80. urodziny Vytautasa Landsbergisa. Przypominamy jego wywiad dla wPolityce.pl: "Lech Kaczyński był przeszkodą dla planów współpracy z Rosją za wszelką cenę..."

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Legendarna postać odrodzenia litewskiej niepodległości, przewodniczący Sejmu Restytucyjnego w latach 1990-1992, patriarcha partii konserwatywnej, obecnie litewski eurodeputowany, profesor muzykologii Vytautas Landsbergis obchodzi jubileusz 80-lecia - przypomina polski dziennik na Litwie "Kurier Wileński":


Jest jedną z postaci najbardziej zasłużonych dla odrodzenia litewskiej państwowości. W ojczyźnie jest osobą ocenianą bardzo kontrowersyjnie — przez jednych jest wynoszony na ołtarze niepodległości, inni zaś obarczają go winą za zrujnowanie postsowieckiego przemysłu i rolnictwa zaraz po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Jest wielkim autorytetem dla wielu Polaków w Polsce i jednym z najbardziej nielubianych przez litewskich Polaków politykiem. Mówi w kilku językach, w tym bardzo dobrze po polsku.

Jubileuszowe uroczystości rozpoczął w Brukseli od literacko-filmowo-muzycznego wieczoru zorganizowanego w biurze litewskiego przedstawicielstwa w Unii Europejskiej. Na spotkanie z profesorem przyszło około 150 osób, w tym politycy, dyplomaci i litewscy przyjaciele profesora. Wśród pozdrawiających jubilata był sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen.

Jedno warto podkreślić - po sprawie tragedii smoleńskiej zapisał piękną kartę odpowiedzialności i mądrości, od początku mówił o pozornym śledztwie, wzywał polskie władze do zdecydowanych działań. Jubilatowi życzymy zdrowia i wielu jeszcze lat pracy oraz przypominamy wywiad jakiego udzielił portalowi wPolityce.pl w styczniu 2011 roku. Zaskakuje aktualność tych słów i trafność  analizy, w tym dalekosiężnie widzenie skutków geopolitycznych i znajomość sowieckiej mentalności, choćby w sprawie zakazu otwierania trumien.

***

wPolityce.pl, Gazeta Polska: Pan patrzy na te wydarzenia po Smoleńsku inaczej niż my w Polsce, na dodatek z dwóch ciekawych perspektyw: litewskiej i europejskiej. Czy Pana zdaniem, Polska w ostatnich latach zmieniła postawę wobec Rosji?

Vytautas Landsbergis, prezydent Litwy w latach 1990-1992, obecnie poseł do parlamentu Europejskiego: Jest to widoczne. Co więcej, w przeprowadzeniu tej zmiany Lech Kaczyński był dużą przeszkodą, hamował ją i gdyby żył, robiłby to nadal. To widać dosyć jasno nie tylko z mojej perspektywy, w konsekwencji budzi to rozmaite domysły i spekulacje.

Niestety, znalazły one potwierdzenie w pewnych komentarzach prasy zachodniej i nie tylko, gdy mówiono: to wielka tragedia, ale teraz będzie łatwiej o współpracę z Rosją. Tak... Lech Kaczyński był dla tych planów przeszkodą.

 

To prowadzi nas jednak do kwestii, czy po 10 kwietnia należało tak od razu odrzucić pytanie, czy może katastrofa nie było działaniem celowym?

Nikt takiego pytania nie postawi. Przede wszystkim dlatego, że nikt nie będzie chciał narażać dobrych stosunków z Rosją. Co więcej, gdyby to się okazało prawdą, pojawia się następne straszne pytanie – co robić? – Nie ma odpowiedzi. Zerwać stosunki? Wszyscy się boją, nikt więc tego pytania nie zada.

 

Jak tę tragedię przyjęto na Litwie, gdzie oddech rosyjskiego niedźwiedzia czuć jeszcze mocniej niż w Polsce?

Litwa odczuła to bardzo, bardzo boleśnie. Lecha Kaczyńskiego przyjmowano i traktowano tu jak przyjaciela. Przyjaciela mądrzejszego i lepiej nastawionego do niepodległej Litwy niż niektórzy inni przedstawiciele władz polskich. Było od dawna czuć, od pewnego czasu, że coś się w nastawieniu do nas zmienia na gorsze. Straciliśmy najważniejszego w Polsce przyjaciela.

 

Powiedział Pan, że śp. Lech Kaczyński się temu przeciwstawiał. Jak by Pan dzisiaj, z perspektywy czasu, zdefiniował politykę byłego polskiego prezydenta? Jego cele?

Popieraliśmy jego cele. Byliśmy z nim, kiedy żądał zachowania praw i interesów Polski w Europie, kiedy domagał się od Rosji równego traktowania naszych krajów. Nie był za to lubiany w Niemczech, krytykowano go w tamtejszej prasie. Ale przede wszystkim był bardzo, niezwykle nielubiany za to w Moskwie.
Niech państwo pomyślą, że przylatuje prezydent sąsiedniego kraju i nikt na niego nie czeka. Ani prezydent, ani premier, tylko żniwiarz... „Prosimy gościa"... I koniec. Taki obrazek mam w głowie. Niemiły, nieprzyjemny obrazek. Ale jak od niego uciec? Przecież to nie wojewoda przylatywał do Smoleńska, lecz prezydent i cała elita kraju. A nikt nie czekał...

