GINTROWSKI.  POST MORTEM

Czymże nam Pieśniarz? Poruszycielem dusz, dającym zmysłom cień harmonii wszechświata. Budzicielem myśli i sumień. To chyba najszlachetniejsze wyzwania, jakie mógłby przed sobą postawić, a w drodze ku nim winien zawierać sojusze, które go nie sprowadzą na manowce, lecz uskrzydlą, dadzą moc żywotowi zaledwie pojedynczemu i aż jedynemu. W takiej chwili, jak ta po odejściu Przemysława Gintrowskiego, przychodzi przed me oczy obraz ślepego Homera, wędrującego pomiędzy pałacami władców wojowników. Oto wkracza do kolejnego megaronu, bardziej jak domokrążca, niż Król Duch (bo służba jeszcze nie wie, czy pan życzy sobie takiego gościa). Jednak po jakimś czasie, obmyty z kurzu i posilony, zacznie śpiewać i dziki świat achajskich zabijaków przemieni w uniwersum herosów i bogów. Podniesie „włókna duszy i chrząstki sumienia”, by choć na chwilę zajęły miejsce sobie należne. Może to i zwycięstwo Pieśniarza na jedno okamgnienie, a jednak trwałe, bo tylko dotknięcie szlachetności ślad pozostawi. Pewnie to myśl szalona, ale trzeba dawać jej wiarę i świadectwo, by demony nihilizmu i utylitaryzmu nie zredukowały naszej natury do prostych odruchów na niewyszukane bodźce.

Umarł Pieśniarz! Mrok wkracza w dusze wiernych mu słuchaczy. W swym pokoleniu mieliśmy bardzo liczny zastęp muzyków, szansonistów, literatów i tekściarzy, ale zaledwie paru pieśniarzy i poetów. Wszyscy oni odchodzili tak, że pozostawaliśmy w naturalnym poczuciu niespełnienia, jakbyśmy puchar dopiero do ust podnieśli i wargi zaledwie zwilżyli, ale i z wystawionym na szwank poczuciem sprawiedliwości. Niby osiągnęli wiele, przeżyli życie bujne i chmurne, a ich imiona bywały lub były przez długie lata bardzo głośne. Jednak mimo wszystkich laurów i nadawanych im pompatycznych tytułów, nie otrzymali tego, na co zasłużyli.

Jak „chłosta śmiechu”, brzmi gazetowy tytuł po śmierci Gintrowskiego: „koniec gniewnej pieśni”. Powiadacie, że to nie wszystko, co o nim napisano – zapewne. Ale w takich chwilach liczy się hasło, wypisane na żałobnym kirze, rzucane jak wici w przyszłość. Zaiste niedoczekanie, by takie właśnie miało się spełnić! Żegnany tymi słowy Pieśniarz całym sobą służył budzeniu uśpionych zgodą na „jedynie słuszny” porządek świata, a sztuka niebędąca wyzwaniem, nie jest godna swego miana.

Twój chropawy głos będzie dalej szedł z nami, choć tu, Przemysławie, Przemku, będziemy bardziej samotni.

Rafał Żebrowski