Media elektroniczne w dobie kryzysu. "Funkcje dziennikarzy w komunikacji społecznej coraz częściej przejmują blogerzy"

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

W Tallinie zakończyło się we wtorek, 23.10.2012r. Międzynarodowe Seminarium „Dialog społeczny w sektorze audiowizualnym w dobie kryzysu”. Wzięli w nim udział przedstawiciele wielu organizacji i stowarzyszeń twórczych. Przyjechali między innymi Francuzi, Belgowie, Anglicy, Szwedzi, Finowie, Czesi, Litwini, Łotysze, no i my, Polacy. W obradach uczestniczyli też przedstawiciele Komisji z Unii Europejskiej.

Rozmawiano o strukturach zatrudnienia. Wszyscy byli zgodni, co do tego, że w mediach i instytucjach kultury nastąpił powrót do dzikiego kapitalizmu. Większość pracowników, nie jest zatrudniana na etatach, więc nie mają żadnych osłon socjalnych. Zdaniem dyskutantów, przyczynia się to do dużej fluktuacji kadr i spadku profesjonalizmu. Debatowano też o roli związków zawodowych i stowarzyszeń twórczych w obronie pracowników. Zastanawiano się jak to robić skutecznie w obliczu kryzysu. W krajach tzw. starej Unii Europejskiej, twórcy mają również problemy z ochroną swoich praw autorskich. Wymuszane są umowy, zgodnie z którymi po jednokrotnym wyemitowaniu dzieła, wszystkie prawa autorskie przejmuje nadawca. Z dyskusji wynikało wprost, że kraje, które do UE wstąpiły później, wyrywając się z bloku sowieckiego, zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego imperium, skopiowały najgorsze wzorce. Wszelkie „samozatrudnienia” i umowy śmieciowe  to z kolei polski wymysł by móc pochwalić się „freelancerami”.  Polscy „wolni strzelcy”, by móc wykonywać zawód muszą szukać też stałej pracy na półetatach, nie koniecznie zgodnie z wykształceniem i zainteresowaniem. Praca w kilku miejscach nie wpływa na jakość twórczości.

Rozmawiano bardzo szeroko o problemach zarówno pracowników, jak i pracodawców w dobie kryzysu. Debaty toczyły się w dwóch podzespołach.

W imieniu polskiej delegacji głos zabierali przedstawiciele stowarzyszeń twórczych: muzyków, aktorów, dziennikarzy oraz Związku Pracodawców Mediów Publicznych.

W swoim wystąpieniu poruszyłam sprawę § 212 k.k. i włóczeniu dziennikarzy oraz wydawców po sądach. Często zdarza się, że redakcje, nie chcąc mieć problemów, rozwiązują z niepokornym, niewygodnym dziennikarzem umowy. Zostaje wtedy sam ze swoim problemem. Powoduje to praktycznie zanik dziennikarstwa śledczego w Polsce. Wspomniałam o decyzji Zarządu Głównego SDP, powołania Fundacji Solidarności Dziennikarskiej. Nie zapomniałam również o problemie publicznych mediów regionalnych i prawie 12 letniej walce o ich istnienie. Kondycja niezależnych spółek radiowych jest mimo wszystko lepsza od sytuacji oddziałów TVP, drenowanych przez warszawską centralę i pozbawionych właściwie własnego czasu antenowego. W dobie kryzysu należałoby w instytucjach kultury i mediach zwalniać biurokratów a chronić pracowników twórczych.

Nie tylko ja mówiłam o spadku wpływów z abonamentu. Z dyskusji wynikało wyraźnie, iż w Polsce obniżenie jakości programu powoduje niechęć płacenia przez obywateli daniny na rzecz mediów publicznych. Zdaniem wielu, przestały one pełnić swą misję. W ożywionej dyskusji wspomniano nawet o apelu Premiera Tuska o niepłacenie abonamentu. Mówiliśmy również o tym, jak trudny jest dialog społeczny w sprawach pracowniczych w Polsce. Jako przykład podałam 2 mln podpisów w petycji przeciwko ustawie o przedłużeniu wieku emerytalnego. W swoim wystąpieniu wspomniałam o domykaniu się rynku medialnego w Polsce. Odmówiono przyznania miejsca na multipleksie dla telewizji „Trwam”.  Nie pomogło zebranie ok. 2.5 mln podpisów. Zlekceważono też marsze protestacyjne organizowane w niemal w każdym mieście powiatowym. W Warszawie w obronie wolności słowa przemaszerowało kilkaset tysięcy obywateli. Mówiłam również o tym, że wielu dziennikarzy w obawie o utratę pracę, nawet na umowę o dzieło, nie tylko schlebia wydawcom, ale przeprowadza autocenzurę. Funkcje dziennikarzy w komunikacji społecznej coraz częściej przejmują blogerzy. Rozwija się dziennikarstwo obywatelskie. Powstają nowe portale, stowarzyszenia prowadzą nawet rozgłośnie radiowe i mini TV. Działają też media spółdzielcze, jak np. Radiownet.pl. Wspomniałam, że od dawna funkcjonuje w Polsce Kongres Mediów Niezależnych i Obywatelska Rada Etyki Mediów.

