I znowu ponura, śmiertelna tajemnica wokół Smoleńska. Według informacji do których dotarł "Nasz Dziennik", nie żyje Remigiusz Muś, technik pokładowy z samolotu Jak-40. Jego wiedza była ważnym elementem opisu działań Rosjan, owego - świadomego lub nie - naprowadzania na śmierć. Zachęcania do zejścia niżej (co relacjonował śp. chorąży Muś) oraz fałszywego zapewnienia przez wieżę kontroli lotów iż tupolew jest "na kursie i na ścieżce".

W normalnej sytuacji śmierć tak ważnego świadka powinna oznaczać solidne dochodzenie. Ale tu oczywiście nie możemy na to liczyć. Jest pewne iż każde słowo zdziwienia, każde pytanie zostanie wyszydzone jako "żerowanie na śmierci".

Jednak nie mamy wyjścia, niezależnie od ataków także w tej sprawie musimy mówić prawdę, musimy alarmowa, że ta śmierć oznacza kolejny sygnał iż to co wiemy o tragedii smoleńskiej, o przyczynie śmierci narodowej elity w błocie, to tylko jakieś odblaski, refleksy. Że doszło tam do rzeczy niewyobrażalnej, na którą jest coraz więcej dowodów, o czym coraz więcej osób chce mówić. I że następuje kontrakcja na różnych polach. To może, choć oczywiście nie musi, być jedna z tych sytuacji.

Niestety, w poszukiwaniu prawdy obywatele, media i parlamentarzyści nie mogą liczyć na państwo polskie pod rządami PO. Nie prowadzi ono rzetelnego dochodzenia, przypięczętowało tylko rosyjskie kłamstwa i manipulacje jak to celnie nazwał Janusz Wojciechowski i nawet pogrzeby zorganizowało tak, że woła to o pomstę do nieba. Jedyne co jej wyszło to przejęcie pełni władzy, wszelkich stanowisk i instytucji po 10/04/2010. Inna rzecz co z tym zrobili.

Ale wina władzy polega jeszcze na czymś innym. Wszyscy zajmujący się bowiem uczciwie sprawą smoleńską mają poczucie, że kiedy państwo polskie odwróciło się od nas plecami, to państwo rosyjskie i jego służby obserwuje działania niezależne z ogromną uwagą. I wykorzystuje wszystkie możliwe środki wpływu na polską opinię publiczną. Oto np. dziennikarz uczący się rosyjskiego w ambasadzie rosyjskiej dostaje materiały, pisze książkę propagującą wersję moskiewską, potem pełni otwarcie rolę agenta wpływu... I nic. Polskiego kontrwywiadu to nie interesuje. Takich przykładów jest wiele.

Rosyjskie służby zaś obserwują i kiedy trzeba interweniują. Działają właściwie na otwartym polu. Nikt nie ochrania świadków, nikt nie zbiera odpowiednio wcześniej ich relacji, nie buduje poczucia bezpieczeństwa. Ale jak ma być inaczej kiedy dla prezydenta Komorowskiego od dawna sprawa jest "arcyboleśnie prosta". To był sygnał, który znaczył - nie nasza to sprawa. I struktury zajmujące się bezpieczeństwem narodowym zrozumiały. Posłuchały. Nie ich to sprawa.

Inna rzecz, że po tych 30 miesiącach od tragedii smoleńskiej rzecz faktycznie coraz bardziej wygląda na arcyboleśnie prostą, choć w odwrotnym znaczeniu. I dziś jedyne do czego zdolna jest władza i jej medialni słudzy to odwracanie głowy od kolejnych faktów potwierdzających tragiczną prawdę.