Pisałem kilka tygodni temu, że można w pewnym stopniu zrozumieć fotografowanie się ks. Adama Bonieckiego z Adamem Darskim vel Holokauso/Nergal, który palił Pismo Święte i nazywał ją zbrodniczą książką. W jakim wypadku można pochylić się nad gestem ks. Bonieckiego? Tylko wtedy jeżeli przyjmiemy, że duchowny próbuje w odpowiedni sposób nawrócić medialnego wroga Kościoła katolickiego, który buduje wśród swoich słuchaczy zwierzęcą nienawiść do Jezusa. Każdy człowiek zasługuje na miłość i wybaczenie. Chrześcijanie mają obowiązek wyciągać ręce do swoich wrogów, i próbować ich przekonać do przyjęcia Pana Jezusa do serca. Czasami w tym celu trzeba przyjąć kontrowersyjne, i balansujące na niebezpiecznej bandzie metody. Jezus również szedł między grzeszników i dopasowywał swój przekaz do stanu ich świadomości. Dlatego tak istotne jest w moim przekonaniu ewangelizowanie poprzez popkulturę. Jest to oczywiście działanie niebezpieczne. Chrześcijanie mogą bardzo szybko upodobnić się do grzeszników, których próbują nawrócić. Mieliśmy już kilka przypadków porzucenia sutanny przez „liberalnych” kapłanów, którzy przeszli na ciemną stronę mocy jak szukający dobra Anakin Skylwalker. Niestety dyktatura relatywizmu moralnego i ramy liberalizmu, które z zasady wykluczają z dyskursu publicznego odwołujących się do prawdy absolutnej ludzi, powodują, że walka o dusze zagubionych jest szalenie trudna. Liberalna demokracja stała się neopogańskim bożkiem, którego trudno pokonać. Przestrzegał przed tym Jan Paweł II, który pisał o tym czym staje się demokracja bez wartości.

Mam poważane obawy, że w świat dyktatury relatywizmu moralnego daje się coraz mocniej wciągnąć zasłużony dla Kościoła w Polsce kapłan ks. Adam Boniecki. Jego ostatni wywiad dla „Polski The Times” pokazuje w jak niebezpieczną stronę przebiega narracja duchownego w sprawie masakrującego umysły młodych ludzi hochsztaplera Adama Darskiego.

„Do tej pory udało mi się przeczytać tylko jedną trzecią tej książki, ale już teraz mogę stwierdzić, jaka jest hierarchia wartości tego człowieka oraz co jest dla niego najważniejsze.”-

mówi ks. Boniecki o wywiadzie-rzece Darskiego. Dalej duchowny wręcz chwali Nergala.

„Adam Darski to człowiek inteligentny, szalenie zaangażowany w swoją działalność artystyczną. I w mojej ocenie, w jego hierarchii wartości te czynniki są bardzo wysoko postawione. Siłą rzeczy, jeśli takie osoby aranżują pewne rozmowy, to w wywiadach rzekach kreują swój autoportret.”-

mówi duchowny, który przez lekceważący stosunek do walki Nergala z chrześcijaństwem został ukarany przez swój zakon. Niestety wydaje się, że ks. Boniecki nie zrezygnował z wprowadzania zamętu do głów katolików, którzy widzą w nim autorytet moralny. Nie wiem naprawdę co kieruje ks. Bonieckim, do którego zawsze czułem wielki szacunek. Czy prowadzi on jakąś grę z Nergalnem? Czy w taki sposób chce go nawrócić? Mam coraz większe wątpliwości, że o to  chodzi. I to mnie zaczyna przerażać. Mam jednak nadzieję, że ks. Boniecki nie porzucił swojej misji, która polega na szerzeniu nauki Jezusa z Nazaretu. Niestety, i teraz piszę to jako katolik a nie publicysta, patrząc na działania ks. Bonieckiego czuje się coraz mocniej zgorszony.

Kapłan nie powinien chwalić perwersyjnego wroga chrześcijaństwa. Szczególnie takiego, który wykorzystuje do swojej antychrześcijańskiej wojny mass media. Jak katolicki ksiądz może pisać o "wartościach" satanisty? Czy to oznacza, że z tymi wartościami powinno się polemizować? Czy to oznacza, że są one równe wartościom chrześcijańskim? Tak właśnie wygląda relatywizowanie moralności, na które może sobie pozwolić liberał. Nigdy następca apostołów. 

Takie postępowanie duchownego musi się fatalnie skończyć dla wielu katolików, którzy przez autorytet duchownego zamkną oczy na szkody jakie czyni Darski. Nawet "jasełkowy satanizm" ma swoje konsekwencje. Natomiast jeszcze większe konsekwencje ma oswajanie wiernych z takim rodzajem satanizmu przez duchownego. Czy ks. Boniecki naprawdę nie zdaje sobie z tego sprawy?