Przedstawione w ostatnim czasie propozycje rządu dotyczące wsparcia rodzin poprzez wydłużenie urlopów rodzicielskich oraz rozwój sieci żłóbków i przedszkoli, są krokiem w dobrym kierunku. Krokiem jednak niepełnym i nieadekwatnym do kryzysu rodziny, z jakim mamy obecnie do czynienia. Jego wyrazem jest nie tylko depresja demograficzna (w 2012 roku Polska przesunęła się na 13 od końca miejsce wśród krajów świata w przyroście naturalnym), ale też masowe rozpady związków małżeńskich, osłabiona funkcja wychowawcza rodziny, duża liczba dzieci umieszczanych w środowiskach zastępczych poza rodziną naturalną, marginalizacja pozycji ojca w rodzinie i wychowaniu itd.

Oto kilka przejawów tego kryzysu. W Polsce szybko maleje populacja dzieci.

W Polsce szybko maleje populacja dzieci. Mimo zmniejszającej się liczby dzieci rośnie procent tych dzieci, które pozostają w kręgu zainteresowania sądów rodzinnych ze względu na różne problemy rodzin. Zwiększa się również liczba dzieci w różnych formach opieki, poza rodziną naturalną. Nie są to wskaźniki siły i witalności rodzin.

Rośnie również liczba dzieci wychowywanych przez samotnych rodziców w wyniku rozwodów i separacji oraz rozpadów konkubinatów. Od 2004 roku obserwujemy w Polsce istotny wzrost liczby rozwodów. Rozwodem kończy się średnio, co czwarte małżeństwo. W 2009 roku liczba rozwodów i separacji wyniosła ponad 68 tyś. W efekcie rośnie odsetek dzieci wychowywanych przez samotnych rodziców, głównie przez matki. Ma to określone negatywne konsekwencje dla tych dzieci, wynikające z naruszenia prawidłowej sytuacji, jaką jest ich wychowanie przez oboje rodziców.

Z Polski w ostatnich latach masowo emigrują młodzi ludzie i całe rodziny w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. Ich liczbę szacuje się nawet na 2, 5 miliona osób. Jeśli w wyniku działań prorodzinnych pobudzona zostanie większa dzietność, to nie oznacza, że nowe pokolenia zostaną w kraju, jeśli nie zapewni się im podstawowych warunków rozwoju (głównie pracy i możliwości uzyskania samodzielnego mieszkania). Zmiany powinny być zatem tak konstruowane, by sprzyjały rodzeniu się dzieci, ale też temu, by zachęcały do pozostawania w przyszłości w Polsce, a nie na emigracji.

W takiej sytuacji potrzebujemy nie tylko pojedynczych rozwiązań, ale kompleksowego programu polityki rodzinnej. Powinien on zawierać diagnozę sytuacji rodzin, ale i szczegółowe propozycje rozwiązań w zakresie usług rodzinnych, rozwiązań gwarantujących rodzinom samodzielne utrzymanie na przyzwoitym poziomie i możliwości uzyskania samodzielnego mieszkania, świadczeń rodzinnych, pomocy rodzinom wielodzietnym, prawa odnoszącego się do rodzin i wiele innych. Potrzebny jest program wzmocnienia rodzin, nie wyłączając znaczenia wpływu mediów i kultury na jej stan. Program skonsultowany z rodzinami, organizacjami prorodzinnymi, nastawiony na samodzielność rodzin, a nie ich uzależnianie od państwa. Rząd Akcji Wyborczej Solidarność taki program wdrażał, miał go również rząd Prawa i Sprawiedliwości. Rządy wielu krajów europejskich takie całościowe programy realizują. Polski rząd zarówno w poprzedniej jak i obecnej kadencji takiego programu nie przygotował. Nie uczynił tego, choć w pracach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu Polski, zobowiązał się do przygotowania w pierwszym kwartale 2009 r. programu: „Solidarność pokoleń. Działania na rzecz dzieci i rodzin”.

Liczę, że Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu Polski, która będzie obradować 21 listopada br. podniesie ten problem. Kompleksowego programu polityki rodzinnej nie zastąpią pojedyncze rozwiązania.