Wizerunkowa klapa narodowego przewoźnika. Tuż przed odlotem do Niemiec pasażerowie niecierpliwie oczekujący na jeden z pierwszych komercyjnych lotów dowiedzieli się, że zamiast szeroko reklamowanym cudem, polecą starym modelem Boeinga 737-400. W dodatku z dwugodzinnym opóźnieniem.

Oczekujący na lot do Monachium siedzieli już w wygodnych fotela Dreamlinera, gdy okazało się, że zamiast wzbić się z pasa startowego, będą kołować do terminala.

LOT przepraszając klientów pisał na facebooku o przyczynach „niemożliwych do przewidzenia”.

Według informacji portalu aeronews.pl, chodziło o awarię elektroniki, którą wykryli piloci.

Część pasażerów pyta LOT o odszkodowanie. Przewoźnik nie chce jednak o tym słyszeć.

Podstawienie innego samolotu w miejsce Dreamlinera niestety nie kwalifikuje do wypłaty odszkodowania. Mówi o tym punkt artykuł 2 pkt 7 Warunków przewozu

- odpowiada LOT na facebooku. Tyle, że część osób chciała wybrać się do Monachium tylko po to, by przelecieć się Dreamlinerem.

To nie pierwszy problem z tą maszyną. W piątek w czasie rejsu do Pragi i z powrotem największy powód do dumy naszego narodowego przewoźnika musiał lecieć na wysokości niespełna 5 tys. metrów zamiast 10-12 tys. Powód? Kłopoty z uszczelką drzwi.

Następny lot Dreamlinera zaplanowany jest na jutrzejszy poranek. Cel – stolica Austrii. Ale nie wiadomo, czy samolot wzbije się w powietrze.

Polski przewoźnik, jako pierwszy w Europie włączył tę maszynę do swojej floty. Pierwsza jej podróż za Atlantyk ma się odbyć 16 stycznia - do Chicago. Następny rejs zaplanowano do Toronto 1 lutego. Dwa dni później pasażerowie mają polecieć do Nowego Jorku, a miesiąc później - do Pekinu. Drugi egzemplarz Dreamlinera LOT ma otrzymać na początku stycznia 2013 r., trzeci w końcu stycznia, czwarty na początku lutego, a piąty z początkiem marca. Kolejne trzy samoloty mają być dostarczone w latach 2014-2015.

Uziemienie pierwszego na Starym Kontynencie Dreamlinera to najboleśniejszy wizerunkowo kłopot PLL LOT. Przewoźnik ma jednak poważniejsze zmartwienie - to gigantyczna dziura w budżecie. Zadłużona na kilkaset milionów zł firma prosi Skarb Państwa o 400 mln zł wsparcia (w pierwszej transzy) i planuje duże zwolnienia. Według "Rzeczpospolitej" pracę stracić może nawet blisko co trzeci pracownik - w sumie ok. 600 osób.

W ubiegłym tygodniu w związku z sytuacją spółki stanowisko jej prezesa stracił Maciej Piróg.

znp, aeronews.pl, PAP