Krystyn Bernatowicz, działacz narodowy, pomysłodawca pomnika Narodowych Sił Zbrojnych w Warszawie nie żyje. Jak czytamy na portalu "Naszej Polski", pomimo śladów pobicia policja i prokuratura wykluczyły udział osób trzecich.

Oglądając i identyfikując zwłoki widziałem ślady pobicia, dlatego dziwi mnie szybkie wykluczenie ingerencji osób trzecich

- mówi Grzegorz Grabski, najbliższy przyjaciel i sąsiad zmarłego.

Publikujemy rozmowę, jaką z Bernatowiczem przeprowadziła jeszcze w grudniu bieżącego roku Magdalena Kowalewska z "Naszej Polski".

- Jaka była reakcja władz stolicy na zaproponowaną przez Pana inicjatywę budowy pomnika NSZ?

- Pragnę przypomnieć, że starania o powstanie tego pomnika trwają już bardzo długo. Można byłoby napisać o nich dobrą nowelę! Nigdy nie byłem inicjatorem powstania żadnego pomnika, ale muszę przyznać, że nie jest łatwo doprowadzić do  budowy tego pomnika. Władza na początku zareagowała pozytywnie... Potem urzędnicy zaczęli odsyłać mnie od drzwi do drzwi. Jednym słowem, była to droga przez mękę! Aby sprostać polskiej biurokracji, należy mieć w sobie wiele odporności.

Pan wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz pozytywnie odniósł się do wniosku postawienia pomnika NSZ. Poprosił o wskazanie potencjalnych miejsc lokalizacji. Zaproponowałem sześć. Wówczas Pan wiceprezydent w przesłanym piśmie, podkreślił, że jedynie dwa z zaproponowanych miejsc mogą być brać pod uwagę: park marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego oraz skwer przy ul. Lindleya. Jednak tę drugą lokalizację konserwator zabytków od razu odrzucił, podając różne powody, dlaczego pomnik NSZ nie mógłby stanąć właśnie w tym miejscu. Odnoszę wrażenie, że podczas podejmowania decyzji władzy chodziło to, aby pomnik ten jak najbardziej zepchnąć na peryferia i żeby był jak najmniej widoczny. Potem zaczęły się rozgrywki z Zarządem Terenów Publicznych i władzami dzielnicy Śródmieście, które są właścicielem tego terenu. Około trzech miesięcy zajęło mi ustalanie tego czy wskazane miejsce, nie jest przedmiotem prywatnych roszczeń. Nie chciałem, aby po wydaniu zgody przez miasto nagle okazało, że ktoś zgłosi się z Polski lub za granicy, aby ubiegać się o swój teren. Otrzymałem w końcu informację, że teren ten jest publiczny. A lokalizacja została zatwierdzona. 

- Jednak szybko zmieniono zdanie…

- Zgadza się. Mimo, że Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego Urzędu m. st. Warszawy zaakceptowało i potwierdziło kompletność przedstawionej przeze mnie dokumentacji, Pan wiceprezydent Wojciechowicz nagle przysłał mi pismo z dwoma postulatami dotyczącymi tego, czy mógłbym ujawnić sponsorów pomnika oraz czy nie bylibyśmy skłonni przenieść budowy pomnika na sąsiedni narożnik, o 20 metrów… Nie wspomnę o tym, że postulaty te wyglądają na pewną prowokację, bowiem oboczny narożnik nie znajduje się na mapie geologicznej tego terenu, a to wiąże się z poniesieniem przeze mnie kosztów rzędu ok. 5 tys. zł oraz kilkumiesięcznym czekaniem na sporządzenie takiego dokumentu. Natomiast cała inicjatywa budowy pomnika sprowadzałaby się do opóźnienia jej w czasie. Jeśli chodzi o drugą prośbę, grzecznie odpisałem Panu Wojciechowiczowi, że potencjalni sponsorzy nie życzą sobie ujawniania ich danych personalnych. Oczywiście, ich nazwiska zostaną ujawnione w swoim czasie - wtedy, gdy fundatorzy wyrażą na to zgodę oraz  kiedy otrzymam ostateczne pozwolenie od władz Warszawy na budowę tego pomnika w lokalizacji, którą zaproponowałem na samym początku, bez przesuwania go o 20 metrów.

- Nie tylko Komisja Ładu Przestrzennego, Ochrony Środowiska i Gospodarki Komunalnej, której przewodniczącym jest radny PO Hubert Aszyk, negatywnie zaopiniowała projekt uchwały Rady Miasta Warszawy dotyczący tego pomnika, ale również swój sprzeciw, głosami PO i Ruchu Palikota, wyraziła Rada Dzielnicy Śródmieście.

