Ze względów religijnych ekshumacja szczątków osób zamordowanych w 1941 r. w Jedwabnem był prowadzona bardzo powierzchownie i to dosłownie, bo zakończono ją, gdy dotarto do pierwszych kości. Nie wyjęto żadnych szczątków, nie policzono ich.

O sprawie pisze tygodnik „Wprost”, który powołuje się na raport prof. Andrzeja Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, który był szefem archeologów pracujących w Jedwabnem.

Według prof. Koli:

to co działo się między 30 maja a 4 czerwca 2001 r. było raczej parodią ekshumacji. Przeprowadzeniu rzetelnych prac sprzeciwili się bowiem rabini, argumentując, że wykopywanie zwłok jest sprzeczne z religią żydowską.

Archeolog napisał w swym raporcie, że farsa tej „pseudoekshumacji” wynikała także z tego, iż rabini Michael Schudrich oraz Menachem Ekstein spieszyli się na samoloty i cała procedura związana z pogrzebem także musiała być przyspieszona.

„Wprost” pisze, że najciekawszym elementem raportu było znalezienie 46 łusek z niemieckiej broni. To może świadczyć o poważniejszej roli Niemców w masakrze niż jest to dziś uznawane, a więc przełomowa rola Polaków, która została rozpowszechniona w światowej publicystyce np. przez książkę Jana Tomasza Grossa, nie ma oparcia w faktach.

Pytany o kwestie amunicji prof. Witold Kulesza, ówczesny dyrektor Komisji Ścigania Zbrodni przeciw Narodowi Polskiemu, powiedział dla „Wprost”, że łuski pochodziły z broni wyprodukowanej po 1941 r.

Okazało się, że łuski pochodzą z karabinu maszynowego MG-42. Zostały zatem wystrzelone z broni, która nie była jeszcze używana w czasie, gdy rozegrała się zbrodnia w Jedwabne

- tłumaczy Kulesza.

Jednak nie musi być tak jak twierdzi Kulesza. W 1941 r. był na użyciu niemieckich sił zbrojnych MG-34, poprzednik MG-42. Ten starszy karabin maszynowy strzelał amunicją o kalibrze 7,92 mm, identyczną jak MG-42. Nie da się więc raczej odróżnić łusek wystrzelonych przez jeden lub drugi karabin.

Slaw/ Wprost