Znany z lewicowych poglądów i obrzydzenia do wszelkich form tradycyjnego patriotyzmu reżyser Janusz Kijowski po raz kolejny daje upust swoim emocjom. Okazuje się, że twórca „Kameleona” nie świętuje 11 listopada! Dlaczego? Reżyser został zapytany przez redakcję serwisu portalfilmowy.pl dlaczego nie doczekaliśmy się do tej pory współczesnego filmu, który opowiadałby o 11 listopada. Według Kijowskiego  dzieje się tak dlatego, iż jest to „dziwne święto”.

Przyjechał Piłsudski pociągiem, wysiadł na stacji Warszawa Główna i nic się w zasadzie nie wydarzyło tego dnia. Niech Pan zauważy, że data 11 listopada została ustanowiona świętem państwowym dopiero w 1937 roku. Nikt nie brał tego na poważnie. A w tej chwili to się zrobiło święto kiboli, pałkarzy, nacjonalistów i antysemitów. Ja w tym dniu nie wychodzę z domu, bo się boję, że dostanę w łeb od jakiegoś osiłka krzyczącego „precz z komuną!”. Swoje święto narodowe obchodzę 3 maja.

mówi twórca „Kung fu”. Brrrrr, trudno jest rozstrzygać w jakiej dzielnicy Olsztyna mieszka Janusz Kijowski, ale musi to być bardzo niebezpieczna okolica. Czy tylko niebezpieczne ulice powodują, że Kijowski ma problem z obchodzeniem 11 listopada? Wydaje się, że nie.

Janusz Kijowski jest znany z lewicowych poglądów. W niedawnych wyborach do Sejmu startował z list SLD. W Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie,  którego jest dyrektorem, oprócz sztuk prezentuje również spotkania z działaczami Krytyki Politycznej. Można śmiało nazwać Kijowskiego klasycznym „udekiem”, który ewoluował z lewego skrzydła Unii Wolności do prezentowania niemal lewackiej wizji świata. Niestety jego udecka dusza jest ugryziona przez michnikowy strach przed demonami II RP. I to powoduje, że Janusz Kijowski staje się wstrząśniętym ( nie zmieszanym) środkiem wybuchowym.

Widać to było szczególnie mocno podczas jednego ze spotkań na początku tego roku na temat polskiego patriotyzmu. Kijowski przywołując słynną inscenizację bitwy pod Grunwaldem, powiedział, że jest to "infantylizacja historii i zamienianie jej w supermarket”. Wielka impreza, która swoim rozmachem może się równać ze znakomitymi rekonstrukcjami w USA nie wzbudza zachwytu reżysera, który przyznał, że apelował do władz województwa by jej nie organizowali.

A poza tym, co jest porywającego w fetowaniu bitwy średniowiecznej, gdzie azjatycka dzicz starła się z cywilizacją zachodnią? Co za sens wydawania milionów na bitwę pod Grunwaldem?

– pytał Kijowski. Oprócz azjatyckiej dziczy reżyser znalazł również w Olsztynie dzicz talubsko-brunatną. Gdy środowiska katolickie poczuły się dotknięte plakatem sztuki „Boski spór”, który przedstawiał wiszącego do góry nogami Jezusa Chrystusa, Kijowski napisał na Facebooku, że atakują go narodowo-socjalistyczni talibowie, i szykują w Polsce nowy rok 1968. Niestety dla Kijowskiego nie tylko Olsztyn jest pełen brunatnej prawicy. Nie na darmo przyznawał on w wywiadzie dla „Filmu”, że obrońcy krzyża na Krakowskim Przedmieściu są dziećmi goebelsowskiej propagandy Jana Pospieszalskiego i Bronisława Wildsteina.

Janusz Kijowski jest prawdziwym kłębkiem udecko-lewicowych lęków. Reżyser „Kameleona” skupia w sobie wszystkie lęki „Gazety Wyborczej”, które ta pielęgnowała w narodzie przez dwie dekady. Może więc dobrze się dzieje, że Kijowski wyżywa się na deskach teatru, a nie w kinie. Jako spec od rozpoznania goebelsowskich patriotów, wie dobrze, że „kino jest najważniejszą ze sztuk”- jak mawiał pewien inny przeciwnik prawicy i „faszyzmu”. Co by było jakby wziął kamerę do rąk? Michel Moore z Warmii i Mazur?

Łukasz Adamski