Perspektywy polskiej energetyki jądrowej: czy elektrownia atomowa stoi czy leży, 55 tys. zł na miesiąc dla prezesa Grada się należy

fot. aleksandergrad.pl
fot. aleksandergrad.pl

Były minister skarbu, Aleksander Grad, otworzył przed opinią publiczną swój osobisty skarbczyk. Ujawnił, że zarabia miesięcznie 55 tys. zł (brutto) w dwóch państwowych spółkach powołanych w związku z planami wybudowania w Polsce elektrowni atomowej.

Szczerość owa byłaby godna podziwu – popieramy wszak jawność w tak newralgicznych dla kraju kwestiach jak zarobki prominentów i energetyka jądrowa – gdyby nie kilka wątpliwości.

Efekt płacowej spowiedzi prezesa jądrowych spółek osłabia to, iż dokonała się ona pod przymusem. Aleksander Grad jakoś nie wpadł na to, by ogłosić ile zarabia wtedy gdy obejmował intratne stanowiska. Od lipca, biorąc pod uwagę sprawy płacowe, siedział w PGE Energii Jądrowej i PGE EJ1 jak mysz pod miotłą.

Dlaczego teraz wyskoczył z norki? Czyżby dojrzała w nim świadomość, że opinii publicznej należy się informacja o zarobkach w spółkach skarbu państwa? Nic z tego. Były minister postanowił uchylić rąbka tajemnicy swego portfela, tylko po to, by zaprzeczyć jakoby zarabiał 110 tys. zł miesięcznie. Widać uznał, iż taka pensja kole w oczy, a 55 tys. zł za miesiąc to normalka.

Swoją drogą ciekawe czy prostowałby informację o swoich zarobkach, gdyby opiewała ona na kwotę, powiedzmy, 1800 zł. Jakoś nie sądzę, by wtedy oznajmił w wywiadzie:

Nie jest prawdą jakobym zarabiał 1800 zł miesięcznie. Moje łączne miesięczne wynagrodzenie wynosi trzydzieści razy więcej.

Pojawia się też inna wątpliwość. Cóż nam po wyznaniu eksministra, że zarabia 55 tys. zł, a nie 110 tys. zł, skoro tak czy siak wydane na jego pensję pieniądze – daj Panie Boże każdemu takie pobory – pożytku dla ogółu w końcowym efekcie nie przyniosą.

Kilka dni temu z ust nie byle kogo, bo prezesa PGE Krzysztofa Kiliana – bliskiego znajomego Donalda Tuska i jego zaufanego doradcy – dowiedzieliśmy się, że nie ma w Polsce szans na jednoczesne wydobywanie gazu łupkowego i inwestowanie w energetykę jądrową. Priorytetem jest gaz, więc o elektrowni atomowej możemy sobie co najwyżej pomarzyć.

Wprawdzie premier uparcie trzyma się wersji priorytetów dwóch, ale nawet obecny szef resortu skarbu Mikołaj Budzanowski, nie ukrywa, że perspektywy finansowania energetyki jądrowej nie rysują się zbyt optymistycznie.

Rzecz jasna poza zasilaniem portfela szefa jądrowych spółek. Bo jaka by w polityce energetycznej nie zaszła reakcja, płaca prezesa i tak pozostanie atomowa.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych