Antoni Macierewicz wyjaśnia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem", co spowodowało, że ekipa Donalda Tuska w ostatnim czasie podjęła szereg decyzji, które były wymierzone w Prawo i Sprawiedliwość. Pokazuje sekwencję zdarzeń:

Rozpoczętych okrzykami sojuszników PO i prezydenta Komorowskiego żądających aresztowania posłów opozycji, poczynając od Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Minister Rostowski groził nam później, mówiąc, że taka opozycja jest zbędna na sali sejmowej, zgłoszony zostaje wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu lidera opozycji Jarosława Kaczyńskiego i byłego ministra Zbigniewa Ziobry i wreszcie - odbiera się immunitet posłowi opozycji.

Jego zdaniem, kontekst tych wydarzeń jest oczywisty:

chodzi o to, iż PiS nie godzi się na rezygnację ze śledztwa w sprawie zbrodni smoleńskiej. Ostatnia fala ataków na nas łącznie z otwartym szantażem, że zostaniemy wykluczeni z Sejmu, z życia politycznego, a nawet aresztowani - to po prostu wyraz strachu przed ujawnieniem prawdy w sprawie katastrofy smoleńskiej. Rządzący wpadli w przerażenie, gdy okazało się, że w samolocie znaleziono ślady materiałów wybuchowych; fakt ten potwierdził ostatnio nawet premier Donald Tusk. W tej sytuacji próbuje się zastraszyć i wyeliminować tych, którzy przeciwdziałają ukrywaniu dowodów, ujawniają matactwa i zapowiadają doprowadzenie śledztwa do końca. Nie mam wątpliwości, że szczególną agresję wzbudza zespół parlamentarny, jego praca i ustalenia. To w dużym stopniu dzięki działaniu zespołu, zaangażowaniu rodzin, niezależnej prasy i postawie opinii publicznej nie udało się ukryć odpowiedzialności strony rosyjskiej i rządu premiera Tuska za tragedię smoleńską.

Ostatnim akcentem w tej brutalnej serii ataków na PiS jest właśnie odebranie przez większość parlamentarną immunitetu Antoniemu Macierewiczowi na żądanie skazanego za korupcję lobbysty Marka Dochnala.

O tym, że chodzi o wyeliminowanie mnie z polityki ze względu na kierowanie parlamentarnym śledztwem smoleńskim, mówi otwarcie pan Dochnal. Dał temu wyraz w opublikowanym oświadczeniu odczytanym zresztą w wielu mediach w ubiegły piątek. Podobnie można odebrać - zaskakujące mimo wszystko - sformułowania wymierzone w opozycję użyte przez ministra Rostowskiego.

Towarzyszy temu cicha zgoda samego premiera Donalda Tuska na tworzenie atmosfery pogardy i dezawuowania Prawa i Sprawiedliwości

Najważniejsze jest jednak przyzwolenie dla ludzi pokroju Palikota na bezczeszczenie pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i nieustanne atakowanie pamięci tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Główną rolę odgrywa w tym sam premier Tusk, który sugerował, że należy nas wypędzić z Polski. Wydaje się, że dla jednych sprawa odebrania immunitetu ma być swoistą zemstą, dla innych - demonstracją mającą pokazać, kto dyktuje normy społeczne. Wreszcie jeszcze innym chodzi po prostu o to, by uniemożliwić śledztwo smoleńskie.

Ten ostatni motyw Macierewicz uważa za kluczowy i jednocześnie najgroźniejszy.

W istocie ma on charakter szantażu: albo przestaniecie zajmować się Smoleńskiem, albo was zniszczymy, wyeliminujemy z życia politycznego. Kierownictwo PO zdaje sobie sprawę z tego, że nie da się już uniknąć ujawnienia faktu, iż na wraku rzeczywiście znaleziono ślady materiałów wybuchowych. Ma jednak ciągle nadzieję, że znajdzie jakieś pseudowyjaśnienie omijające eksplozję jako prawdziwą przyczynę katastrofy. Aby to jednak osiągnąć, trzeba wyeliminować zespół parlamentarny, którym nie da się sterować, powołać jakąś "niezależną" komisję i na nowo mieszać Polakom w głowach. Proszę pamiętać, jakim szokiem dla PO była wiadomość o tym, że blisko 40 proc. Polaków uważa, iż katastrofa smoleńska była skutkiem zamachu! W dużym stopniu ten stan świadomości społecznej przypisuje się pracy analityczno-informacyjnej zespołu parlamentarnego i stąd ten szczególnie agresywny stosunek do ludzi związanych z jego działalnością.

Cały wywiad w "Naszym Dzienniku"

kim, "Nasz Dziennik"