NASZ WYWIAD. Adam Borowski do generała Jaruzelskiego: "Służył pan obcemu imperium, zdradził pan interes Polski"

fot. PAP/Tomasz Gzell
fot. PAP/Tomasz Gzell

Mam poczucie straconego czasu. Że Polska go przez stan wojenny straciła, że się nie rozwijała i żal mi jest pokoleń, które musiały emigrować bo zabrano im możliwość rozwoju tutaj. A najbardziej to jest mi żal tego, że niespecjalnie wyciągamy wnioski z tamtego czasu. To, co się teraz dzieje, to niestety, przypomina mi tamten czas… - mówi Adam Borowski, działacz opozycji demokratycznej i niepodległościowej w PRL.

wPolityce.pl: Zbliża się kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Jakie wspomnienia wywołuje w panu data 13 grudnia?

Adam Borowski: W tej chwili najbardziej dominuje we mnie takie poczucie straconego czasu. Żal straconego czasu i dla mnie i dla Polski. Jak każdego roku przygotowuję się i będę w nocy pod willą Jaruzelskiego. Przygotowuje się także w ten sposób, że jeżdżę i spotykam się z młodzieżą. Boli mnie to, że ponad 40 procent Polaków uważa, że decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była w porządku. Że trzeba było wprowadzić stan wojenny, bo sytuacja w Polsce tego wymagała… Ja tego nie rozumiem, więc jeżdżę po szkołach i spotykam się z młodzieżą i mówię, że tak nie może być, że nie może być przyzwolenia na akceptowanie zła, które się wtedy wydarzyło. Więc te wspomnienia są teraz już, po latach różne, pamiętam więzienie, pałki na plecach i żal straconego czasu. Że Polska go straciła, że się nie rozwijała i żal pokoleń, które musiały emigrować bo zabrano im możliwość rozwoju tutaj. A najbardziej to jest mi żal tego, że niespecjalnie wyciągamy wnioski z tamtego czasu. To, co się teraz dzieje, to niestety, przypomina mi tamten czas…

 

wPolityce.pl: A co jest powodem tej bezrefleksyjności, która powoduje, że prawie połowa badanych nie widzi nic złego w stanie wojennym?

Adam Borowski: Szczerze mówiąc, w pewnym stopniu poczuwam się trochę do winy… Jeżdżę, spotykam się, rozmawiam, wydaję książki na ten temat, ale mam takie poczucie, że dopuściliśmy do tej sytuacji. Oddaliśmy władzę tym, którzy nam się wydawali, że są mądrzejsi od nas i nam się wydawało, że oni nas poprowadzą. A my zachłysnęliśmy się konsumpcją, wyścigiem szczurów, zarabianiem pieniędzy… Wszyscy rzuciliśmy się w ten pęd za kasą i to spowodowało, że ten czas 30 lat wolności musimy uznać za stracony dla Polski. Każdy myślał, ze ta niepodległość, skoro już jest, to jest na zawsze. Z jednej strony zabezpiecza nas NATO, wchodzimy do Unii Europejskiej i nikt nie myśli o zagrożeniach, które oczywiście są inne niż 30, 50, 100 lat temu, ale one ciągle istnieją. Zagrożenia dla naszej niepodległości. Skupiliśmy się wyłącznie na sobie, na dobrobycie nas samych i naszych rodzin natomiast kompletnie nie myśląc o naszym kraju, o Narodzie, o wspólnocie. I to boli mnie straszliwie, bo skutki tego mamy teraz na przykład w sporze o Smoleńsk. Ludzie sobie w ogóle nie zdają sprawy, że ta katastrofa jest w tej chwili dla nas najważniejszą rzeczą do wyjaśnienia. To będzie stanowić na najbliższe dziesięciolecia o kondycji naszego narodu. A to wszystko ma korzenie właśnie w stanie wojennym, w komunizmie. To nie jest tak, że jakiś fragment historii można wyjąć i oglądać go z zewnątrz z wielu stron jako jakieś odrębne zjawisko. Wszystko ma swoje przyczyny i skutki i jest historyczną ciągłością.

 

wPolityce.pl: A czy jest w ogóle możliwe odwrócenie jeszcze tego trendu niepamięci o stanie wojennym? Mówi pan, że rozmawia z młodzieżą, jakim językiem mówić, żeby wyprostować ten pogląd, że stan wojenny był okej?

Adam Borowski: Wydaje mi się, że mam dobry odbiór wśród młodych ludzi, bo to od razu widać po sali. Widać, czy patrzą ze znudzeniem, o czym ten brodaty facet mówi, czy ze zrozumieniem i z zainteresowaniem. Ja robię bardzo dużo analogii do współczesności i mówię najprostszym językiem. Że jest elementarny podział w świecie, na dobro i zło. Że nie można zła akceptować, bo ono niesie za sobą bardzo konkretne skutki. Nadzieją jest praca u podstaw, i to już zaczyna działać. Parę lat temu takie badania wskazywały ponad 50 procent zwolenników stanu wojennego, teraz jest nieco ponad 40, czyli idzie pomalutku, ale idzie w dobrą stronę. Może nigdy nie osiągnie 100 procent potępienia zła, bo przecież całe rodziny są uwikłane w ten system a bardzo trudno jest pogodzić się z przegranym życiem.

