Dziś Dzień Zaduszny, w którym wspomina się zmarłych - tych z najbliższej rodziny, przyjaciół i tych, którzy oddali życie w obronie Ojczyzny. Niektórych groby znamy, wielu spoczywa w nieznanych jeszcze mogiłach.

W poniedziałek, 5 listopada, w Nieborowicach, pod Pilchowicami zostanie odsłonięty, po renowacji pomnik Ślązaków, zamordowanych przez Niemców w 1939 r. w obozie przejściowym. Zginął tam 8 września 1939 r. między innymi szanowany ks. Władysław Robota.

Dobrze się stało, że tuż przed Wszystkimi Świętymi, w poniedziałek 29 października, Marszałek Województwa Śląskiego Adam Matusiewicz zorganizował otwartą debatę o przyszłości Muzeum Śląskiego. W wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego”, A. Matusiewicz powiedział:

Dotarł do mnie dokument, który zawierał sugestie dla organizatorów wystawy stałej historii Górnego Śląska. Po jego przeczytaniu - pierwszy raz, jak tu pracuję od półtora roku, w ogóle jak sprawuję jakąkolwiek funkcję publiczną - zostałem wyprowadzony z równowagi, wpadłem w szewską pasję. Ten materiał był skrajnie proniemiecki, tak go odebrałem.

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/629739,marszalek-slaski-matusiewicz-o-muzeum-slaskim-skandaliczny,id,t.html

Protesty trwają już od czasu ujawnienia założeń do projektu wystawy. Należy pamiętać, że w Zarządzie Województwa, to właśnie Jerzy Gorzelik, przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska odpowiada za kulturę, edukację i gospodarkę.

Zwycięski projekt wystawy stałej jest bardzo kontrowersyjny. Wśród członków Zespołu Rozstrzygającego Sądu Konkursowego nie było jednomyślności. Dwie osoby złożyły do protokołu zdanie odrębne. Był wśród nich dr Paweł Ukielski - historyk, Zastępca Dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego. Podczas debaty w Sali Sejmu Śląskiego zwrócił on uwagę na słowa występującej przed nim prof. Ewy Chojeckiej - historyka sztuki z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Prof. Chojecka, przewodnicząca Zespołu Konkursowego forsowała bowiem zdanie, że wystawa stała w Muzeum, ma być subiektywną wizją artystyczną autorów, a nie podręcznikiem historii. Mówiła:

Trzeba skończyć z gomułkowską wizją historii.

Postulowała też niezmiernie ciekawe podejście, że najpierw dzieło powinno powstać, a potem może być o nim dyskusja. Dr Ukielski nazwał projekt „subiektywną wersją z dużym przechyłem”. Powiedział wprost:

Mój sprzeciw dotyczył za bardzo subiektywnej wizji scenariusza i wytycznych do niego. Mam wrażenie, że ta wizja nie jest akceptowana przez znaczną część społeczeństwa.

Prof. Franciszek Marek, prof. Uniwersytetu w Opolu, Ślązak z dziada pradziada, uważa, że separatyści robią błąd, bo Śląska nie znają. Wspomniał bismarckowski Kulturkampf mający wynarodowić Ślązaków. Stwierdził, że jedynie Hitlerowi i Stalinowi udało się wbić klin pomiędzy rodziców i dzieci, potem to zatrute jadem pokolenie niszczy Śląsk. Prof. F. Marek dodał też:

Tutejsi separatyści nie znają historii Górnego Śląska, znają jedynie Katowice i familoki, a Śląsk jest trochę większy.

Wypowiedzią wprowadzającą, Leszka Jodlińskiego, dyr. Muzeum Śląskiego, był zaniepokojony nawet prof. Ryszard Kaczmarek, związany z Ruchem Autonomii Śląska. Musiał zareagować, by się nie skompromitować jako naukowiec. Usiłował prostować słowa Jodlińskiego, że on nie chce, by ta wystawa była „mitem założycielskim Śląska”. Stwierdził, że historia nie jest jednak nauką subiektywną i funkcjonuje kanon wiedzy faktograficznej. Powiedział, że scenariusz nie jest doskonały i spisał swoje uwagi.

Włodzimierz Kac, przewodniczący gminy żydowskiej odnosząc się do prezentowanych w założeniach wystawy noblistów, stwierdził, że 3 na 4 laureatów nagrody, to nie są Niemcy ale Żydzi. Podkreślił, że wśród gościnnych Ślązaków, Żydzi czuli się zawsze dobrze. Wspomniał też, że w Katowicach odbyła się pierwsza konferencja syjonistyczna, jeszcze przed spotkaniem w Szwajcarii.

W publicznej debacie padały stwierdzenia, że tworzona za publiczne pieniądze ekspozycja ma służyć celom publicznym a nie realizacji subiektywnej wizji osobistej. Przestrzegano też, by odkrywanie „małych ojczyzn” nie odbywało się ze szkodą dla „dużej Ojczyzny”. Mówiono zdecydowanie, że ta wystawa nie powinna hołdować pewnym mitom. Wicewojewoda Piotr Spyra pytał:

Jaka część naszego dziedzictwa ma być prezentowana? Co będzie kluczem do tych wyborów? Ta wystawa ma budować wspólnotę i tożsamość. Powinno m.in. budować podmiotowość woj. śląskiego i jego mieszkańców, a nie skupiać się na dezintegracji. To jest polskie muzeum na terytorium polskim.

http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/687539,debata-o-slasku-i-muzeum-slaskim-relacja-na-zywo,id,t.html

Bernard Gaida - z mniejszości niemieckiej, próbował relatywizować, powołując się nawet na idee postmodernizmu - powiedział :

Ból matki Polki i matki Niemki, która utraciła na wojnie synów, jest ten sam.

Wytknęłam mu to w swoim wystąpieniu pytając, a jak matka – Niemka głosowała w 1933 roku? (12.XI.1933r Hitler zdobył 92,2 proc. poparcia)!

Powstania Śląskie są przedstawiane jako wojna domowa, bratobójcze walki. Twórcy wystawy zapomnieli, ze przecież Powstańcy walczyli z Grenzschutzem i ochotnikami z Bawarii tworzącymi różnej maści „Freikorbsy”. Odpowiedź na pytanie o groby Niemców poległych w walce z powstańcami jest proste. Zostali pochowani w swoich miejscowościach w Niemczech.

Przedstawiciel kresowian Bogdan Kasprowicz pytał o obecność na wystawie związków Małopolski Wschodniej ze Śląskiem. Przypomniał, że Ślązacy budowali Lwów, a klasztor na Górze św. Anny założył Lwowiak. Jak się mają czuć Lwowiacy wygnani ze swych domów, którzy w bydlęcych wagonach przyjechali na Śląsk? Profesorowie ze Lwowa stworzyli Politechnikę Śląską.

Tadeusz Kijonka, naczelny redaktor miesięcznika „Śląsk” mówił między innymi o swoich zastrzeżeniach do ram czasowych wystawy. Początkiem ekspozycji jest koniec wieku 18., czyli od czasu, kiedy Śląsk był już we władaniu niemieckim (1742 r.). Red. Kijonka pytał dlaczego nie wspomniano wojen śląskich, dlaczego brak ekspozycji o historii Śląska Cieszyńskiego, wyliczał cały szereg zastrzeżeń. Upominał się o pamięć o słynnym marszu śmierci. Przypomniał też, że rozebranie nowego gmachu Muzeum Śląskiego w Katowicach przez Niemców jest jedynym takim przypadkiem w historii Europy. Powiedział wprost:

Decydującym punktem widzenia musi być Polska.

Warto przypomnieć historię Muzeum. Budowę rozpoczęto w 1936 r. a w sierpniu 1939 r., gmach był gotowy, prowadzono jedynie roboty wykończeniowe i przygotowywano się do otwarcia.

