Decyzja pana Hajdorowicza o zwolnieniu Pawła Lisickiego nie ma żadnego sensu - przynajmniej w logice biznesu i mediów:

1. Jest oczywiste, że wraz z Pawłem Lisickim odejdzie trzon zespołu, najważniejsze nazwiska. A to właśnie te nazwiska dawały tygodnikowi siłę - moc intelektualną oraz wiarygodność.

2. Nie ma czytelników bardziej wiernych i lojalnych niż czytelnicy "Uważam Rze". Odwrócą się od tandetnej podróbki szybciej, niż Jan Piński - następca Lisickiego - rozsiądzie się w fotelu.

3. Jan Piński nie ma w obozie patriotycznym żadnej, ale to żadnej wiarygodności. Jest wręcz antywiarygodny. Do tego nie błysnął do tej pory żadnymi zdolnościami menadżerskimi.

Decyzja o odwołaniu Pawła Lisickiego nie ma więc sensu w logice medialno-biznesowej. Ma sens inny:

1. Potwierdza się, że - jak można sądzić - celem pana Hajdarowicza jest zniszczenie mediów mu powierzonych, a więc "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze". Niszczenie ma wymiar zemsty (pan Czarnecki), wymiar oddania pola reklamowego koncernom sprzyjającym władzy, oraz wymiar rozproszenia środowisk niepokornych.

2. Pan Hajdarowicz zdaje się nie patrzeć na rachunki Presspubliki. Interesy - można odnieść wrażenie - robi gdzie indziej. I możliwe, że im szybciej niszczy "Rz" i "Urze", tym więcej zarabia na innym polu.

3. Powołanie Jana Pińskiego - człowieka bliskiego Romanowi Giertychowi - nakłada się na dywagacje o nowej partii prawicowej - rzekomo "neoendeckiej", na pewno prorządowej.

"Uważam Rze" się odrodzi, jestem pewien. To zbyt silne środowisko, by dało się je zniszczyć.

Ogólnie - władza musi być mocno zestresowana. Czuje, że gospodarczo tonie. Stąd to przyspieszenie.

Mamy wyścig: czy zdążą zniszczyć opozycję, zanim sami utoną?

Konserwatyści w PO powinni dziś mieć świadomość, w czym biorą udział: w niszczeniu demokracji. Naprawdę sądzą, że będzie im dobrze w świecie, który dziś budują?