Generał Jaruzelski raz w życiu mi się podobał. On wypowiedział kiedyś, po przegranych wyborach takie zdanie, że "ma takie poczucie, że to, co robił nie miało sensu". Wydawało mi się wtedy, że on to po prostu zrozumiał, że to naprawdę nie miało sensu. Że wszystko, co robił nie służyło Polsce. Potem się oczywiście z wszystkiego wycofał. To była tylko taka jednorazowa, zaobserwowana przeze mnie myśl. Że ich droga polityczna nie miała najmniejszego uzasadnienia, ale do tego trudno się przyznać. Stąd taki duży odsetek tych ludzi i ich potomków, którzy tych życiorysów bronią. Niemniej jednak główny przekaz powinien być taki, że zło jest złem i należy go potępić, żeby potem, na tej podstawie nie tłumaczyć zła bieżącego. Proszę popatrzeć na wydarzenia bieżące, rozgrzeszyliśmy tamto zło, to dlaczego mamy nie rozgrzeszyć obecnego? Jeżeli ja rozmawiam z człowiekiem i on mi mówi: "no to co z tego, że ktoś współpracował?". No, to co ja mu mam odpowiedzieć, to ręce opadają. Przecież to się powinno spotkać z natychmiastowym potępieniem. A oni bywają na salonach, podaje się ich myśli jako ciekawostki, okazuje się nagle, że oni mieli rozterki wewnętrzne… Chociaż młodzież taki fałsz wyczuwa, oni potrzebują pewnej czystości podstaw, nieskażonej różnymi uwikłaniami, więc jest nadzieja, że ten trend będzie się odwracał. Trzeba pracować, pracować i jeszcze raz pracować, dopóki nam sił wystarcza. Trzeba to robić, bo nie żyjemy przecież tylko dla siebie. Mamy jakieś obowiązki wobec pokoleń przyszłych, w jakiej kondycji ten nasz naród będzie, to zależy od nas.

 

wPolityce.pl: Mówiliśmy o winie i karze, nasuwa się skojarzenie o Kiszczaku i Jaruzelskim, nieskazanych za stan wojenny. Jerzy Jachowicz pisze, że ich bezkarność to tryumf III RP, czy pan także ma wrażenie, że ktoś dba o to, aby nie potępić ich i nie ukarać, nawet symbolicznie?

Adam Borowski: Trzeba w tym miejscu powiedzieć co nieco o "okrągłym stole". Sam kiedyś byłem za "okrągłym stołem", a teraz go potępiam. Ale trzeba dwie rzeczy odróżniać. Czasami jest sytuacja, że ani jedna, ani druga strona nie może zwyciężyć. I myślę, że taka patowa sytuacja w 1988 roku była. "Solidarność" nie miała siły, żeby władzę pokonać - oceniam to jako podziemny "oficer średniego szczebla". No była w nas jakaś bezsiła, niby coś drukowaliśmy i chodziliśmy na manifestacje, ale nas było mało i była w nas taka pewna niemoc. Społeczeństwo było apatyczne. I rzeczywiście byłem za "okrągłym stołem", uważałem, że trzeba gadać, tak, jak się gada z terrorysta, który trzyma broń w ręku. Ale opowiadanie nam później, że "umów trzeba dotrzymywać" jest po prostu kompletnym nieporozumieniem. Bo terrorysta jak odkłada broń i wypuszcza zakładników, to się go wtedy zamyka bez względu na to, o czym się wcześniej rozmawiało. Tak działo się w Argentynie, junta wojskowa oddała władzę pokojowo, tak jak u nas. I jest sądzona do tej pory, są ścigani różni oficerowie i funkcjonariusze reżimu, którzy mordowali opozycjonistów. W takim sensie uważam to, co się stało po "okrągłym stole" za zdradę. Bo ja uważałem "okrągły stół" za etap przejściowy do niepodległości, a nie jako metę. A osądzenie? No nie może być wybaczenia bez wyznania win, próby zadośćuczynienia i żalu za grzechy.  Coś się musi wypełnić, żebyśmy mogli razem wspólnie coś budować. Natomiast oni nie zrobili nic, co więcej, wielu z nich się szczyci tym, że służyło w totalitarnym aparacie. Mało tego, są nagradzani stanowiskiem prezydenta, jak Kwaśniewski czy wcześniej Jaruzelski. To jest trudne do pojęcia i dla nas jest ciężkie. Musimy się z tym zmierzyć i chociaż przekazywać młodemu pokoleniu, żeby nie popełniało takich pomyłek.

 

wPolityce.pl: Wracając do dzisiejszej nocy, będzie pan pod domem generała. Gdyby pan stanął twarzą w twarz z Jaruzelskim, to co by mu pan powiedział?

Adam Borowski: O kurcze! To trudne pytanie. Chyba bym mu nie naubliżał, bo co mi to da, że mu powiem: "ty ch…"? Powiadziałbym mu to, co mi w duszy gra. "Służył pan obcemu imperium, zdradził pan interes Polski". I tyle.

Rozmawiał Marcin Wikło

SYLWETKA ADAMA BOROWSKIEGO W ENCYKLOPEDII SOLIDARNOŚCI

CZYTAJ TAKŻE KOMENTARZ PROF. JANA ŻARYNA: Czy Polacy zgadzają się na stan wojenny? "Utożsamienie dobra władzy z dobrem państwa polskiego może nas wprowadzić w otchłań permanentnego totalitaryzmu"

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...