wPolityce.pl: - Niepokoją księdza słowa ministra Boniego, który nie dość, że zapowiada powołanie jakiejś rządowej rady decydującej, co mówić wolno o rządzie, a czego nie, to jeszcze chce nakładać kaganiec księżom?

Ks. Henryk Zieliński, redaktor naczelny tygodnika „Idziemy”: - To jest duży powód do niepokoju, bo może to być przygotowanie drogi do zupełnie nowego totalitaryzmu. Nie wiem, czy pan minister Boni chce wybudować w Polsce nowe Dachau dla niepokornych księży, czy chce wypożyczyć to, które w Niemczech jest już nieaktywne. Przypomnijmy sobie, że od tego właśnie tam się zaczęło. Księża byli zamykani za krytykę - demokratycznie skądinąd - wybranych władz w Niemczech. Już to przerabialiśmy. Kto ma wyznaczać granice owej krytyki? Zauważmy, że nawet wypowiedź abp. Hosera na temat in vitro została w pewnym momencie oceniona przez czołowych polityków jako wypowiedź polityczna. Ksiądz wypowiadający się przeciwko aborcji będzie więc oczywiście wtrącał się w bieżącą politykę rządu. Podobnie ksiądz krytykujący eutanazję czy mówiący cokolwiek przeciw kłamstwu w życiu społecznym. Jeżeli tego typu pomysł – zresztą poza spotkaniem Rady Wspólnej Rządu i Episkopatu – zgłasza minister, który stoi na czele tych kontaktów z Kościołem, to jest to niepokojące. Nie sposób nie przypomnieć sobie, do czego doszło w Niemczech w poprzednim stuleciu. Wówczas tak zepchnięto Kościół katolicki i kościoły protestanckie do zakrystii, odbierając im prawo wypowiadania się w sprawach społecznych, że potem, gdy głos Kościoła był bardzo potrzebny wobec zdarzeń z lat 30., zabrakło go. Kościół był wówczas zaszczuty, zepchnięty do podziemi i jego głos brzmiał zwyczajnie za słabo. Wielu ma za to pretensje do Kościoła – dlaczego zrobił tak mało, by powstrzymać faszyzm? Zamknięcie Kościoła w zakrystii oznacza po prostu zagłuszenie sumienia społecznego.

 

Może minister nie wie, że księża i tak mają ograniczenia w komentowaniu życia publicznego.

Narzuca nam je kodeks prawa kanonicznego. To rodzaj samoograniczenia się księży i Kościoła, aby nie odcinać od swojej posługi również tych, którzy mogą się różnić poglądach politycznych od konkretnego księdza. Natomiast propozycja pana ministra Boniego jest ograniczaniem praw obywatelskich pewnej grupie społecznej. Notabene chyba dosyć dobrze przygotowanej do brania udziału w tym życiu społecznym.

 

Dlaczego władza decyduje się na tak radykalny ruch? Wynika on, zdaniem księdza, z tej prawdziwej linii Platformy względem Kościoła, nie raz sygnalizowanej delikatnie – m.in. poprzez słynną zapowiedź premiera „nie klękania przed księdzem” – czy też ta władza ma już tyle za uszami i opanowana panicznym strachem chce ukryć tak wiele, że chwyta się narzędzi pachnących totalitaryzmem?

Wydaje mi się, że doszliśmy do pewnej ściany. Kościół stał się jedną z niewielu ostoi wolności, również wolności słowa. Media – te mające największą siłę oddziaływania – są praktycznie podporządkowane władzy. Żyjemy w rzeczywistości medialnej rodem z żartu o fabryce samochodów: forda można kupić w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. Mogą być gazety prawicowe i lewicowe, pod warunkiem, że będą kontrolowane przez jeden ośrodek władzy. Jednym z ostatnich miejsc poza taką kontrolą jest Kościół katolicki. Stąd tego typu nerwowe, alergiczne reakcje polityków. Próba recenzowania kazań nie przez biskupa – który jest do tego powołany – ale przez jakiegoś naczelnika, namiestnika, przypomina czasy carskie albo Bismarcka.

 

Czyli uzasadnione są obawy o niebezpieczne ograniczanie wolności w Polsce na modłę białoruską czy komunistyczną, aż za dobrze nam znaną?

To nie są porównania wzięte z sufitu w tym znaczeniu, że gdyby dziś przyszło działać i przemawiać księdzu Popiełuszce, pewnie też miałby potężne problemy.

Rozmawiał Marek Pyza

Zgroza! Wielki łowczy Michał Boni będzie ścigał również księży. Chce im wyznaczać granice krytyki rządu!

CZYTAJ TEŻ felietony ks. Henryka Zielińskiego na wPolityce.pl!