Nie udało się ostatecznie wykluczyć, że było to zamach i, że były tam materiały wybuchowe - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej". Po publikacji "Rz" - CZYTAJ TUTAJ - wybuchła burza, kiedy dziennikarze ujawnili, że polscy śledczy znaleźli we wraku tupolewa ślady materiałów wybuchowych.

wPolityce.pl: Jak, według pana można zrozumieć tłumaczenie prokuratora Szeląga, który na konferencji prasowej zwołanej, jak rozumiem, z powodu publikacji w "Rzeczpospolitej" stwierdził, że "nie mówi, że nie było w tupolewie materiałów wybuchowych, tylko, że ich tam nie stwierdzono"?

Tomasz Wróblewski: To oznacza nic innego, jak to, że nie można jednak wykluczyć obecności materiałów wybuchowych na pokładzie tupolewa. No, bo rozumiem, że wszystkie te substancje aktywne, o których mówił prokurator mogą wchodzić w skład materiałów wybuchowych. To wszystko zostawia w nas w dalszym ciągu jakąś niepewność. No i okazuje się, że pół roku musimy czekać na wyjaśnienie tego, to jednak trochę długo. Co jest dla nas niezrozumiałe, to, że prokurator Szeląg nie wspomniał o tym, że do Polski przywieziono tylko odczyty tych próbek wraku, natomiast same próbki w dalszym ciągu pozostają w Moskwie. Pojawia się pytanie, dlaczego kolejne próbki znów będą badane w Moskwie - pewnie dlatego tak długo to ma trwać - dlaczego, skoro te próbki były badane przez rosyjskich ekspertów, znów będą badane przez tych samych ekspertów. To są dla nas takie sprawy, które nie uspokajają tej sytuacji. Wiemy na pewno, że na pokładzie samolotu były materiały, które bardzo zaniepokoiły prokuratorów, dlatego podaliśmy, może nieco pochopnie, informację o tym, że był tam trotyl i nitrogliceryna. Prokuratura nie ma na to dowodów, ale też nie może tego wykluczyć. Te materiały, które znaleziono w tupolewie mogły wchodzić w skład trotylu. Ale niezależnie od takich twardych ustaleń prokuratury, pozostaje w tej sprawie sporo niepokoju.

Prokurator Szeląg używał bardzo skomplikowanych zdań do wyjaśniania tego, że nie zgadza się z waszą publikacją. Czego nie udało mu się, mimo zapewne chęci, wyjaśnić i na jakie pytania odpowiedzieć?

Podczas konferencji padło kilka pytań, na które nie udało się uzyskać odpowiedzi. Nie udało się wyjaśnić, po co polscy prokuratorzy jeszcze raz pojechali do Rosji, skoro były te badania obowiązujące. Ja bym poszedł dalej, skoro tamte badania prowadzili Rosjanie i one budziły jakieś wątpliwości, to dlaczego znów Rosjanie mają ten wrak badać? To są, rzeczywiście takie sprawy, których nie udało się wyjaśnić.

Prokuratura zarzuca "Rzeczpospolitej" podanie nieprawdy, jak się do tego ustosunkujecie?

Nieprawdą, jak rozumiem nazywają podanie informacji, że w tupolewie znaleziono trotyl i nitroglicerynę. I tego, rzeczywiście nie da się potwierdzić. Natomiast przesłaniem tego tekstu, według mnie bardzo wyważonego, było stwierdzenie, że znaleziono coś, co może wskazywać na materiały wybuchowe. Nie udało się ostatecznie wykluczyć, że było to zamach i, że były tam materiały wybuchowe.

Rozmawiał Marcin Wikło