- Na posiedzeniu wspomnianej komisji uczestniczyłem dwukrotnie. Orzekła, że wprawdzie nie ma nic przeciwko powstaniu tego i popiera ideę jego wzniesienia, ale ma uwagi, co do jego lokalizacji. Początkowo próbowano argumentować, że w Warszawie jest za dużo pomników itd., a potem zaczęto zastanawiać się, dlaczego pomnik NSZ miałby znajdować się właśnie w tym, a nie innym  miejscu. Podczas przerw uświadamiano mnie, że tak naprawdę nie ma sensu toczyć walki na argumenty, bowiem PO ma przecież przewagę i dyspozycje, w jaki sposób ma głosować w tej sprawie. Ponadto, międzyczasie próbowano wydobyć ode mnie informacje na temat tego, kto za ten pomnik zapłaci. Tymczasem tłumaczyłem, że dociekanie o pieniądze leży w gestii innych organów i służb, a nie stołecznych urzędników! Nadgorliwość niektórych instytucji jest porażająca! A jeśli chodzi o decyzję Rady Dzielnicy Śródmieście, już przed jej posiedzeniem, dostałem informację o tym, że wiadomo jest jaka będzie decyzja radnych, zanim odbyło się głosowanie… O budowie pomnika NSZ zaczęło być głośno właśnie w momencie, kiedy sprawę tę  skierowano do zaopiniowania władzom dzielnicy Śródmieścia. Tym samym została ona cofnięta na szczebel dzielnicowy. 

- Radni klubu PiS, przewidując wynik głosowania, bezskutecznie domagali się zdjęcia z porządku obrad  punktu dotyczącego  tej sprawy po to, żeby nie dopuścić  do przyjęcia negatywnego zaopiniowania przez Radę Dzielnicy Śródmieście i nie dawać tym samym argumentów przeciwnikom uhonorowania żołnierzy NSZ. Jednak stało się inaczej.  Jak Pan myśli, dlaczego Rada Miasta Warszawy najpierw wydała zgodę, a śródmiejscy radni PO i  Ruchu Palikota postanowili sprzeciwić się jej?

- Jesteśmy świadkami zwyczajnej tandetnej gry o tej pomnik. Jeśli PiS akceptuje dane inicjatywy, PO z zasady jest im przeciwna. Ta sprawa przestała mieć charakter merytoryczny. Jestem przekonany, że władza rozpatrując wniosek dotyczący powstania tego pomnika, nie potrafiła znaleźć żadnego argumentu, aby mu powiedzieć „nie”. Zgoda została wyrażona, ale w domyśle, zastanawiano się czy aby na pewno uda się nam postawić ten pomnik. Pragnę podkreślić, że formalny wniosek złożyłem do Rady Miasta Warszawy, na który Pan wiceprezydent Wojciechowicz odpowiedział pozytywnie, zatem Rada Dzielnicy Śródmieście nie jest tutaj stroną.

- W jaki sposób zrodził się pomysł postawienia w Warszawie pomnika, oddającego cześć i pamięć niezłomnym żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych?

- Tragiczne wydarzenia, których doświadczyła moja rodzina sprawiły, że były one ciągle żywe we mnie i dlatego postanowiłem zainicjować budowę pomnika Narodowych Sił Zbrojnych. Mój Ojciec należał do NSZ. Mama była w siódmym miesiącu ciąży z moją młodszą siostrą, kiedy dowiedziała, że gestapo pojmało tatę. Poroniła, dowiadując się o wyroku śmierci wydanym na tatę, którego uważano za bandytę. Niemcy powiesili lub rozstrzelali ojca. Gdy byłem młody, zająłem się nauką i karierą, ale pamięć o niezłomnych żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych ciągle mi towarzyszyła i wzrastała we mnie. Pomyślałem, że tym ludziom należy się pomnik. Zacząłem zastanawiać się, dlaczego koledzy mojego ojca, którzy tak bardzo zasłużyli się Ojczyźnie nie mają pomnika, podczas gdy innym podziemnym organizacjom stawia się monumenty.

- Jak wygląda projekt pomnika?

- Zakłada powstanie pomnika na terenie parku marszałka Edwarda Rydza-Śmigełgo, na skwerze graniczącym z ul. Rozbrat. Znajduje się tam grab, na tle którego miałaby zostać postawiona tablica o wysokości ponad 2 metrów i szerokości 3,5 metrów, wykonana prawdopodobnie z granitu. Na niej będzie znajdował się napis: „Wieczna cześć i chwała żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych (Narodowej Organizacji Wojskowej i Narodowego Związku Wojskowego)”. Po lewej stronie tablicy zostanie umieszczony prosty krzyż,  a z kolei po jej prawej znajdować będzie się płaskorzeźba przedstawiająca symboliczne leśne zadrzewienie, na tle którego pojawią się sylwetki żołnierzy. W tej kompozycji nie zabraknie również orła białego, który prawdopodobnie zostanie podarowany przez Jana Pietrzaka. 

- Mimo wszelkich głosów sprzeciwów i dziwnych zagrywek ze strony urzędników, uda się doprowadzić do postawienia tego pomnika w stolicy?

- Zobaczymy. Ja nie poddam się. Będę o to walczyć do końca różnymi możliwymi sposobami.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 51-52 (894-895) z 18-25 grudnia 2012 r.