Sprawa relacji polsko-niemieckich okresowo powraca w wypowiedziach polityków. Ostatnio PiS domaga się takiego samego traktowania mniejszości polskiej w Niemczech, jak traktowana jest mniejszość niemiecka w Polsce. Słusznie.

Nad całą tą problematyką ciąży jednak  traktat z 1991 r. między RFN i RP. Negocjowany przez Ministra Spraw Zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego został przyjęty przez Rząd Krzysztofa Bieleckiego i Prezydenta Lecha Wałęsę.

O najważniejszym traktatowym zaniedbaniu dotyczącym reparacji wojennych pisaliśmy w „GO” nr 12. Tu wypowiedź b. wicemarszałka Sejmu Janusz Dobrosza.

Uchwała Sejmu

Grupie posłów skupionym w Kole Ruchu Katolicko-Narodowego oraz w Klubie LPR popieranym także przez PSL i Samoobronę po wielu trudnych i wyczerpujących pertraktacjach z PO i SLD udało się 10 września 2004 roku zgłosić i przegłosować wielką przewagą głosów uchwałę, w której Sejm IV kadencji stwierdził jednoznacznie, że:

Polska nie otrzymała dotychczas stosownej kompensaty finansowej i reparacji wojennych za olbrzymie zniszczenia i straty (...) wywołane przez niemiecką agresję, ludobójstwo i utratę niepodległości przez Polskę. Sejm wzywa rząd RP do podjęcia stosownych działań w tej materii wobec rządu RFN.

Niemiecki chłód

To, że uchwała spotkała się z chłodnym przyjęciem ze strony polityków i mediów niemieckich w zasadzie nie dziwi. Pojawiły się sformułowania typu krok wstecz grożący wzajemnymi roszczeniami i rozliczeniami. Pisano o głupiej ripoście na roszczenia niemieckie wypędzonych, "strzelanie z armaty do wróbli" - widać monopol na strzelanie mogą mieć tylko Niemcy. Pokazuje to, że zupełnie inną miarę stosuje się u naszego zachodniego sąsiada do postępowania polskiego a inną do własnego.

Skandaliczna reakcja premiera

Zdumienie i oburzenie musi wywoływać reakcja ówczesnego premiera rządu prof. Marka Belki, który oświadczył mediom, że występowanie z postulatem wypłacenia reparacji jest niebezpieczne dla Polski i że uchwała Sejmu RP nie jest dla rządu wiążąca! Dodać należy, że premier także w osobistej rozmowie z kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem w skandaliczny sposób zdyskredytował uchwałę Sejmu, z którego mandatu przecież pełnił swą zaszczytną funkcję!

W cywilizowanej demokracji osoba tak otwarcie krytykująca decyzje parlamentu zmuszona jest podać się do dymisji. Podważający moralne i częściowo formalne prawo Polski do reparacji, premier rządu atakuje Sejm i w wystąpieniu przed Wysoką Izbą krzyczy do posłów „do roboty”?!

Jedno jest pewne, właśnie w Niemczech po takim postępowaniu, polityk pokroju Belki skazany byłby na wieczną polityczną banicję.

Nowy projekt uchwały

Pozostało nam tylko z grupą posłów LPR wystąpić 20 września 2004 roku z projektem kolejnej uchwały Sejmu RP: Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uznaje deklarację z 23 sierpnia 1953 roku o zrzeczeniu się przez Polskę reparacji wojennych za nieobowiązującą. Deklaracja podjęta była pod naciskiem ZSRR i przez narzucony z zewnątrz rząd. Została podpisana dzień po porozumieniu podpisanym w Moskwie przez ZSRR i NRD. Jako taka w żadnym wypadku nie była wyrażeniem suwerennej woli Narodu Polskiego i nie może być obowiązująca dla obecnego państwa polskiego. Deklaracja ma również inne poważne wady prawne. Nie została ani przez Radę Państwa ani przez Sejm ratyfikowana i dotyczyła tylko ówczesnego NRD - państwa, które ma sukcesora prawnego.

Kiedy opadły emocje i za posłów wzięły się kierownictwa klubów parlamentarnych SLD, SDPL i PO, projekt ten został „zamrożony” w Komisji Spraw Zagranicznych, a w zasadzie specjalnie do jej rozpatrzenia powołanej podkomisji, której szefem został poseł Unii Pracy Marek Pol.

Stanowisko rządu RP

Rząd 19 października przyjął odrębne stanowisko i stwierdził: Oświadczenie rządu PRL z 23 sierpnia 1953 roku o zrzeczeniu się przez Polskę reparacji wojennych, rząd RP uznaje za obowiązujące bowiem Polska uznaje za ważne i umowy zawarte w latach międzywojennych jak i po roku 1944 oraz wynikające z nich zobowiązania.

Ponadto rząd uznał, że:

Oświadczenie z 23 sierpnia 1953 roku o zrzeczeniu się reparacji wojennych było podjęte zgodnie z ówczesnym porządkiem konstytucyjnym, a ewentualne naciski ze strony ZSRR nie mogą być uznane za groźby użycia siły z pogwałceniem zasad prawa międzynarodowego, wyrażonych w karcie ONZ.

W tym samym stanowisku podkreślano, że Rząd premiera M. Belki jest zdecydowany nie obciążać stosunków polsko-niemieckich problemem reparacji, dla ukształtowania których niezbędne jest jednoznaczne uznanie przez RFN istniejących stosunków majątkowych na terenie Polski usytuowanych po II wojnie światowej.

