Poprzedni weekend w Turcji upłynął pod znakiem przecieków z ekshumacji byłego prezydenta. Czy Turgut Özal rzeczywiście został otruty? A może komuś zależało na ożywieniu jego legendy?

Turcja w jednej osobie

Rok 1950. Turgut Özal, dzierżąc w ręku dyplom inżyniera elektryka, opuszcza mury Stambulskiego Uniwersytetu Technicznego. Wkrótce podejmuje przełomową decyzję – studia będzie kontynuował w Stanach Zjednoczonych. Spakował walizki i udał się w nieznane. Z pewnością targały nim obawy. Jak odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Czy Zachód jest rzeczywiście tak wspaniały, jak twierdził wielki Mustafa Kemal? Czy może zepsuty, jak miał okazję słyszeć od niektórych muzułmańskich duchownych, których opinie jako człowiek bardzo religijny z pewnością szanował? Wszystkie wątpliwości zostały bardzo szybko rozwiane. Ameryka wywarła na nim ogromne wrażenie. Idee, które narodziły się w jego głowie w trakcie pobytu w USA, towarzyszyły mu do końca jego dni.

Choć ówczesnym Stanom Zjednoczonym daleko było do poziomu tolerancji, z jakiego słynęły w późniejszym okresie, już wtedy Özal czuł, że trafił do kraju, w którym każdy może znaleźć swój kawałek świata i urządzić go według własnych reguł. Był zresztą świadkiem zarówno społecznych, jak i ekonomicznych przemian, które zachodziły w Ameryce na przestrzeni lat, co tylko utwierdziło go w tym założeniu. Później często mówił o podobieństwach między USA a Imperium Osmańskim. Twierdził, że oba państwa pozwalały swoim obywatelom na życie zgodnie z własnymi przekonaniami. Bez względu na kolor skóry, pochodzenie, czy wyznawaną religię. Doszedł również do wniosku, że swój sukces Stany Zjednoczone zawdzięczają gospodarczemu liberalizmowi. Zrozumiał, że Turcja potrzebuje nowej tożsamości. Takiej, która łączyłaby w sobie marzenia o nowoczesności i szacunek do religii. Takiej, która byłaby jak sama Turcja – rozpięta między zachodem a orientem, czyli taką, której personifikacją był on sam. W takich okolicznościach narodził się Turgut Özal - polityk. Lider, który w przyszłości miał pchnąć Republikę Turcji na nowe tory.

Epoka Özala

Wstępem do poważnej politycznej kariery Turguta Özala było zasiadanie w Komisji Planowania, która istniała przy rządzie Süleymana Demirela w końcówce lat sześćdziesiątych. Później jednak przyszły prezydent zniknął ze sceny politycznej, aby ponownie udać się do Stanów Zjednoczonych. Tam zapoznawał się z tajnikami funkcjonowania amerykańskiej gospodarki. Równolegle zdobywał doświadczenie, pracując między innymi jako doradca Banku Światowego.

Tymczasem w Turcji nastały niespokojne czasy. Niestabilność polityczna i fala terroru, które nawiedziły kraj zwłaszcza w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, skłoniły wojsko do interwencji. Wczesnym rankiem 12 września 1980 r. rozpoczął się jeden z najbardziej krwawych epizodów w historii Republiki Turcji. Wojsko po raz kolejny uznało, że musi zaprowadzić porządek na arenie politycznej i szybko przejęło władzę. Generałowie byli jednak świadomi, że do sukcesu puczu konieczna jest przebudowa tureckiej gospodarki. Uznali, że sprawie najlepiej może się przysłużyć Turgut Özal, którego kojarzono z reformami gospodarczymi rządu Demirela. W ten sposób otrzymał tekę wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę. Drzwi do wielkiej polityki stanęły przed nim otworem.

Özal podjął działania, które zmierzały do stłumienia inflacji i pobudzenia tureckiego eksportu. Część zaprojektowanych przez niego reform, ze względu na sytuację społeczno-polityczną, nie mogła wejść w życie. O tych, które udało się przeprowadzić, z uznaniem wypowiadali się zachodni eksperci. Niestety, względny zdrowotne zmusiły wicepremiera do ustąpienia. Udał się ponownie do Stanów Zjednoczonych, gdzie przechodził kurację odchudzającą. W Turcji pojawił się znów w 1983 r. Powrót na scenę polityczną nie zajął mu dużo czasu. Założył Partię Ojczyźnianą, którą poprowadził do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych 6 listopada. Półtora miesiąca później został zaprzysiężony na premiera i rozpoczął epokę przełomowych zmian.

