Takie artykuły jak w "Die Welt" mogą przyczynić się do poznania prawdy o smoleńskiej tragedii

Niemieckie media od momentu katastrofy otwarcie sprzyjały rosyjskiej polskiej, rządowej wersji wydarzeń na lotnisku Siewiernyj. Choć zwykli Niemcy po śmierci Lecha Kaczyńskiego i całej delegacji lecącej do Katynia, podobnie jak Rosjanie, byli w autentycznym szoku, to jednak rychło ta tragedia zaczęła przynosić Berlinowi polityczne „frukta”.

Donald Tusk i Radosław Sikorski od kwietnia 2010 r. bez jakiejkolwiek kontroli sił politycznych patrzących im na ręce, zaczęli natychmiast ustępować Berlinowi we wszystkim. Zwycięstwo Bronisława Komorowskiego kilka miesięcy po katastrofie postawiło kropkę nad „i” w przestawieniu politycznej zwrotnicy.

Nie było dosłownie ani jednej spornej sprawy w Unii Europejskiej, której Donald Tusk nie załatwiłby po myśli Berlina. Swoistym ukoronowaniem „polityki zagranicznej” ekipy Tuska na odcinku niemieckim było przyjęcie przez niego orderu imienia antypolskiego polityka z okresu republiki weimarskiej i wygłoszenie przez Sikorskiego wiernopoddańczego expose w Berlinie.

Tymczasem stało się coś, co sprawiło, że korespondent w Polsce Gerhard Gnauck zdecydował się opublikować w swojej gazecie „Die Welt” artykuł, który dotychczasową wiedzę Niemców na temat katastrofy smoleńskiej zwyczajnie postawił na głowie.

Co powodowało red. Gnauckiem? Uczciwość zawodowa? Na pewno. Ale może coś więcej?

Władze niemieckie idą właśnie na ostre starcie z reżimem Putina. Niemcy czując się strażnikiem praw człowieka i wartości demokratycznych od Renu po Ural powiedziały w końcu „non possumus” byłemu funkcjonariuszowi KGB, który po ostatnich wyborach zaczął zmieniać prawo w kierunku jeszcze skuteczniejszego spętania rosyjskiego społeczeństwa.

Kilka dni temu Bundestag uchwalił chyba najostrzejszą od czasu zakończenia „zimnej wojny” rozolucję potępiająca działania Moskwy. Warto podkreślić - uchwalił ją tuż przed wizytą Angeli Merkel w Rosji. Pani kanclerz nie będzie więc miała łatwych rozmów. A może nie chciała takich? Wszak rezolucja antyputinowska powstała dzięki posłom jej partii CDU, sojuszniczej CSU i koalicyjnej FDP.

Może więc artykuł o niejasnościach wokół Smoleńska jest pójściem w sukurs oficjalnej polityce niemieckiej, a ta przestaje polegać na „chodzeniu do bani”, czyli do rosyjskiej sauny, jak mieli to w zwyczaju czynić politycy niemieccy i rosyjscy w latach 90. i później.

Czyżby Smoleńsk stał się jeszcze jednym „kamykiem”, który Niemcy chcą wrzucić do rosyjskiego „ogródka”?

Z polskiego punktu widzenia to oczywiście sprawa niezmiernej wagi bez względu na powody publikacji. Kwestię Smoleńska trzeba umiędzynarodowić wbrew polskim władzom. Dobrze, że włączają się w dyskusję o przyczynach katastrofy także zagraniczni dziennikarze. Ich będzie trudniej zwolnić.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...

Redaktor Naczelna: Marzena Nykiel

Zespół: Krzysztof Bałękowski, Wojciech Biedroń, Adam Kacprzak, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Tomasz Karpowicz, Kamil Kwiatek, Aleksander Majewski, Adam Stankiewicz, Weronika Tomaszewska, Anna Wiejak.

Autorzy: Łukasz Adamski, Piotr Cywiński, Krzysztof Feusette, Grzegorz Górny, Edyta Hołdyńska, Jerzy Jachowicz, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Maja Narbutt, Maciej Pawlicki, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło.

Używasz przestarzałej wersji przeglądarki Internet Explorer posiadającej ograniczoną funkcjonalność i luki bezpieczeństwa. Tracisz możliwość skorzystania z pełnych możliwości serwisu.

Zaktualizuj przeglądarkę lub skorzystaj z alternatywnej.