wPolityce.pl: Jak ocenia Pan ostatnie zmiany w "Uważam Rze"? Zaniepokoiły one wielu ludzi.

Prof. Ryszard Legutko: Przypomnę, że zmiany związane z "Uważam Rze" oraz "Rzeczpospolitą" nie są wynikiem wyłącznie decyzji Grzegorza Hajdarowicza. Od lat widać zabiegi wokół tego medium, starano się ubezwłasnowolnić "Rzeczpospolitą". Były zabiegi ministra skarbu, słychać było nawet o działaniach premiera w tej sprawie. Obecnie widzimy kolejny krok w tych zabiegach. To jest niezwykle bolesne, a z punktu widzenia standardów obowiązujących w kraju cywilizowanym to jest absolutny skandal i działania haniebne. Jednak na szczęście jest za późno, żeby to się udało. Gdyby doszło wcześniej do zmian, prawa strona mogłaby się nie pozbierać. Obecnie ta strona jest już na tyle silna, że nie da się tak łatwo rozpędzić. Ona jest już usadzona mocno w siodle. To już nie jest ostateczny cios. Obecnie zmiany mogą być nawet bodźcem mobilizującym.

 

Jednak łatwo nie będzie.

Oczywiście to nie oznacza, że będzie łatwo. Będzie trudniej, będzie bardziej brutalnie, będą stosowane kolejne środki. To nie jest koniec. Jednak sądzę, że prawa strona jest już na tyle mocna, że jej się zabić nie da.

 

Media ujednolicają przekaz, PO chce walczyć z "mową nienawiści", wcześniej ogranicza wolność zgromadzeń oraz dostęp do informacji publicznej. Z polską demokracją dzieje się coś złego?

W Polsce dzieje się wiele bardzo niepokojących zmian. Polska staje się krajem strasznym. Ze sfery publicznej zostały wyeliminowane wszelkie możliwe standardy. Platforma Obywatelska, przy poparciu większości głosujących obywateli, czuje się bezkarna. Może zrobić wszystko. Widzą, że są demonstracje nie po myśli władzy, to zmieniają prawo o demonstracjach. I kto nam podskoczy? - pytają. I tak było, po zmianach pojawiły się jakieś głosy, że to przesada, czy skierowano jakieś skargi itd. Komisja Europejska jednak mówiła, że wszystko jest w porządku, że ich to nie obchodzi. I tyle. A PO dalej działa. Widzi, że są jakieś ataki na rząd czy ostra krytyka to wprowadzi prawo o "mowie nienawiści". IPN się nie podobał, to zmienili ustawę, odebrano siedzibę itd. Muzeum Powstania Warszawskiego się nie podobało, to zmienili statut. To są typowe działania władzy, która czuje się bezkarna.

 

Co nią kieruje?

Ta władza jest złożona z kompletnych cyników. To nie jest tak, jak na Zachodzie. Tam zamordystyczne ustawodawstwo wprowadzają ludzie niebezpieczni, jakobini. Oni są fanatykami ideowymi. W Polsce mamy do czynienia z ludźmi cynicznymi do szpiku kości. Im jest całkowicie wszystko jedno jak jest. Oni zrobią wszystko, by utrzymać się przy władzy. Oni chcą zniszczyć opozycję. Już nie chodzi im o opozycje parlamentarną, ale o każdą formę opozycji. To jest szalenie niebezpieczne. Polska stała się krajem okropnym. Przykro jest tu mieszkać, przykro codziennie dowiadywać się o kolejnych obrzydliwościach władzy oraz o braku reakcji polskich elit. One cieszą się nawet, że kolejny cios spadł na niedobrych prawicowców.

 

Z czego wynika taka postawa elit?

Pamiętam, jak za czasów PiSu na Uniwersytecie Warszawskim ogłoszono uchwałę o zagrożeniu państwa prawa. Mowa była o przejmowaniu instytucji przez jedną partię itd. To było mocno przesadzone, był rząd mniejszościowy czy słaba koalicja, wiele instytucji było obsadzonych ludźmi, którzy nie mieli nic wspólnego z PiSem. Jednak wiele innych jednostek i środowisk naukowych dawało swój wyraz solidarności z treścią uchwały. Obecnie mamy sytuację, w której nie ma instytucji niekontrolowanej przez kogoś z Platformy, niemal nie ma mediów niesprzyjających władzy. I gdzie są ci prawnicy? Gdzie są te rady wydziałów? Gdzie są te organizacje? Dlaczego nic nie mówią? Dlaczego nie krzyczą? Odpowiedź jest bardzo prosta: bo im się to podoba. I to jest właśnie to, co sprawia, że Polska jest krajem przykrym.

Rozmawiał Stanisław Żaryn