Polska państwowość miała swój początek w Wielkopolsce. Ośrodki plemienia Polan – Gniezno, Ostrów Lednicki i Poznań – były odpowiednikami dzisiejszej stolicy. To przede wszystkim w nich działały elity projektujące utworzenie prężnego organizmu państwowego, którego jesteśmy dziedzicami już od grubo ponad tysiąclecia.

Większość jednak tego, co stanowi o polskiej odmienności od innych narodów Europy, zaczęło powstawać parę wieków później na rozległych obszarach odległych od Wielkopolski.

 

Wiele mówiąca historia pojęcia

Kresy – to pojęcie stosunkowo świeżej daty. W 1807 odnotował je Samuel Linde w swoim „Słowniku Języka Polskiego” jako określenie ziem oddzielających hordy tatarskie od Rzeczypospolitej, oparte o rzeki Dniestr i Dniepr. Do języka potocznego słowo „kresy” trafiło dopiero za sprawą poematów Wincentego Pola „Pieśń o ziemi naszej” i „Kohort”, opublikowanych w 1854 r. Wiele wskazuje na to, że wcześniej nie było potrzeby wskazywania jakiejś zasadniczej odmienności Kresów od ziem zachodniej i centralnej Polski.

Przez kilkaset lat nic nie było w stanie zakłócić przekonania, że Kresy to część naszego państwa oczywista, niezbywalna, fundamentalna. To, że może być inaczej, do polskiej świadomości dotarło dopiero w okresie narodowej niewoli.

Od 1815 roku powszechnie funkcjonowało pojęcie „Ziem Zabranych” na określenie kilkuset tysięcy kilometrów kwadratowych zaboru rosyjskiego, które nie znalazły się w granicach Królestwa Polskiego. Być może w świadomości  mieszkańców szybko się industrializującego i urbanizującego państewka ze stolicą w Warszawie dopiero wtedy pojawił się wniosek, że Dzikie Pola, Smoleńszczyzna, Ziemia Kijowska – to coś nieco odmiennego, choć rodzimego w takim samym stopniu, jak Poznań czy Kraków.

 

Co to są Kresy?

Zaliczanie do Kresów Wilna czy Lwowa jeszcze sto lat temu prawdopodobnie nikomu nie przyszłoby do głowy. W latach dwudziestych przyjęło się uważać, że zaczynają się one na wschód od tych miast. Dopiero po II wojnie światowej pod pojęciem „Kresy” zaczęła funkcjonować całość ziem położonych za liniami bez żadnego merytorycznego uzasadnienia wykreślonymi przez Curzona, Hitlera, Ribbentropa z Mołotowem i Stalina z Rooseveltem.

Zdarza się dziś, że ktoś do Kresów zaliczy nawet Przemyśl, co może być uzasadnione chyba tylko dostosowywaniem się do poglądów wyżej wymienionych, antypolskich polityków.

Wschodnia granica Kresów – jest kwestią jeszcze bardziej płynną, a wynika to nie tylko ze zmian granic, jakie dokonywały się na przestrzeni wieków. Prężne ośrodki polskiej kultury wyrastały także np. na Krymie. W czasach Mickiewicza np. Odessa tętniła polskością.

Nazywanie tych miast i ziem Kresami nie ma więc nic wspólnego z jakimkolwiek  rewizjonizmem. Chodzi o wskazanie miejsc, gdzie rozkwitała nasza kultura, a od XV do XVII w. jej promieniowanie sięgało daleko nawet za ówczesne wschodnie rubieże naszego państwa. Literatura, architektura czy obyczajowość na wschód od Kijowa, Pskowa czy Smoleńska w szybkim tempie zaczęły słabnąć dopiero w wieku XIX.

Według ustaleń prof. Wereszyckiego przybliżona „linia zasięgu polskości” w wyniku represji po Powstaniu Styczniowym cofnęła się od 150 do 300 km na zachód.

Z jeszcze większym nasileniem dzieło wykorzeniania naszej kultury kontynuowali bolszewicy. Z przedwojenną granicą, ustaloną na konferencji w Rydze w roku 1921, wielu Polakom trudno się było pogodzić. Liczne publikacje z okresu międzywojennego przypominały o setkach polskich dworów i milionach Polaków odciętych ówczesną granicą. Pozostały za nią m.in. tylekroć odpierający najazdy i znany z „Pana Wołodyjowskiego” Kamieniec Podolski, a także Słuck – miasto, z którego podobno wzięły początek pasy kontuszowe, charakterystyczny element polskiego stroju narodowego.

 

Od kiedy tam byliśmy?

Polska obecność na Kresach Południowo-Wschodnich datuje się już od zarania naszej państwowości. W granicach kraju Mieszka I znajdowały się Grody Czerwieńskie, czyli terytorium znajdujące się dziś w dużej części na Ukrainie, sięgające Lwowa. Znacznie dalej na Wschód popchnął południowo-wschodnią granicę Kazimierz Wielki. Nie dokonał tego drogą podboju, lecz wkraczając w polityczną pustkę, pojawiającą się wraz z wyniszczającą, a ustępującą wówczas ekspansją Tatarów.