W kuluarach rozmawialiśmy o tym, że media głównego nurtu w Polsce chronią władzę, a krytykują opozycję. Sprawia to wrażenie, że to opozycyjna partia jest winna wszelkiemu złu w kraju. Wśród delegatów z krajów postkomunistycznych była świadomość tego zjawiska. Padło nawet żartobliwe pytanie:

dlaczego wy Polacy tak wojujecie z Rosją, jak u Was standardy w mediach już w zasadzie te same?!

Z wielu rozmów z przedstawicielami Komisji Europejskiej wynikało wprost, że wiele reform przeprowadzonych w Polsce jest dziełem rodzimych nadgorliwców. Unia Europejska nie narzuca żadnych standardowych rozwiązań w dziedzinach takich jak kultura i edukacja. Każde państwo ma obowiązek chronić tradycję i swoje dziedzictwo kultury.

Dużym dla mnie zaskoczeniem, było multimedialne wprowadzenie do obrad. Okazało się, że Polska była przedstawiona jako część Europy Wschodniej wchodzącej do niedawna w skład Związku Sowieckiego na równi z Litwa, Łotwą i Estonią. Czechów przedstawiono inaczej. Koledzy z naszej – polskiej grupy powiedzieli mi, że to nie pierwszy raz się zdarzyło. Spotykali się z takim zjawiskiem już wcześniej. Wynika to z poziomu edukacji w krajach Zachodu. Niestety. Można mieć również pretensje do naszych europosłów za zaniedbania w promocji Polski i jej historii.

Na zakończenie obrad plenarnych przyjęto tekst rezolucji.

Przy okazji pobytu w Tallinie, jeszcze przed Konferencją, spotkałam się z dziennikarzami estońskimi i członkiem Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Estonii.

Po zakończeniu obrad, z moimi estońskimi przyjaciółmi byłam na uroczystościach jubileuszu stulecia urodzin Raoula Wallenberga, byłego sekretarza ambasady Szwecji w Budapeszcie. Podczas II wojny światowej uratował on ok. 10 tys. Żydów, wystawiając im szwedzkie paszporty. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na Węgry, został aresztowany przez NKWD w styczniu 1945r. Sowieci chcieli go wymienić na Estończyków, którzy przed zbliżającym się frontem uciekli na łodziach do Szwecji. Wydaje się to jednak kolejną sowiecką prowokacją. Wallenberg, znał szczegóły zbrodni katyńskiej. Miał wgląd w zebrany przez prezesa Węgierskiej Izby Lekarskiej - prof. Ferenca Orsósa, materiał dowodowy. Orsós uczestniczył w pracach Międzynarodowej Komisji Lekarskiej w Katyniu i osobiście prowadził sekcje zwłok. Do Budapesztu trafiła obszerna dokumentacja zbrodni i nawet czaszka jednego z oficerów. Sowieci po wkroczeniu do Budapesztu, zarekwirowali wszystkie dokumenty i materiały związane z Katyniem. Za Orsósem wysłano nie tylko listy gończe, ale również specjalne komando morderców NKWD. Orsós uciekł do Zachodniej Europy. Nawet tam musiał się ukrywać. Sowieci zdecydowali się wyeliminować wszystkich, którzy się z nim stykali i mogli znać rezultaty jego badań. Dlatego też, gdyby nawet Szwedzi wydali Estończyków i tak Wallenberg by zginął. Do Szwecji dopłynąłby trup Wallenberga, lub samolot uległby katastrofie. Wiadomo jedynie, że do 1947r. przebywał między innymi na Łubiance. Wielu łagierników twierdziło, że spotkało go w różnych obozach, jeszcze w latach 60-tych.

Uroczystości poświęcone pamięci Raoula Wallenberga, odbyły się w Muzeum Okupacji w Tallinie przy współudziale Ambasadora Szwecji. Podczas multimedialnej prezentacji wspomniano o rtm. Witoldzie Pileckim i  o. Maksymilianie Kolbe  - polskich bohaterach.

P.S.

Pełny zapis mojego wystąpienia i szczegółowa relacja pojawi się na moim blogu za kilka dni.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...