Nie ma mowy, żeby wydawca zakazywał mi publikowania, bądź niepublikowania jakiegoś dziennikarza czy publicysty - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Paweł Lisicki, zwolniony z funkcji redaktora naczelnego tygodnika "Uważam Rze".

wPolityce.pl: W jaki sposób dowiedział się pan o swoim zwolnieniu?

Paweł Lisicki: Wydawca poinformował mnie, że powołano uchwałę zarządu, w której to uchwale odwołano mnie z funkcji redaktora naczelnego. A jako powody podano właściwie trzy rzeczy. Po pierwsze, fakt udzielenia przeze mnie krytycznego wobec wydawcy wywiadu, po drugie - brak deklaracji, że nie będę publikował na swoich łamach artykułów Cezarego Gmyza, no i po trzecie, zdaniem wydawcy - podjąłem nie dosyć skuteczną akcję zwalczania dwutygodnika "wSieci".

 

wPolityce.pl: A jak pan się odnosi do tych zarzutów?

Paweł Lisicki: Odnoszę się tak, jak to deklarowałem wielokrotnie. Nie ma mowy, żeby wydawca zakazywał mi publikowania, bądź niepublikowania jakiegoś dziennikarza czy publicysty. To jest radykalne naruszenie praw dziennikarskich i redaktorskich. W ogóle to działanie wydawcy, odwołanie Cezarego Gmyza, odwołanie innych dziennikarzy "Rzeczpospolitej" było całkowitym naruszeniem obowiązujących w tej materii norm w Polsce. Wydawca przekroczył swoje uprawnienia łamiąc reguły współdziałania między dziennikarzem, a wydawcą. Nie zmienia się mój pogląd w tej sprawie przez cały czas.

 

wPolityce.pl: W jakiej kondycji zostawia pan "Uważam Rze", jak pan ocenia swoją dotychczasową pracę w tym tygodniku?

Paweł Lisicki: Zawsze kiedy ktoś ocenia swoją pracę, to ocenia ją dobrze. Ja bym wolał, żeby o mojej pracy świadczyły wyniki zewnętrzne, a nie żeby chodziło tu o moje odczucia. Zostawiam gazetę ze sprzedażą średnią 130 tysięcy egzemplarzy, z rosnącymi przychodami reklamowymi i z rosnącą pozycją na rynku.

 

wPolityce.pl: Jaka atmosfera po pańskim zwolnieniu panuje w zespole?

Paweł Lisicki: W tym spotkaniu, na którym przekazano mi informacje o zwolnieniu uczestniczyli jeszcze Piotr Gabryel, Igor Zalewski i Robert Mazurek. Piotr Gabryel, zastępca redaktora naczelnego w związku z moim zwolnieniem złożył rezygnację.

 

wPolityce.pl: A jak w redakcji odbierane były te naciski wydawcy, o których pan mówił?

Paweł Lisicki: Sytuacja już po tym, co się wydarzyło w "Rzeczpospolitej" w związku z aferą "trotylową" była trudna. Z jednej strony i deklarowałem i faktycznie starałem się, aby pismo ukazywało się całkowicie niezależnie. Ale czuć było taką narastającą atmosferę niechęci i tego, że pewnie dojdzie do jakiegoś przesilenia i tak się właśnie stało.

 

wPolityce.pl: Ma pan jakieś przewidywania, jaka będzie przyszłość "Uważam Rze" bez pańskiego udziału?

Paweł Lisicki: Będąc twórcą, założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym tego pisma, trudno mi sobie wyobrazić, ale może mam za małą wyobraźnię, jak ono będzie wyglądało w przyszłości. Podstawową rzeczą jest kwestia zachowania się wydawcy. Jeżeli wydawca chce narzucać dobór autorów, o to przecież chodzi w przypadku Cezarego Gmyza, jeśli wydawca uważa, że ma prawo żądać od dziennikarzy posłuszeństwa nie tylko w kwestiach stosunku pracy, ale także w kwestiach ich poglądów, no to uważam, że są to żądania całkowicie zaprzeczające idei tygodnika "Uważam Rze". Nie po to mieliśmy etykietę autorów niepokornych, żeby posługiwać się nią tylko dla marketingu czy promocji. My w to autentycznie wierzyliśmy. "Niepokora" w tym przypadku oznacza, że żaden wydawca czy właściciel nie będzie nam dyktował, kogo mamy zapraszać na łamy, kogo możemy publikować i nie będzie nam zabraniał krytykowania swoich działań, szczególnie jeżeli odnoszą się one do zasad wykonywania pracy dziennikarskiej.

Rozmawiał Marcin Wikło

CZYTAJ TAKŻE: UJAWNIAMY! Czystka w „Uważam Rze”. Paweł Lisicki zwolniony z funkcji redaktora naczelnego. Nowym szefem Jan Piński