W ten sposób zaczyna swe istnienie jedno z najbrudniejszych oszustw, jakie zna historia prasy. Zwykła kradzież praw autorskich do tytułu i niepospolite szalbierstwo polityczne polegające na podkładaniu obcych, wrogich treści pod zasłużone w oczach opinii publicznej, cieszące się ogólnym zaufaniem symbole. Wszystko to dokonuje się pod osłoną totalniackiej nocy, w której oślepieni ludzie przestają widzieć i odróżniać prawdę od kłamstwa, dobro od zła. Ale chociaż nowe pismo firmują najtęższe "asy" ze stajni Piaseckiego, ogół szybko zaczyna orientować się w sytuacji. Stosy niesprzedanego czasopisma zalegają kioski i tak jest po dziś dzień.

 

Leopold Tyrmand, Dziennik 1954, wersja oryginalna, wyd. Prószyński i S-ka

Słowa Tyrmanda dotyczą przejęcia przez komunistów i ich sługusów "Tygodnika Powszechnego" w roku 1953. Celem władzy było włączenie opozycyjnego (jak na warunki komunizmu) pisma do Frontu Narodowego, który - jak dodawał Tyrmand - jest papierowym tworem komunistów mającym symbolizować powszechne rzekomo poparcie społeczeństwa dla reżimu.