Budynek wzniesiony według projektu katowickiego architekta Karola Schayera był jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie. Posiadał windy osobowe i towarowe, ruchome schody, korzystne oświetlenie, świetliki w salach ekspozycji malarstwa, centralne ogrzewanie funkcjonujące za pomocą radiatorów umieszczonych w suficie i równomiernie ogrzewających pomieszczenia (system cristall), a także klimatyzację wytwarzającą ciśnienie wyższe od atmosferycznego, co zapobiegało przedostawaniu się pyłu przez okna i drzwi. W czasie II wojny światowej budynek, jako symbol polskości Katowic, został rozebrany. Zniszczeniu oraz grabieży uległa także znaczna część zbiorów.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_%C5%9Al%C4%85skie_w_Katowicach

Przedstawiciel Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Rodzina Policyjna" pytał dlaczego nie wspomniano w scenariuszu wystawy o śląskich policjantach, którzy zginęli na terytorium ZSRR. Byli przetrzymywani w obozie w Ostaszkowie. Tylko w Twerze w 1940 roku NKWD zamordowało 1231 śląskich funkcjonariuszy. Prawie 80 procent śląskich policjantów było wcześniej powstańcami śląskimi.

Przedstawiciel Organizacji Społeczno-wychowawczej „Strzelec” - Marcin Szmukier zwrócił uwagę na brak w ekspozycji historii śląskich drużyn strzeleckich. Wspomniano w wystąpieniach też o śląskim harcerstwie. Przedwojenna Śląska Chorągiew liczyła 15.283 harcerzy i 8.644 harcerki. Największa harcerska stanica była właśnie na Śląsku, pod Wisłą Wlk.

Maciej Odorkiewicz ze ŚZŻAK zaproponował stworzenie protokołu rozbieżności oraz społeczny nadzór nad projektem scenariusza organizacji mających ciągłość historyczną. Olbrzymie brawa dostał Tadeusz Galisz, za słowa, że jest dumny z tego, że jest Ślązakiem to znaczy, że jest Polakiem.

Piotr Semka z "Rzeczpospolitej" zwrócił uwagę na to, że scenariusz wystawy nie tłumaczy, kogo dziś określamy Ślązakiem. Czy chodzi o rdzennych mieszkańców Śląska czy mieszkańców woj. śląskiego. Powiedział wprost:

Kształt muzeum będzie zależeć od tego, czy dyr. Jedliński wygra konkurs na dyrektora i będzie nadal realizował swój plan, bo nie zauważyłem, by był gotowy na jakiekolwiek zmiany. Będzie to wizja historii, która zderzy się ze sprzeciwem dużej części mieszkańców woj. śląskiego.

Dr hab. Joanna Januszewska – Jurkiewicz z Instytutu Historii Uniwersytetu Śląskiego odniosła się do powoływania się autorów scenariusza na prace i wypowiedzi ks. Emila Szramka. Udowodniła wybiórcze i wyrwane z kontekstu traktowanie prac tego wybitnego działacza polskiego.

Warto wspomnieć, że ks. Emil Szramek w 1927 r. został wybrany prezesem Towarzystwa Przyjaciół Nauk na Śląsku. Był inicjatorem założenia Biblioteki Śląskiej oraz Przewodniczącym Rady Muzealnej Muzeum Śląskiego – tego zburzonego przez Niemców. Ks. Szramek został zamordowany przez Niemców w Dachau w styczniu 1942r. Na izbie chorych polewano go strumieniami lodowatej wody. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Emil_Szramek)

Czesław Sobierajski - radny sejmiku wojewódzkiego ostro skrytykował scenariusz ekspozycji. Pytał dlaczego brak jest okresu piastowskiego, dziedzictwa wiary i tradycji Ślązaków. Zwrócił uwagę na przewartościowanie ocen w stosunku do Powstań Śląskich. RAŚ-owcy twierdzą, że była to bratobójcza wojna domowa. Dyr. Muzeum - Jodliński w wywiadzie powiedział, że obecne Muzeum nie będzie kontynuacją przedwojennego, bo teraz jest inna racja stanu niż przed wojną. Sobierajski zapytał więc publicznie - kto tę nową rację stanu obecnie zdefiniował - Gorzelik, Jodliński...

W ustawie o samorządzie, Rozdz. II wyraźnie określa cele i zadania:

Pielęgnowanie polskości, oraz rozwój i kształtowanie świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej mieszkańców a także pielęgnowanie i rozwijanie tożsamości lokalnej.