To wszak było demonstracyjnie negatywne przyjęcie przez Rosję i poniżające traktowanie wizyty. Gdyby nie zginął, to miał czuć, że nie jest mile widziany. Miał być obrażony, i chcieli tego.

 

Ten, którego oni zaprosili, złożył wizytę wcześniej.

Planowali, jak rozdzielić polskiego prezydenta i premiera. Niestety, rząd poddał się temu.

 

W Polsce często słychać głosy, że nie było innego wyjścia – trzeba było oddać badanie katastrofy smoleńskiej w ręce Rosjan. Zgadza się Pan z takim stanowiskiem?

Polski rząd mógł dążyć do dwóch celów: wewnętrznej konsolidacji społeczeństwa polskiego i jak największego wglądu w śledztwo. Najpierw u siebie rozważyć wszystkie opcje, choćby w trybie przyspieszonym, a nie siadać wprost z Putinem, i potem informować o tym Polaków. Należało przebadać różne możliwości prawne, sprawdzić opcje. Nawet jeżeli padła propozycja od Putina i Morozowa, warto było ją przemyśleć. A nie od razu „OK, przyjmujemy". To był błąd. Powstaje pytanie: dlaczego tak postąpiono? By kontynuować ocieplenie i zgodę z Rosją? Czuć w tym pewną ugodowość.

 

Gdzie konkretnie?

Chociażby w rozumowaniu, że gdyby Polska nie przyjęła rosyjskiej metody śledztwa, Putin i Miedwiediew poczuliby się urażeni. Co to ma do rzeczy? To za poważna sprawa, by operować kategorią „urażenia".

 

I chcę podkreślić – to nie mecz, nie chodziło o to, by coś wygrać ale o to, by od razu nie przegrywać. By być na równych prawach.

Jak dokładnie powinno to wyglądać?

 

Można było powiedzieć po prostu, że propozycję rosyjską rozważymy, a na razie wysyłamy polskich ekspertów, niech pracują jak normalni prokuratorzy, zbierają dowody, materiały, zeznania.

Nawet już po zwróceniu ciał ofiar tragedii można było sporo zrobić, zebrać własne dowody. Ale chyba nie skorzystano z szansy – bo zakazywano otwierać trumny. Zakazali Rosjanie, Polacy się podporządkowali. Co to w ogóle za podejście? Pamiętam jak naszych chłopców, Litwinów, oddawali z Afganistanu albo Dalekiego Wschodu w trumnach metalowych z takim dokładnie poleceniem, żeby nie otwierać. Tłumaczono, że umarł na zawał serca czy jakąś inną chorobę, ewentualnie, że się powiesił. A kiedy ojciec w nocy otworzył trumnę, widział ciało syna okaleczone torturami.

 

Nie wiadomo przez kogo?

Naturalnie przez kolegów z armii sowieckiej. Taki był system: macie trumnę z nazwiskiem, ale nie pytajcie, co w niej jest. Chowajcie i zapomnijcie. Dlaczego Polska zgodziła się na nieotwieranie trumien? Nie rozumiem, nie mogę pojąć.

 

Co jest celem Rosji w naszym regionie?

Przywrócenie kontroli nad regionem to krok pierwszy. Ale nie tylko. Rosja zawsze dąży do władzy nad Europą, nad światem.

 

Kończy się dobry czas dla Europy Środkowo-Wschodniej?

Nadszedł czas na pewno krytyczny. Potrzebujemy stanowczych ludzi, jednolitej polityki, solidarności. Ale Rosja ma sposoby rozbijania tej jedności poprzez interesy z poszczególnymi krajami Unii Europejskiej.

 

(wywiad udzielony portalowi wPolityce.pl, portalowi Niezalezna.pl i tygodnikowi "Gazeta Polska").

gim


VYTAUTAS LANDSBERGIS

Vytautas Landsbergis urodził się 18 października 1932 roku w Kownie. Od 1952 do 1990 pracował jako nauczyciel. W tym samym okresie — od 1978 do 1990 — był profesorem historii muzyki w Litewskiej Akademii Muzyki. Od 1988 był zaangażowany w działalność niepodległościowego ruchu Sąjūdis. Był jednym z założycieli tej organizacji. Do 1990 stał na czele Rady Sąjūdisu, a od 1991 jest honorowym przewodniczącym ruchu.
W marcu 1989 uzyskał mandat w wyborach Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRR, a w lutym 1990 został członkiem Rady Najwyższej Litewskiej SRR (Rady Restytucujnej). 11 marca 1990 został wybrany jej przewodniczącym, jednocześnie pełnił funkcje głowy państwa. Landsbergis przewodniczył Radzie w dniu historycznej sesji parlamentu, na której uchwalono Akt Odrodzenia Niepodległości i proklamowano powstanie niepodległej Republiki Litewskiej.

Po przegranych wyborach w 1992 r., został liderem sejmowej opozycji. W 1993 współtworzył nowe ugrupowanie polityczne — Związek Ojczyzny (Litewscy Konserwatyści), dziś Związek Ojczyzny — Chrześcijańscy Demokraci Litwy. Landsbergis jest honorowym prezesem tej partii.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...