Błędy, potknięcia i przejęzyczenia zdarzyć się mogą każdemu. Także państwowym urzędnikom.

"Gazeta Wyborcza", 8 maja 2011 r.:

Kompromitujący błąd firmy przygotowującej pokaz multimedialny i miejskich urzędników, którzy go przepuścili. Anglojęzyczni goście zrywali boki ze śmiechu. (...) Podczas pokazu światło lasera wyświetliło czerwony napis "Witamy w Warszawie", który po chwili przeszedł w niebieskie "Welcome in Warsaw". I niestety znów okazało się, że znajomość języka angielskiego wśród urzędników stołecznego ratusza - bo to oni oglądali wielokrotnie pokaz podczas prób i go zatwierdzali - jest zerowa. Tymczasem każde dziecko wie, że po angielsku Warszawa nie wita "w", tylko "do", i zamiast "Welcome in Warsaw" powinno być "Welcome to Warsaw".

Dziennik wydawany przy ul. Czerskiej dworował z błędu urzędników, jak tylko się dało. Tymczasem kilka miesięcy później podobny błąd popełnił minister spraw zagranicznych.

Radosław Sikorski, 9 listopada 2012 r.:

Apelujemy do "Gazety Wyborczej" - nie bądźcie Państwo zbyt surowi dla ministra Sikorskiego. Nie wszyscy przecież muszą czytać Wasze publikacje. Wszak artykułu w sprawie pomyłki ministra możemy się spodziewać, prawda?

lw