Prawdziwe wypędzenia ludności niemieckiej miały miejsce przed zakończeniem II wojny światowej. Przykładem rzeczywistego wypędzenia były marsze śmierci niemieckich mieszkańców Wrocławia, których autorem był ich rodak - Karl Hanke. W tej dziedzinie namiestnik Hitlera na Dolnym Śląsku okazał się niedoścignionym mistrzem. To nie dzicz ze wschodu, ale przedstawiciel lepszej części kontynentu, przeprowadził obłąkańczy i ludobójczy projekt na kilkusettysięcznym mieście w centrum Europy.

Pierwsze wypędzenie mieszkańców Wrocławia na rozkaz Hankego rozpoczęło się nagle w styczniowy dzień 1945 r. Tuż przed zamknięciem rosyjskiego oblężenia. Dlaczego dopiero wówczas? Wcześniej gauleiter nie zamierzał siać zwątpienia w ostateczne zwycięstwo Rzeszy. Wolał skazać pół miasta na śmierć. Feralnego 19 stycznia przerażonych ludzi zaczęto wyrzucać na 20˚ mróz. Nieprzygotowanym na marsz wrocławianom Hanke kazał po prostu wynosić się z ich domów. Bez ostrzeżenia, na piechotę, w nieznane, na śmierć. Tereny na południe  i południowy zachód od Wrocławia to do dziś wielkie cmentarzysko ok. 90 tys. rodaków Hankego, głównie kobiet, niemowląt, dzieci i starców. I prawdziwy symbol wypędzeń.

W styczniowym pochodzi śmierci ludzie zamarzali setkami w przydrożnych rowach, konali w męczarniach na pokrytych śniegiem polach. Ks. Peikert, katolicki kapłan i świadek tych wydarzeń, pisał:

Nieopisana była tragedia zmuszonych do ucieczki szosą. Nieprzejrzane szeregi kobiet i dzieci z wózkami dziecięcymi lub małymi wózkami ręcznymi przeciągały ulicą. Skutkiem ostrej zimy ulice pokrywa śnieg i lód (...) Wiele dzieci i dorosłych zamarzło w przejmującym zimnie i legło w rowach przydrożnych.

CZYTAJ więcej na ten temat!

Ale na tym jednym wypędzeniu się nie skończyło. W oblężonym mieście Karl Hanke wprowadził prawdziwy terror. Sam w swoim schronie na Nowym Targu opływał w dostatki, organizując wystawne przyjęcia i niemal codzienne orgie. Natomiast pozostałych w mieście wrocławian, pomimo bombardowań, zmuszano do przymusowych robót, wyrzucano na ulice i bezmyślnie pędzono z jednej dzielnicy do drugiej. W głodzie, w upodleniu, bez praw. W wyniku tych obłąkańczych działań zginęło kolejnych dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi.

Jak skończył kat Wrocławia i faktyczny prekursor wypędzeń? 5 maja 1945 r. uciekł z konającego miasta. Niepotwierdzone są jego dalsze losy. Czy, gdyby żył stanąłby u boku Eriki Steinbach – jak 200 innych nazistów - w ścisłym kierownictwie Związku Wypędzonych? Niewykluczone, bo przecież nie jego dokonania są dziś w TOP TEN najbardziej przerażających ludobójstw w historii.