Podobne były powody unii zawartej z Wielkim Księstwem Litewskim. Jeśli w XIV w. wielkich obszarów Rusi nie wzięlibyśmy my – zajęłaby je inna potęga, zapewne moskiewska. Jak potoczyłaby się historia Polski, gdyby czterysta lat wcześniej zdarzyło nam się graniczyć z rosyjskim gigantem, i to będąc nie drugim największym terytorialnie krajem w Europie, lecz państwem o rozmiarach znacznie skromniejszych niż dzisiejsze?

 

Polski charakter narodowy, czyli kresowy!

Niemal wszystko, co najbardziej kojarzy się z polskością, co najbardziej dla niej charakterystyczne i znamienne – pochodzi z Kresów. To tam ukształtował się polski strój narodowy. Jego wyróżniające się na tle Europy składniki – żupan i kontusz z szerokim pasem – powstały na Kresach, przy czym czynnikami inspirującymi były m.in. wpływy ormiańskie i tureckie.

Polską narodową bronią stała się szabla, gdyż w przeciwieństwie do lżejszego oręża, powszechnego na Zachodzie, nasz musiał być dostosowany do ciężkiej broni wschodnich przeciwników. Tam też ukształtowały się kanony polskiej szermierki – także bardzo od zachodniej odmiennej. Niektórzy znawcy utrzymują, że jeśli jakiś europejski szermierz miałby szanse w starciu z japońskim samurajem – to mógłby to być wyłącznie polski szermierz, posługujący się polską szablą, wykutą z damasceńskiej stali.

Przez wieki polski charakter narodowy można by zawrzeć w takiej definicji, że Polak to ktoś żyjący w bliskości natury, spokojny , pogodny i gościnny (stąd polska nazwa drogi: gościniec, czyli coś, dzięki czemu trafiają do nas goście), nie sięgający po cudze, lecz w obronie swojego gotów do czynów na wskroś bohaterskich. Waleczność nie była banałem.

 

Kresowe męstwo

Typowy majątek z Kresów południowo-wschodnich składał się z dworku i zabudowań gospodarczych. Wszystko, co dałoby się nazwać fortyfikacjami, ograniczało się do paru stojących wokół, drewnianych wież. To na nich w przypadku ataku gromadzili się obrońcy. Niezliczoną ilość razy okazywało się, że ziemiańska rodzina (bez różnicy płci i wieku), wsparta nieliczną służbą, potrafiła odeprzeć atak kilkadziesiąt razy liczniejszego tatarskiego czambułu.

Postać Basi – „Hajduczka” z „Pana Wołodyjowskiego” to żaden Sienkiewiczowski wymysł. Na tamtych ziemiach dziewczęta niemal od pieluch oswojone z bronią, niepudłujące przy oddawaniu ognia z hakownic, muszkietów, pistoletów, bez lęku tnące szablami – były naprawdę zjawiskiem powszechnym.

Niczego nie ujmując Polsce zachodniej, to jednak na wschodnich rubieżach wykuwało się legendarne polskie męstwo, będące walorem nie tylko wojskowych, lecz także kobiet i dzieci. Od kiedy Polska stała się potęgą, jej zachodni sąsiedzi nie tykali jej granic. Niemcy w jej kierunku spoglądać mogli tylko lękliwie, dzięki czemu Wielkopolanie spać mogli spokojnie. Inaczej na Kresach, najeżdżanych przez Turków i Tatarów. To one przez wieki były kuźnią polskiego ducha.

 

Nie my jedni

Kresy przez kilkaset lat odgrywały dla Polski rolę, jakiej nie sposób porównać np. z dawnym „niemieckim Wschodem”, którego pamięć za Odrą kultywuje się przy tak gigantycznym nakładzie środków. Rola Wrocławia, Gdańska czy Szczecina nigdy w historii niemczyzny nie była porównywalna ze znaczeniem np. Wilna czy Lwowa – przez długie wieki najpierwszych centrów polskiej kultury.

Wielka polska literatura – wszyscy czołowi polscy romantycy, narodowa epopeja „Pan Tadeusz”, Orzeszkowa, Konopnicka, Trylogia Sienkiewicza – to ludzie i dzieła narodzone i zanurzone w Kresach. Podobnie jak wielka część polskiego malarstwa, jak pochodzący z dalekich Kresów twórca polskiej opery narodowej Stanisław Moniuszko, zdecydowana większość wielkich polskich wodzów wojskowych i bohaterów.

Niewiele jest na świecie krajów, którym obca przemoc, wyznaczając granicę bez oglądania się na cokolwiek, poza własną zaborczością, zabrała tak wiele. Posiadając jedne z najważniejszych ośrodków swojej kultury poza swoimi granicami, lepiej powinniśmy rozumieć np. Serbów, którym gwałtem odebrano Kosowo – stanowiące taką samą kolebkę państwowości, jaką dla nas jest Poznań czy Gniezno. Podobny też jest los okrojonych z niemal wszystkich stron Węgier, skutkiem czego nawet groby dużej części madziarskich królów nie leżą dziś na terytorium państwa węgierskiego.

To, co nazywamy ładem naszego świata, zwykle jest ładem zaprowadzonym przez silniejszych i bardziej bezwzględnych. Zawsze jednak narodowym obowiązkiem pozostaje pamięć.

Polskiemu dziedzictwu, bez względu na to, po której stronie granicy leży, zawsze należy się troska, polegająca choćby na dalszym czerpaniu z dzieł kresowych przodków. Niech to, co przez wieki tak uszlachetniało i hartowało naszego narodowego ducha – formuje także kolejne pokolenia.

 

Artur Pietrzak