Wielokrotnie przestrzegaliśmy przed biernością w obliczu wyraźnie zauważalnych starań zmierzających do wysunięcia niemieckich ofiar II Wojny Światowej na pierwszy plan. To operacja, która siłą rzeczy przesłoni polskie ofiary, i zamaże niemiecką odpowiedzialność za najokrutniejszą z wojen w dziejach ludzkości.

Efekty cichej, rozłożonej na lata ofensywy, są widoczne od dawna. Dowiadujemy się o kolejnych, pozornie drobnych, ale bardzo niepokojących wydarzeniach, o konsekwentnej zmianie języka i aparatury pojęciowej.

Oto kolejny przykład:

Amerykańska strona prezentująca rozmaite zestawienia w stylu "Top Ten" - www.toptenz.net - zaprezentowała ostatnio zestawienie zatytułowane "10 najbardziej przerażających ludobójstw w historii".

Na pierwszym miejscu - chiński "Wielki Skok", dalej zbrodnie stalinowskie, Holocaust, pola śmierci w Kambodży, tureckie ludobójstwo Ormian, wojna Hutu z Tutsi, podział Indii w latach 40., a na 8 miejscu - WYPĘDZENIE NIEMCÓW PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ!

W notce czytamy:

Wielu naukowców patrzy na to wydarzenie bardziej jako przesiedlenie ludności niż prawdziwe ludobójstwo. Jednak przymusowe przemieszczenie około 14 milionów Niemców i ich słowiańskich sojuszników [Sic!] z Rosji Sowieckiej, okupowanych terenów wschodnie i centralnej Europy tuż po II Wojnie Światowej było wydarzeniem całkiem bliskim ludobójstwu, zwłaszcza jeżeli pamięta się, że tej podróży nie przetrwało od pół miliona do dwóch milionów. Większość zginęła z głodu i chorób, ale wielu niemieckich cywilów zostało zamordowanych albo wysłanych do obozów internowania i obozów pracy, zwłaszcza ci, których podejrzewano o związki z nazistami. Wydarzenie to przybliża do ludobójstwa fakt, że tylko Niemcy byli celem, i że brutalna polityka przesiedlania ludności została nakazana przez Stalina osobiście, jako metoda zemsty.

Niestety, polski rząd nie reaguje na ofensywę, która jest dla Polski bardzo groźna, ponieważ ostatecznie uczyni z Polaków współsprawców "ludobójstwa" na Niemcach.

A przeciwdziałać można. Można powołać instytucję, która zajmie się propagowaniem prawdy poza granicami Polski - swego rodzaju "zewnętrzny" IPN. Można finansować kampanie w prasie i innych mediach. Można wspierać dobre filmy. Wreszcie - można nie wspierać filmów utrwalających wszystkie najgorsze stereotypy o Polakach - typu "Pokłosie".

Wszystko można, tylko trzeba chcieć. I nie bać się. Berlina.

CZYTAJ TAKŻE: Adam Rotfeld: "Niemcy zadbali o to, by przymiotnik „niemiecki" zniknął ze sformułowań związanych z II wojną"