Problemy psychiczne 20-letniego mordercy, umiłowanie szczególnie brutalnych gier komputerowych i dostęp do półautomatycznego karabinu matki – te trzy elementy najprawdopodobniej zadecydowały o piątkowej masakrze w Newtown. Kiedy w miasteczku trwają pogrzeby dwadzieściorga 6-7-letnich dzieci i sześciu nauczycielek, w tle już działają politycy.
Z okruchów informacji przemycanych przez media wyłania się obraz psychopatycznego i niezrównażonego młodzieńca z zaburzeniami emocjonalnymi. Pomimo skończonych dwudziestu lat i bardzo dobrych wyników w nauce, mieszkał w domu z rozwiedzioną matką, której zastrzelenie – czterema strzałami w głowę śpiącej kobiety – rozpoczęło piątkową masakrę.
Jak podała telewizja FOX NEWS matka tuż przed masakrą próbowała przez sąd doprowadzić do ubezwłasnowolnienia syna i skierowania go na leczenie w zakładzie zamkniętym. Z przecieków od prowadzących śledztwo wynika, że 20-latek był „bardzo rozgniewany” tym faktem. W swoim niezdrowym umyśle miał ponoć obwiniać matkę, że go „nie kocha” i chce się „go pozbyć”. Dlaczego jednak wymordował także dzieci? Pojechał do odległej o pięć mil szkoły podstawowej Sandy Hook z misją zabicia dzieci, które jego matka rzekomo kochała mocniej od niego (pracowała tam dorywczo opiekując się najmłodszymi). Oficjalnie prowadzący śledztwo nie potwierdzili tych informacji.
Wiadomo, że szaleniec przed wyjściem z domu zniszczył przy pomocy młotka lub śrubokrętu twardy dysk swego komputera. Działanie jak najbardziej racjonalne dla biegłego w komputerach szaleńca – policja stanowa i FBI nie mogą odtworzyć danych m.in. skrzynki z pocztą elektroniczną. Wiadomo też, że był miłośnikiem szczególnie brutalnych gier komputerowych, które jak powiedział jeden z agentów FBI, „musiały mieć wpływ na kogoś tak niezrównażonego”. Popełnił zbrodnię używając głównie półautomatycznego karabinka AR 5 Bushmaster, skradzionego zabitej matce.
Od poniedziałku w miasteczku Newtown trwają pogrzeby 26 ofiar masakry. Jednak politycy już od samej tragedii komentują i postulują zmiany w prawie. Dominują demokraci, dla których firmy produkujące broń – obok koncernów tytoniowych i naftowych – stanowią ulubioną trójcę wrogów (Big Guns, Big Tabacco, Big Oil). Choć trzeba przyznać, że skala zbrodni i fakt, że zdarzyła się w szkole podstawowej sprawiają, że zszokowani Amerykanie opowiadają się bardziej za jakąś formę ograniczenia dostępu do broni palnej.
Prezydent Barack Obama zapowiedział jeszcze w niedzielę, że „użyje całej władzy urzędu“, aby tragedia jak ta w Newtown się nie powtórzyła.
Czy naprawdę jesteśmy gotowi aby powiedzieć, że jesteśmy bezsilni wobec takiej rzezi? Żadna pojedyncza ustawa czy pakiet praw nie zlikwiduje zła na świecie, ale to nie może być usprawiedliwieniem dla nic nie robienia
– mówił prezydent.
Nieoficjalnie przedstawiciele Białego Domu sygnalizują inicjatywę zakazującą sprzedaży i posiadania dużych, zawierających do 30 naboi magazynków do szybksostrzelnych karabinów. Nie wykluczone, że Obama poprze przywrócenie zakazu posiadania i sprzedaży tzw. assault guns. To broń półautomatyczna (oddanie kolejnego strzału wymaga pociągnięcia spustu, ale nie przeładowania), głównie cywilne wersje broni szturmowej używanej przez wojsko. Ustawa z 1994 r. (wygasła w 2004 r.) zakazywała takiej broni a także posiadania magazynków na więcej niż dziesięć naboi.
W ten sposób do mocno koncesjonowanej przez rząd federalny broni automatycznej (naciśnięcie spustu powoduje wystrzelenie wielu naboi naraz), dołączyłaby broń półautomatyczna, co na pewno spotka się z oporem posiadaczy broni, powołujących się na drugą poprawkę do Konstytucji. Jednak sen. Dianne Feinstein zapowiedziała już złożenie na pierwszej sesji Senatu w styczniu projektu ustawy, która „zabierze broń używaną na wojnie z ulic“ Ameryki.
Ale wydaje się, że na ograniczeniach w dostępie do broni się nie skończy, bo pojawia się coraz więcej propozycji „holistycznego“ podejścia do kwestii przemocy w Ameryce. Ciekawą propozycję zgłosił odchodzący z Senatu przedstawiciel stanu Connecticut, Joseph Lieberman: powołania wielkiej komisji ds. Przemocy. Jego zdaniem politycy i osoby zaufania publicznego, korzystającego z ekspertów i naukowców, powinni się zająć także stworzeniem krajowego systemu wykrywania i leczenia osób z zaburzeniami psychicznymi (wykazującymi skłonności do przemocy) oraz całą „kulturą przemocy“ i jej wpływ (gry komputerowe, filmy produkowane w Hollywood) na dzieci i młodzież.
Tak często ci młodzieńcy wykazują się wręcz hipnotycznym uzależnieniem od przemocy serwowanej przez przemysł rozrywkowy, zwłaszcza od brutalnych gier komputerowych. Gdy tylko uzyskają dostęp do broni, z młodych ludzi z kłopotami zmieniają się w masowych morderców
- powiedział w czasie wtorkowego przemówienia w Senacie Lieberman.
Nie wiadomo czy komisja powstanie. Wiadomo jednak, że już niedługo zacznie się w Waszyngtonie zwykła polityczna młócka, gdy do gry włączą się dwa potężne lobby – z jednej strony producentów broni i zwolenników dostępu do niej oraz obrońców wolności słowa (czyli produkowania ociekających od krwi filmów i gier) dla Hollywood i przyległości.
Paweł Burdzy z Nowego Jorku
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/146933-burdzy-z-nowego-jorku-bron-palna-choroby-psychiczne-i-kultura-przemocy-juz-niedlugo-zacznie-sie-polityczna-mlocka
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.