Pamięci prof. Wojciecha Dąbrowskiego. Byłby niekwestionowanym liderem i rzecznikiem protestu głodowego w Warszawie

fot.sxc.hu
fot.sxc.hu

Był prawdziwym przywódcą, któremu przyszło zmierzyć się z bezduszną gdańską sitwą. Podjął walkę i protest głodowy, gdy jego ciężko chorą żonę eksmitowano na bruk z komunalnego mieszkania.

Wkrótce przed siedzibą prezydenta Gdańska wyrosło miasteczko namiotowe okupowane przez emerytów pozbawianych mieszkań. Dąbrowski tłumaczył, że kamieniczki na gdańskiej starówce zamieszkałe są w większości przez ludzi w podeszłym wieku, którym nie dość, że nie wystarcza na leki, to znaczne podwyżki czynszu wpędziły w nierówny konflikt z magistratem. Profesor bez ogródek wskazywał, że mieszkania emerytów na gdańskiej starówce są łakomym kąskiem dla bezdusznych miejskich urzędników. Chciał ustąpienia z urzędu prezydenta Adamowicza. Jego strajk głodowy pod gdańskim magistratem odbił się szerokim echem na całym świecie. Relacjonowała go szeroko telewizja CNN i Al. Jazeera. W Polsce odwrotnie, poza Naszym Dziennikiem, TV Trwam, Radio Wnet, Gazetą Polską czy wPolityce.pl media mainstreamu protest Dąbrowskiego zgodnie naznaczyły omertą milczenia.

Rozmawiałem z prof. Dąbrowskim dwukrotnie na krótko przed jego śmiercią. Zadzwoniłem do niego przed dziesięciu dniami z informacją, że grupa zdesperowanych obywateli poszkodowanych przez instytucje państwa z całej Polski – sądy, prokuratury, urzędy skarbowe, lokalnych urzędników zamierza podjąć protest głodowy w Warszawie. Prosiłem o doradę. Profesor przestrzegł, że pojedynczy protestujący nie powinien głodować dłużej niż dwa tygodnie. Opowiedział, że ponad 40 dni jego protestu spowodowało ujawnienie się cukrzycy, o której przed głodówką nie wiedział. Stracił ponad 50 kilo wagi. Mówił, że teraz nie ma pieniędzy na drogie leki i z mrożącym spokojem przyznał, że nie wie czy zdoła powrócić do zdrowia. Rozmawialiśmy bardzo długo. Profesor zadzwonił następnego dnia pełen nowej energii. Relacjonował, że rozmawiał z przedstawicielami gdańskiej Solidarności i zapewnił o ich poparciu dla protestu w Warszawie. Radził kontakt z Regionem Mazowsze. Wskazywał, że warto szukać poparcia w załodze Huty Warszawa (obecnie Luccini). Mówił, że szczególnie ważne jest by strajkującym zapewnić opiekę lekarską. Co więcej, Profesor chciał przyjechać do stolicy na czas strajku, by go wesprzeć moralnie, zaczął już na ten czas szukać lokum w Warszawie.

Profesor Wojciech Dąbrowski byłby niekwestionowanym liderem i rzecznikiem protestu głodowego w Warszawie. Mimo własnych doświadczeń nie miał wątpliwości co do słuszności protestów głodowych. Dobrze rozumiał, że ta ostateczna forma, czasem bywa jedyną, kiedy wszystkie inne metody zawodzą. Cześć jego pamięci!

5 listopada grupa osób z całej Polski poszkodowanych przez organa Państwa podejmie protest głodowy w stolicy. Jednym z głównych postulatów będzie godne uczczenie pamięci Profesora Wojciecha Dąbrowskiego, bohatera naszych czasów.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0