasach, gdy o pracę - nawet dorywczą - coraz trudniej, pieniądze z tak zwanego socjala stanowią lwią część budżetu studenta, a w niektórych przypadkach nawet jego całość. Studenci nie chadzają też na zakupy do delikatesów takich jak Alma czy Piotr i Paweł, tylko do Biedronki i Tesco. Szukają oszczędności, gdzie tylko mogą, rezygnując nierzadko z intelektualnej rozrywki jak choćby wyjście do kina czy opery.

Nie mogę sobie zatem wyobrazić widoku krwiożerczego studenta z obłędem w oczach, który wydziera rodzicom ostatnie pieniądze z ręki, byle tylko mógł wieść swój szczęśliwy żywot, gdzieś z dala od rodzinnego domu. Nie wydaje mi się również, żeby studenci masowo i z premedytacją oszukiwali swoje rodziny, tylko dlatego, że chcą sobie przez kilka lat fajnie pożyć. Nikt przecież nie idzie na studia z myślą o tym, że po ich ukończeniu będzie bezrobotny. Wątpię też czy u podstaw decyzji o wysłaniu dzieci na studia rodzice kierują się próżnością i poczuciem wyższości.

Inwestycja w edukację zawsze będzie najważniejszym instrumentem "lokowania" kapitału i nie jest to tylko efekt jakiegoś trendu. Zarzut lenistwa studenta jest krzywdzący i nieprawdziwy, bo system szkolnictwa wyższego zabija w studencie wszelką chęć do poszerzania swojej wiedzy. Wykładowcy wcale nie zachęcają studenta do poszerzania horyzontów, tylko uważają prowadzenie zajęć za przykry obowiązek. Myślą tylko by jak najszybciej skończyć wykład, wyjść z auli i tylko nie spotkać na swojej drodze studenta z jakimś pytaniem. Problem ten dotyczy niestety dużej części kadry. Niewielu jest takich, którzy są dydaktykami z powołania. Większość uczelnie postrzega jako bazę do rozwoju kariery naukowej, a zajęcia ze studentami to jedynie dodatek.

Problem tkwi zatem nie w lenistwie studentów (ci zdarzają się zawsze, ale w zdecydowanej mniejszości) tylko w braku pomysłu na efektywną edukację. Bezrefleksyjne kopiowanie wzorców edukacyjnych z Europy Zachodniej i USA - głównie system testów, wprowadzenie gimnazjów i systemu bolońskiego przyniosły fatalne skutki. Tragedia przyszłych absolwentów zaczyna  się (i to bez cienia przesady) już w przedszkolach (do których posyła się pięcioletnie dzieci), przez gimnazjum, na liceach i technikach kończąc. Niemal całkowicie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe, czego efektem jest przerzucenie uczniów z zawodówek do liceów, a to z kolei przyczynia się do ogromnej liczby niezdanych egzaminów maturalnych. Ucznia zaś zdolnego i ambitnego pozostawia się samemu sobie bez żadnego wsparcia logistycznego i finansowego. Nie ma się więc co dziwić, że wkrótce przychodzi zniechęcenie i poczucie bezsilności, a co za tym idzie, pójście na łatwiznę.

Sytuacja absolwentów na rynku pracy jest fatalna jak wspomniałem z powodu źle prowadzonej polityki gospodarczej państwa. Pracodawcy przygnieceni cielskiem biurokracji i obciążeni fiskalnie, nawet gdyby chcieli zatrudnić nowych ludzi, to nie mogą tego zrobić z powodu zbytniego obciążenia finansowego swoich przedsiębiorstw. Problem mogłyby rozwiązać dodatkowe ulgi, czy zmniejszenie składek i podatków. Wielu ludzi po studiach chcących założyć własne firmy przerażonych wysokością składek ZUS i trudnościami przy załatwianiu formalności z założeniem własnego biznesu, po prostu rezygnuje zasilając rzeszę bezrobotnych. Gdyby państwo potrafiło im pomóc, sytuacja na rynku pracy byłaby diametralnie inna od dzisiejszej.

Nadprodukcja chociażby nauczycieli, to nie efekt mody wśród młodych ludzi, tylko fatalnie prowadzonej ogólnej polityki rządu. Przy zwijaniu państwa wyrażającym się między innymi w zamykaniu szkół, siłą rzeczy nie będzie potrzebnych tylu absolwentów kierunków pedagogicznych. To tylko jeden przykład, ale można by ich podać o wiele więcej. Problemy w poszczególnych działach państwa (służbie zdrowia, kulturze, czy wojsku) rzutują niestety na późniejsze problemy na rynku pracy. Winy studenta w tym żadnej.

Problemem stało się również to, że uczelnie z instytucji oświatowych stały się przedsiębiorstwami nastawionymi na zysk, zwłaszcza że według danych statystycznych od 2006 roku liczba studentów powoli ale systematycznie maleje - w ciągu 6 lat o ponad 10 tysięcy. Według szacunków liczba ta spadnie w przeciągu 7 lat o 200-600 tysięcy osób. Rozpoczęła się więc walka o studenta kosztem jakości kształcenia. Zostaną najsilniejsi i najbardziej bezwzględni gracze - głównie uczelnie publiczne. Duża liczba wyższych szkół prywatnych zostanie po prostu z rynku wyeliminowana.

Z tego co pisze pan Tovmasyan można wywnioskować, że najchętniej ograniczyłby on  ilość studentów, którzy nie potrafią potem wstać o 6 rano. Z całym szacunkiem, ale nie jest to zbyt wyszukany argument, powiedziałbym nawet, że śmieszny. Jestem przekonany, że gdyby absolwentowi szukającemu pracy od kilku miesięcy czy lat, ktoś zaproponował w miarę dobrze płatną pracę, to on z radością wstawałby nawet piątej rano.

Marcin Strzymiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych