Krzyżacka ofensywa. To przestaje być zabawne. Kolejne medium włącza się w kampanię mającą zmusić Polaków do polubienia najeźdźców

Litewski gobelin. Fot. wPolityce.pl
Litewski gobelin. Fot. wPolityce.pl

Trwa niemiecka ofensywa propagandowa w Polsce mająca przekonać Polaków, że brutalni najeźdźcy Krzyżacy byli w rzeczywistości... naszymi dobroczyńcami. Biorą w niej udział niemieckie fundacje działające w Polsce, ludzie przez Niemców po cichu finansowani oraz niemiecka prasa wydawana w Warszawie. I tak w świątecznym (sic!) wydaniu gazety "Polska the Times" czytamy artykuł red. Agatona Kozińskiego zatytułowany "Co nam zostało po "Krzyżakach".

Jak się dowiadujemy dużo, bardzo dużo. Ba, właściwie bez nich bylibyśmy dziczą:

W czarnej legendzie, jaka w Polsce otacza Krzyżaków, umyka jedno - fakt, że dzięki nim nasz kraj wykonał duży krok w rozwoju

- dowodzi Koziński. Żeby było śmieszniej najeźdźcom przypisuje nie tylko rzekome przyniesienie do Polski nowego prawa i rozwiązań technologicznych, ale także późniejszy złoty wiek Polski. Bo gdyby nie zagrożenie krzyżackie Wilno i Kraków by się nie porozumiały:

To wspólny przeciwnik pozwolił przełamać różnice i zbudować państwo, które wkrótce zaczęło się zaliczać do najpotężniejszych w Europie

- czytamy w "Polsce ". Ale jak widać i to wielkie osiągnięcie nie jest polskie, ono jest z krzyżackiego źródła.

Można by machnąć ręką na te niezbyt mądre wywody gdyby nie to, że mamy najwyraźniej do czynienia z przemyślaną akcją "ocieplania wizerunku" teutońskich barbarzyńców.

W połowie grudnia TVP wyemitowała film pt: "Noc w galerii", który wyprodukowała Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej.  Widzowie w polskiej telewizji zobaczyli skrajnie wypaczony obraz relacji z naszymi sąsiadami. Twórcy filmu zrobili wiele, by pokazać, że Polacy Niemcom powinni być wdzięczni.

Film "Noc w galerii" przygotowany w ramach działalności Fundacji jest typowym przykładem rozmywania polskiej tożsamości narodowej oraz kodu kulturowego. Produkcja powstała na bazie wystawy „Obok. Polska-Niemcy. 1000 lat historii w sztuce”. Jej kuratorką była Anda Rottenberg. Wystawa miała na celu pokazanie w sposób nowatorski stosunków polsko-niemieckich. Poprzez sztukę autorzy chcieli dotrzeć do młodzieży i ukazać jej nowy wymiar naszej wspólnej historii. Z kolei film stał się podstawą do opracowania warsztatów skierowanych do uczniów. Niestety jednak twórcy omawianego obrazu przygotowali opowieść o polsko-niemieckim sąsiedztwie pełną uproszczeń, manipulacji oraz fałszu. Wiele niewygodnych dla Niemców tematów zostało przemilczanych. Polska w dziele filmowym pokazana jest natomiast głównie jako beneficjent państwa niemieckiego.

Wiele stwierdzeń padających w filmie, Polakom może jeżyć włos na głowie. Okazuje się choćby, że jako naród powinniśmy być wdzięczni za krwawą działalność Krzyżaków na naszych ziemiach. Narratorzy, grani przez Macieja Łubieńskiego i Michała Wójcika, tłumaczą, że

Krzyżacy zrobili krwawą jatkę, ale oddali Piastom przysługę. I dzięki temu, dzięki ich robocie powstawały tu piękne miasta i zamki. A Warmia stała się uroczym zakątkiem Polski.

Na dowód drogocennych skutków krzyżackiej obecności w Polsce przywoływane są obrazy i nazwy polskich miast: Torunia, Elbląga, Olsztyna, Gniewu. Te miasta powstały, jak wskazują autorzy filmu, na zupełnym pustkowiu pozbawionym cywilizacji. Wszystko dzięki Krzyżakom.

Sprawa krzyżackiej obecności w Polsce jest zaskakująco długo prezentowana w filmie. Co ciekawe, nie ma ani jednego fragmentu w tym wątku, który można by nazwać zgodnym z polskim punktem widzenia. Nawet wielkie zwycięstwo w Bitwie pod Grunwaldem autorzy filmu postanowili zbagatelizować. Widzowie z „Nocy w galerii” dowiadują się, że zwycięstwo nad Krzyżakami nie poszło na marne, ponieważ „został przecież wielki obraz Matejki...”

Wątek krzyżacki jest prezentowany w sposób bardzo zmanipulowany. Twórcy przyjęli w pełni antypolski punk widzenia i patrzenia na historię. Taki sam zabieg zrobiono we fragmencie dotyczącym II wojny światowej. Temu tematowi poświęconych zostało kilkadziesiąt sekund filmu. Zaskakujących. Jeden z narratorów zdaje się tłumaczyć, że do wojennych doświadczeń nie warto przywiązywać wagi:

historia stosunków polsko-niemieckich ma ponad tysiąc lat, a my wciąż patrzymy na nią przez pryzmat tragedii II wojny światowej i zbrodni III Rzeszy.

W innym miejscu okazuje się, że

przez te tysiąc lat nie było przecież jednego państwa niemieckiego, które prowadziłoby jakąś spójną politykę wobec Polski. Były różne księstwa, z których każde robiło swoje.

W ostatniej wypowiedzi narratorzy filmu oświadczają, że

na pytanie, jakie były stosunki polsko-niemieckie przez te tysiąc lat nie odpowiemy. Bo nie ma jednej odpowiedzi.

Wydaje się jednak, że widzowi autorzy filmu jasno sugerują, jakie te stosunki były. Polska otrzymywała od Niemców, a mało dawała. I nie ma żadnego prawa mieć pretensji do Berlina za cokolwiek. Taki przekaz budują nie tylko te fragmenty, które bagatelizują czy wręcz obracają w pozytyw zbrodnie popełnione na Polakach. W wielu miejscach filmu okazuje się, że Polska zawdzięcza wiele Niemcom. To dzięki Niemcom centralnym punktem Krakowa stał się ołtarz Witta Stwosza, który „nie miał z Polakami wiele wspólnego”. To dzięki Niemcom sławny stał się polonez, taniec podpatrzony przez niemieckiego kompozytora i promowany w Niemczech (to jest, zdaniem autorów, największy wkład Polski w rozwój pastwa niemieckiego). To również dzięki Niemcom rozwijał się XV-wieczny Kraków. Niemcy mają więc nieoceniony wkład w budowę Polski.

O Polsce i Polakach film nie opowiada z równie dużą estymą. Gdy mowa o polskiej dynastii Sasów, widzowie wraz z narratorami oglądają zdjęcie Augusta III. I dowiadują się, że z królem Polski jest coś nie tak - dziwnie wygląda.

No rzeczywiście, sarmacka postawa, podgolony łeb, kontusz...

- wyjaśnia jeden z przewodników po polsko-niemieckich dziejach. Drugi dodaje ze swadą:

mało tego. On wygląda bardziej na Polaka, aniżeli na króla. Gdzie on ma koronę? W ręku nie trzyma berła, tylko czapę.

W ten sposób ośmiesza się Króla Polski.

Fragment o Sasach sugeruje, że jak ktoś wyglądał na Polaka, to coś jest z nim nie tak. O polskości bohaterów nie zawsze film wspomina. W świetle narracji o Wicie Stwoszu, który - jak zaznacza film - był Niemcem, dziwi wątek związany z Mikołajem Kopernikiem. Dwaj bohaterowie filmu wiele miejsca poświęcają próbie pokazania, że nie był on Polakiem.

Czy fakt, że Kopernik brał udział w wojnie z Krzyżakami wystarczy, by nazwać go polskim astronomem?

- pyta jeden z narratorów. Wspólnie dochodzą do wniosku: „a to ważne? Był geniuszem”. Okazuje się więc, że gdy ktoś jest Niemcem, pochodzenie się liczy i ma znaczenie. Gdy ktoś był Polakiem, jest inaczej.

Dla autorów rzeczonego filmu zdaje się też nie mieć wielkiego znaczenia walka z polskością, jaką prowadził Wilhelm I. Autorzy prezentują historię związku Wilhelma I i Elżbiety Radziwiłłówny. Ona zmarła, zostawiając Wilhelma. Narrator opowiada, że Wilhelm „do końca życia miał na biurku zdjęcie polskiej księżniczki”. W odpowiedzi na uwagę, że jako cesarz usunął język polski ze szkół i urzędów, więc „kochał Elizę, ale nie kochał Polaków”, ten sam narrator zaznacza:

No bo kochać to nie znaczy zawsze to samo.

Czyżby walka z polskością i próby wynaradawiania Polaków były wdzięcznym tematem żartów?

Ale niektórzy idą jeszcze dalej. Janusz Kijowski, polityk SLD i dyrektor utrzymywanego z publicznych pieniędzy Teatru im. Jaracza w Olsztynie stwierdził w styczniu 2012 roku:

A poza tym, co jest porywającego w fetowaniu bitwy średniowiecznej, gdzie azjatycka dzicz starła się z cywilizacją zachodnią? Co za sens wydawania milionów na bitwę pod Grunwaldem?”

Jak widać, mamy o sobie myśleć coraz gorzej (patrz na "Pokłosie"), a o Krzyżakach (i bolszewikach, najeźdźcach z 1920 roku też) coraz lepiej. To nowy wyraz pedagogiki wstydu. Ale z jednego powodu rzeczywiście powinno być nam wstyd. Nasi przodkowie żyjący 100 lat temu pod zaborami zrobili wszystko by godnie uczcić 500-lecie bitwy pod Grunwaldem. Dziś nasze media robią wszystko by wyszydzić sens walki polskich rycerzy. A odebranie sensu oznacza sparaliżowanie woli, także następnych pokoleń. Jaki jest zaś prawdziwy cel takich działań widać na Śląsku gdzie finansowany przez Niemców separatyzm, przy bierności władz, święci triumfy.

gim, sż, ła

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...