No i mamy cię, koteczku - jak mawiał Melchior Wańkowicz! W zakamuflowanej formie polski rząd, wbrew wcześniejszym deklaracjom, przyznaje, że Niemcy nie uznały jeszcze istniejących stosunków majątkowych na terenach zachodniej i północnej Polski przyznanych Polsce po II wojnie światowej. Kwestię reparacji wojennych deklaruje w istocie jako monetę przetargową tzw. opcji zerowej

Tylko co to za moneta, kiedy rząd wyrzeka się mocnych atutów przed sfinalizowaniem transakcji? Negocjacyjna paranoja.

Głosy ekspertów

W wyniku uchwały Sejmu RP z 10 września 2004 roku jak i dzięki projektowi uchwały Klubu LPR z 20 września, nareszcie ożywiły się polskie środowiska naukowe i na zlecenie podkomisji Marka Pola zostało sporządzonych szereg kompetentnych ekspertyz prawnych. Na zlecenie zaś Ministerstwa Spraw Zagranicznych W. Cimoszewicza, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) wydał poważną pozycję pod redakcję naukową panów: Sławomira Dębskiego i Witolda Góralskiego pt.: „Problemy reparacji, odszkodowań i świadczeń w stosunkach polsko-niemieckich”.

W 2005 roku ukazała się praca pt. „Transfer - obywatelstwo i majątek. Trudy stosunków polsko-niemieckich”. Aż nie chcę wierzyć, że do tego czasu polskie środowiska naukowe nie dopracowały się komplementarnych opracowań poza dorobkiem prof. Mieczysława Tomali i prof. Mariusza Muszyńskiego.

Wracając do ekspertyz i publikacji przekazanych Komisji Spraw Zagranicznych. Ich zdania były podzielone. Od bardzo krytycznych wobec uchwały z 10 września 2004 roku do takich, które ją w pełni naukowo uzasadniały. Np. Władysław Czapliński uznał, że ma ona szansę przejść do historii jako największy prawny „bubel roku”.

Stanowisko Czaplińskiego podważał Waldemar Gontowski, twierdząc, że przekonujący jest pogląd, iż oświadczenie z 1953 roku można uznać za nieważne ab initio (od początku) ze względu na zastosowanie wobec polskich władz przymusu psychicznego i wymuszenie zgody na sprzeczny z interesami państwa polskiego akt jednostronny.

Z kolei za skuteczne uznał oświadczenie Bieruta w swej ekspertyzie prof. Marek Kolasa z Uniwersytetu Wrocławskiego. Podobnie twierdzili autorzy innych ekspertyz trzymając się pewnych tradycyjnych kanonów jednostronnego przedstawiania problematyki odszkodowawczej. Ich wymowa i argumentacja były mocno nagłaśniane i cytowane.

Za to zupełnie nieznane są ekspertyzy prawne specjalistów twierdzących coś przeciwnego: mówią one o tym, że Polska nadal ma prawo ubiegać się o reparacje wojenne od Niemiec. I tak, prof. dr hab. Jan Sandorski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu uznaje zrzeczenie się reparacji wojennych z 1953 roku za wadliwe i nieskuteczne. Pisze on:

Oświadczenie rządu PRL z 23 sierpnia 1953 roku dotyczące zrzeczenia się z dniem 1 stycznia 1954 roku spłaty odszkodowań na rzecz Polski było nieważne i jako takie nigdy nie wywierało i nie wywiera skutków prawnych. Uznaję, że oświadczenie rządu z 23 sierpnia 1953 roku było jako akt prawny jednostronny, skutkiem dyktatu radzieckiego naruszającego suwerenność państwa polskiego i stawiającego rząd PRL w pozycji nierównoprawnego partnera stosunków międzynarodowych, z czego wyprowadza się wniosek, iż istnieją poważne przesłanki przemawiające za tezą o nieważności.

Trzeba też pamiętać, że oświadczenie zostało złożone pod naciskiem politycznym na polskich przywódców państwowych oraz przymusem ekonomicznym w postaci szantażu węglowego. Najnowsze badania archiwalne mówią, iż szantaż węglowy został skutecznie wobec Polski zastosowany.

Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidywać, że w razie sporu międzynarodowego na tym tle, trybunał międzynarodowy przychyliłby się do stanowiska, iż przymus ekonomiczny mieści się w pojęciu przymusu użytego w art. 52 Konwencji Wiedeńskiej o prawie traktatów i powoduje bezwzględną nieważność umów międzynarodowych a co za tym idzie aktów jednostronnych, takich jak oświadczenie z 1953 roku.

Jak dalej twierdzi prof. Sandorski, bezwzględna nieważność aktu jednostronnego powoduje, że nie można powoływać się na milczącą zgodę, jako przywracającą oświadczeniu wiążący charakter. Zatem zachowanie się polskiego rządu po 1990 roku przy okazji zawarcia przez państwa trzecie Traktatu o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec z 12 września 1990 roku (Traktat 2+4), jak i traktatu potwierdzającego obecną granicę między polską a zjednoczonymi Niemcami z 14 listopada 1990 roku, ze względu na nieważność oświadczenia z 1953 roku nie ma znaczenia prawnego.

Zapowiedzi liderów

W tym czasie tuż przed kampanią wyborczą do Sejmu V kadencji w 2005 r., liderzy partii potencjalnie zwycięskich: Jan M. Rokita z PO i Jarosław Kaczyński z PiS zapowiedzieli, że jeśli utworzą rząd, postawią zarzut nieważności uchwały B. Bieruta i będą się domagać wypłacenia Polsce należnych reparacji. Co z tych obietnic pozostało, widać jak na dłoni.