Małe zamieszanie w mediach wywołała ponad 2 tygodnie temu notatka BOR - która znalazła się w książce „Kryptonim 333” napisanej przez historyków IPN  - dotycząca okresu, w którym  Lech Wałęsa był internowany:

W okresie internowania skonsumował samotnie lub w towarzystwie osób odwiedzających: spirytus – 2 but., wódka – 289 but., wino – 158 but., winiak i koniak – 59 but., szampan – 238 but., piwo – 1115 but.

Wałęsa zareagował jak na laureata Pokojowej Nagrody Nobla przystało:

To jest śmieszne i niepoważne. A jeszcze IPN za tym stoi. Jakich bzdurnych ludzi tam mają: co za złośliwość i głupota, wprost tępota.

Przyznał jednak, że w tych rewelacjach jest jednak ziarno prawdy. I to dosyć spore:

-To była złota klatka. Mogłem sobie życzyć, co chciałem. Lubiłem szampana i parę butelek wypiłem. Ja musiałem uważać, bo ja tam byłem między osami.

„Tępota” tymczasem postanowiła bronić Wałęsy i autorzy książki „Kryptonim 333” wydali nawet oświadczenie w którym napisali m.in. że:

Wśród ponad 100 dokumentów pisanych z dnia na dzień przez ludzi pilnujących Wałęsy znalazły się również wspólne notatki BOR i Biura Śledczego MSW zawierające informacje m.in. na temat ilości alkoholi i wyrobów tytoniowych, jakie miały zostać wydane przewodniczącemu "S" i jego gościom. Tyle tylko, że nie znajdują one potwierdzenia w bardzo szczegółowych raportach funkcjonariuszy BOR. Każdy kto przeczyta opublikowaną przez nas książkę będzie się mógł przekonać, że Lech Wałęsa w czasie 11-miesięcznego internowania zachował niezłomną postawę.

Nie wiem czy w sposób zamierzony, ale tym oświadczeniem historycy IPN tylko dobili Wałęsę. Niezłomny opozycjonista pije sobie szampana, którego dostaje w dowolnych ilościach od swoich oprawców. W całej historii PRL nie było chyba równie „niezłomnego”.

Te słowa, i to z ust historyków, brzmią jak jakieś szyderstwo. Nawet w schyłkowym okresie PRL ludzi bito i mordowano za ich poglądy, za ich niezłomną postawę. Tymczasem najbardziej niezłomny walił sobie w internie wino i szampana.

No, ale to po prostu można przypisać niezwykłemu geniuszowi Wałęsy, który - jak wszyscy wiemy - sam obalił, oprócz tych flaszek wina i szampana, komunizm.

I po prostu Wałęsa, tak w okresie internowania wykiwał system, tak ograł bezpiekę i partię, że ci, kompletnie już skołowani przez mistrza rozwiązywania krzyżówek, donosili mu szampana na każde jego żądanie. W podobny sposób już wcześniej rozpracował system, dzięki czemu, jak wspomniała w swojej książce jego małżonka, ten tęgi umysł w latach 70. wygrywał seryjnie w totka i nie brakowało w domu Wałęsów pieniędzy.

Cóż, smutne to, bo jak się tak wszystko to co wiemy o Wałęsie zbierze do kupy, jak się spojrzy choćby na to, jak dziś „legendarny przewodniczący Solidarności” chce zniszczyć Wyszkowskiego, swojego dawnego kolegę z opozycji - nie żadnego Jaruzela czy Kiszczaka, tylko właśnie tego, który z nimi walczył - i to chce go zniszczyć tylko za to, że ten nie daje się złamać i stojąc na gruncie prawdy mówi, że Wałęsa był „Bolkiem” to widać po tym wszystkim, że jedynym, którego Wałęsa rzeczywiście ograł i wykiwał w tym swoim życiu jest tak naprawdę on sam.