Celem nowego premiera było otwarcie tureckiej gospodarki na świat. Aby tego dokonać rozpoczął realizację projektów prywatyzacyjnych i promocję eksportu, dokonał również dewaluacji tureckiej liry. Prawdziwie rewolucyjnym posunięciem było jednak zanegowanie jednej z tzw. strzał kemalizmu (etatyzm) liberalną polityką ekonomiczną. Wskaźniki ulegały stopniowej poprawie. Istotne zmiany zaszły również w zakresie polityki zagranicznej. Turecka dyplomacja stała się bardziej aktywna. Republika Turcji poprawiła nadwątlone puczem wojskowym relacje z Europejską Wspólnotą Gospodarczą, a w 1987 r. złożyła wniosek o akcesję. Nie zawahała się również wesprzeć koalicji antyirackiej po agresji Iraku na Kuwejt. Pozytywne zmiany zaszły także w kwestii praw człowieka i praw mniejszości. W 1991 r. zniesiono na przykład antykurdyjski dekret nr 2932, który zabraniał prowadzenia jakiejkolwiek działalności w języku innym niż turecki. W międzyczasie Turgut Özal zamienił fotel premiera na stanowisko prezydenta. Epokę największego reformatora od czasów Atatürka przerwała niespodziewana śmierć. Jako oficjalną przyczynę zgonu podano atak serca.

Porzucona układanka

Nagła śmierć Turguta Özala, zwłaszcza wśród zwolenników teorii spiskowych, których w Turcji nie brakuje, od początku wydawała się podejrzana. Należy jednak przyznać, że niektóre towarzyszące jej okoliczności rzeczywiście wydawały się co najmniej dziwne. Jak chociażby fakt, że w dniu śmierci prezydenta jego prywatny lekarz i pielęgniarka byli na urlopie. Teoretycznie można byłoby to uznać za przypadek. Okazuje się jednak, że nieobecności personelu medycznego w prezydenckiej rezydencji towarzyszył splot innych wydarzeń, które spowodowały, że akcja ratownicza odwlekała się o kolejne cenne minuty. Po prezydenta przyjechała karetka wyprodukowana w latach 70., która miała problemy z silnikiem. Dodatkowe zamieszanie wywołała kwestia wyboru szpitala, do którego miano zawieźć umierającego. O wątpliwościach związanych ze śmiercią prezydenta mówił były minister zdrowia Halil Şıvgın, który sprawował swoją funkcję w czasach urzędowania Özala. W wywiadzie dla agencji prasowej „Cihan” powiedział:

Prezydent powinien zostać zabrany do najbliższego szpitala, ale oni wybrali najdalszy. Później, kiedy byli już w drodze, zmienili zdanie i pojechali do Hacettepe. Nie weszli jednak do szpitala przez oddział ratowniczy, zamiast tego tracąc pięć lub sześć minut wokół budynku. Wszystko to nazywam zaniedbaniem. Prokuratorzy powinni zbadać, czy za tym zaniedbaniem nie stał jakiś ukryty motyw.

Turgut Özal zmarł 17 kwietnia 1993 r. Nie przeprowadzono sekcji zwłok, gdyż, jak twierdzi lekarz prezydenta Cengiz Aslan, nie chciała tego rodzina. Jak nietrudno się domyśleć, członkowie rodziny zmarłego twierdzą, że było inaczej.

Kwestia śmierci Turguta Özala odżyła za sprawą obecnego prezydenta Turcji. Abdullah Gül zlecił Państwowej Radzie Nadzorczej przygotowanie raportu dotyczącego podejrzanych okoliczności zgonu swojego poprzednika. Dokument, który ukazał się 13 czerwca bieżącego roku, wskazywał na wiele niedociągnięć. Rada podkreśliła wspomniane wyżej wątpliwości i zaleciła ekshumację. Wkrótce ruszyło śledztwo, a we wrześniu prokuratura nakazała przeprowadzenie odpowiednich czynności Radzie Medycyny Sądowej.

W piątek (2 listopada) dziennik „Bugün” opublikował domniemane przecieki z raportu Rady Medycyny Sądowej. Według gazety z dokumentu wynika, że Turgut Özal został otruty za pomocą strychniny – substancji, która służyła niegdyś w Turcji do trucia psów. Głos natychmiast zabrał syn zmarłego prezydenta. Ahmet Özal stwierdził, że doniesienia nie są dla niego zaskoczeniem:

Od lat mówimy, że mój ojciec został otruty. Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że niektórzy ludzie czynili wysiłki, aby nie dopuścić do rozpoczęcia śledztwa w związku ze śmiercią mojego ojca. Walczyłem o prawdę przez ostatnich 18 lat.

Rewelacjom zaprzeczył natomiast prezes Rady Medycyny Sądowej Haluk İnce. Stwierdził, że nie ma pojęcia, skąd „Bugün” czerpał informacje. Dodał, że raport z ekshumacji nie jest jeszcze nawet gotowy (opublikowany zostanie prawdopodobnie w grudniu). Już na tym etapie prac podkreślił jednak, że dokument nie zawiera słowa „strychnina”.