Na zakończenie wypowiedzi Sobierajski zapytał:

A gdzie jest dyr. Jodliński, prof. Chojecka? Poszli sobie, a powinni słuchać, co mamy do powiedzenia.

Jerzy Gorzelik szef RAŚ i członek Zarządu Województwa w swoim wystąpieniu uważał, „że to nie odrodzenie narodowe, jak chce wojewoda Spyra, ani odrodzenie narodowe, o którym mówił prof. Marek, tylko industrializacja pchnęła Śląsk do przodu. Dlatego bronił narracji zaproponowanej przez dyrektora Muzeum Śląskiego”.

Historyk Roman Adler stwierdził, że wiele zrozumiał dzięki „kluczowemu dla wystąpienia dyrektora Jodlińskiego określeniu planowanej wystawy, jako "nowego mitu założycielskiego". Od 2008 r. zwracałem się do dyrektora Jodlińskiego o uwzględnienie na wystawie stałej nowego, planowanego Muzeum Śląskiego działu o tradycjach kultury pracy oraz instytucji i urzędów kontroli warunków pracy na Śląsku poczynając od średniowiecza, propozycja ta została odrzucona tak przez niego, jak i przez radę programową Muzeum.

Bo faktycznie - gdyby uwzględnić rozwój etosu pracy na Śląsku od średniowiecza, walki plebejskie, później pracownicze o godne warunki pracy, co wymuszało wprowadzanie już wtedy odpowiednich urzędów i przepisów - ów "nowy mit założycielski", który ma być głównym przekazem wystawy stałej - pozostałby wśród mitów. Bo okazałoby się, że to nie lud śląski uczył się kultury pracy - zwłaszcza po podboju Śląska przez Prusy - od kolonizatorów, ale odwrotnie, czego przykładem jest biogram Johanna Heinricha Heintzmanna, wnuka tego Heintzmanna z Gór Harzu, który na polecenie Fryderyka II króla Prus na podstawie "Ordunku gornego" ustanowionego w 1528 r. jeszcze przez ostatniego Piasta opolsko-raciborskiego Jana II Dobrego, przygotował "Revidierte Bergordnung...".

Otóż ten Heintzmann wnuk - w górnośląskich kopalniach zdobywał doświadczenia, które później, kiedy został dyrektorem górnictwa w Essen przeniósł i zastosował dla podniesienia westfalskiego górnictwa. Ten mit założycielski, którego interpretację próbował w swoim wystąpieniu wytonować, odkręcić prof. Kaczmarek przypominając, że mit taki jest potrzebny, gdy nie ma państwa, a teraz ono jest - musi się od tamtych wcześniejszych osiągnięć Śląska i Ślązaków odcinać. Jeśli się jednak odcina, to znaczy, że nie ma on nic wspólnego z całą historią Śląska, tylko z jej wybranym fragmentem.”

Warto więc zapytać dlaczego twórcy scenariusza zapomnieli o Walentym (Brusku) Roździeńskim. Urodził się ok. 1560 r. we wsi Rozdzień, koło Katowic − polski hutnik, właściciel kuźni i zarządca hut, był też poetą i pisarzem w epoce baroku. Pochodził z rodziny o wielopokoleniowych tradycjach hutniczych. Jego ojciec to Jakub Brusek z Brusieka k. Koszęcina. Walenty przejął nazwisko od miejscowości, w której odziedziczył kuźnię, była taka praktyka wśród hutników na Śląsku. Mieszkał też na dworze koszęcińskiego właściciela ziemskiego Andrzeja Kochcickiego i zarządzał jego hutami.

Sam Roździeński znany jest przede wszystkim jako autor wierszowanego poematu „Officina ferraria, albo huta i warsztat z kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego”, utworu opisującego stan ówczesnego górnictwa i hutnictwa. To pierwszy tego typu utwór w języku polskim – łączy praktyczne i rzeczowe informacje z zasadami poetyki i wersyfikacji. Autor opisuje w nim historię obróbki żelaza oraz życie i pracę śląskich górników, hutników i kowali, którą znał z własnego doświadczenia.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Walenty_Ro%C5%BAdzie%C5%84ski

Gorzelik tak odpowiada na zarzuty w swoim artykule „Muzeum kontra nacjonalizm”:

W opinii krytyków Muzeum wybór na główną cezurę w konstruowaniu narracji momentu zainstalowania pierwszej w naszej części Europy maszyny parowej pod Tarnowskimi Górami jest przejawem germanofilii, bowiem Górny Śląsk znajdował się wówczas w granicach Królestwa Prus.(…)Czy jednak nie można było wybrać wydarzenia bardziej odpowiedniego? Zastanówmy się, czy w historii Górnego Śląska wystąpił proces ważniejszy, którego skutki byłyby dziś silniej odczuwalne niż uprzemysłowienie. I czy można znaleźć wydarzenie, które mogłoby reprezentować jego początki w sposób równie spektakularny jak pojawienie się budzącej sensację pierwszej maszyny parowej. (…) Maszyna parowa pojawia się nie dlatego, że zainstalowano ją w dobie pruskiego panowania, ale dlatego, że symbolizuje początek ogromnych przemian cywilizacyjnych na Górnym Śląsku. Podziwiający ją Goethe w wytycznych występuje nie dlatego, że pisał po niemiecku, ale dlatego, że jako powszechnie rozpoznawalny twórca wpisuje dzieje regionu w europejską historię.

- http://gorzelik.eu/publikacje/176-muzeum-kontra-nacjonalizm

Bo nacjonalizm jest polski, a niemieccy antyfaszyści mają nam go z głowy wybić - np. 11 Listopada. Wolni od nacjonalizmu są RAŚ-owcy, machający niemieckimi transparentami i grożący śmiercią polskim patriotom na Śląsku.

Pozostaje pytanie dlaczego XVI-wieczny przemysł śląski nie jest dla noszących koszulki „Oberschlesien” ważny a jedynie ten z końca XVIII. Może historykowi sztuki się maszyna parowa tak spodobała, że stracił dla niej głowę?

W swojej wypowiedzi zaproponowałam, żeby zamiast Muzeum Śląskiego zrobili muzeum przemysłu. Zwróciłam też uwagę na chęć stawiania społeczeństwa Śląska przed faktami dokonanymi. Najpierw zbudujmy, a potem dyskutujmy apelowała prof. Chojecka! Budujcie własne wizje za swoje, a nie pieniądze podatników, czyli nasze - należy jej odpowiedzieć.

Chciałoby się na koniec zaapelować: nauczcie się normalnej historii, historia sztuki to ździebko za mało. Ale kręcić i mataczyć robiąc młodzieży wodę z mózgów to potraficie!

Pozostaje pytanie jak RAŚ posiadając 3 mandaty w sejmiku województwa śląskiego (PO - 22; PiS -11; SLD – 10; PSL- 2; RAŚ -3) może decydować o tak ważnych sprawach. Wygląda na to, że wbrew wyborcom na Śląsku rządzi RAŚ.

Jak można tolerować decyzje sprzeczne nie tylko z wolą Ślązaków, ale i polską racją stanu. Czy wszystkiemu winne nieuctwo, lenistwo i chore ambicje? Kto personalnie odpowiada za tę chorą koalicję i jej trwanie?

No cóż wierzymy w świętych obcowanie, więc będą mieli śląscy męczennicy baczenie i na nasze pokolenie, by nie zmarnowało tego o co oni walczyli.

PS.

I nagrodę pieniężną w wysokości 100 000 PLN oraz zaproszenie Uczestnika Konkursu do negocjacji w trybie zamówienia z wolnej ręki na wykonanie pełnej dokumentacji projektowej wystawy i pełnienie nadzoru autorskiego otrzymała praca autorstwa firmy AdVenture z Katowic, reprezentowanej przez Sławomira Mazana oraz Jaremę Szandara, która zdobyła 76,27 punktów.

- http://www.muzeumslaskie.pl/o-muzeum-nowe-muzeum-slaskie-konkurs-na-scenariusz-wystawy-poswieconej-historii-slaska-rozstrzygniety.php

Artykuł ukazał się na portalu SDP.PL - POLECAMY!