Kurdyjski trop

W zdziwienie może wprawić fakt, że reakcja zarówno tureckich mediów, jak i polityków na rewelacje przedstawione przez „Bugün” były nad wyraz spokojne. Czołowe dzienniki przekazały informację, jednak jednocześnie do każdej wiadomości załączały wypowiedź prezesa Rady Medycyny Sądowej, który ją dementował. Ostrożnie do kwestii podeszli także wiodący politycy. W imieniu rządu głos zabrał wicepremier Bekir Bozdağ, który stwierdził jedynie, że należy oczekiwać na oficjalne oświadczenie Rady, odpowiedniego prokuratora lub Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeden z przedstawicieli opozycyjnej Republikańskiej Partii Ludowej nazwał zaś doniesienia prasowe podejrzanymi i dodał, że jego ugrupowanie z pewnością będzie podchodziło do raportu z dystansem, w związku z pomyłkami, których Rada Medycyny Sądowej dopuściła się w przeszłości. W końcu pojawił się jednak głos, który pozwolił na wyciągniecie wniosków, w jakim kierunku może zmierzać sytuacja. Prorokiem okazał się Mustafa Elitaş z rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, który stwierdził, że przecieki medialne wskazują, że śledztwo związane z Ergenekonem powinno zostać pogłębione, aby rzucić światło na mroczne epizody w historii tureckiej republiki.

Przecieki z raportu zostały podchwycone głównie przez dziennikarzy z gazet sprzyjających partii rządzącej. Merve Büşra Öztürk, felietonistka „Zaman”, w artykule „Spisek przeciwko Özalowi”, wskazała bardzo ciekawy trop. Zdaniem dziennikarki powodem ewentualnego otrucia ósmego prezydenta Republiki Turcji mogło być jego oddanie kwestii kurdyjskiej. Turgut Özal, za którego rządów Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) rozpoczęła zbrojną walkę o swoją sprawę, był podobno zdecydowany, aby rozwiązać problem kurdyjski. Rzeczywiście posunięcia takie jak wspomniane anulowanie dekretu 2932, które zmierzały do ułatwienia życia mniejszości kurdyjskiej, mogą wskazywać na prawdziwość tej tezy. W swoim artykule Öztürk dokonuje jeszcze jednej, bardzo ciekawej rzeczy. Wskazuje, że były prezydent nie był jedyną osobą związaną z problemem kurdyjskim, która zmarła w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w 1993 r. Również wtedy zabity został chociażby dziennikarz Uğur Mumcu, który miał posiadać informacje o przemycie narkotyków, którym zajmowała się PKK. W „podejrzanym” wypadku samochodowym zginął też Ahmet Kahveci, który doradzał Özalowi w kwestii kurdyjskiej. W 1993 r. rozbił się także samolot generała Eşrefa Bitlisa, który głośno mówił o tym, że problemu kurdyjskiego nie da się rozwiązać, korzystając wyłącznie z rozwiązań militarnych. Öztürk sugeruje, że „fakt, że kwestia kurdyjska jest wspólnym punktem łączącym te zmarłe osoby, może wskazywać nam, kto może stać za ich śmiercią”. Dziennikarka nie ma zatem wątpliwości, że za spiskiem stał Ergenekon i tzw. głębokie państwo, które potrzebowało problemu kurdyjskiego do tego, aby funkcjonować na wciąż takich samych, korzystnych dla siebie zasadach.

Posługując się rodzimą nomenklaturą, przecieki z raportu Rady Medycyny Sądowej nie podpaliły Turcji. Wskazówki, w którą stronę może dalej zmierzać śledztwo i interpretacja jego wyników sugerują, że taka sytuacja prawdopodobnie nie będzie miała miejsca również w wypadku potwierdzenia doniesień prasowych. Kwestie afery Ergenekonu i głębokiego państwa dzielą Turków. Z reguły ci, którzy nie wierzą w ich istnienie i twierdzą, że toczące się w tych sprawach śledztwa są wyłącznie jakimś rodzajem zemsty islamskiego ugrupowania za lata prześladowań, nie dadzą się przekonać żadnymi argumentami. Z drugiej strony przekonani o istnieniu jakiegoś układu, który w negatywny sposób oddziałuje na Turcję, nie dadzą sobie łatwo wyperswadować swoich poglądów. Ewentualne potwierdzenie doniesień o otruciu byłego prezydenta może zatem co najwyżej „przekonać już przekonanych”. Ciekawsze jest jednak to, że, w sposób zamierzony lub nie, może być również propagandowym gestem w stronę mniejszości kurdyjskiej. Dowodem na to, że problem kurdyjski został sztucznie stworzony i jest podtrzymywany przez struktury głębokiego państwa, które potrzebują terroryzmu do funkcjonowania w korzystny dla siebie sposób. Tym samym może pokazać Kurdom, że gdyby nie one i ich symbioza z PKK, problem kurdyjski zostałby już dawno rozwiązany. Legenda Turguta Özala może przydać się jeszcze raz, aby pokazać, że istnieją Turcy, którzy są gotowi umrzeć za problem kurdyjski. Nie z bronią w ręku, walcząc o powstanie niepodległego państwa kurdyjskiego, ale starając się o zapewnienie Kurdom równych praw.