Gdybyśmy żyli w normalnym państwie, taka konferencja odbyłaby się dwa lata temu, a dziś być może zakończone byłyby kluczowe ekspertyzy naukowe dotyczące najważniejszych aspektów katastrofy 10/04.

W przygnębiających posmoleńskich realiach musimy cieszyć się, że właśnie zaczyna się poważne podejście do zbadania narodowej tragedii.

Konferencja smoleńska pokazała, że jest coraz więcej naukowców, którzy chcą poświęcić swój czas, nierzadko również pieniądze oraz służyć wiedzą i doświadczeniem, by szukać prawdy.

Wyręczają władze, które wyjaśnienie katastrofy oddały Rosji, same abdykując, pozbywając się jakiejkolwiek odpowiedzialności. Ryzykują problemy na uczelniach i ostracyzm w środowisku. Organizatorzy przez wiele miesięcy poszukiwali wsparcia na kilkudziesięciu uczelniach i w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Pomoc nie nadeszła z żadnej instytucji. Dlatego spotkanie zamiast w akademickiej auli, odbyło się w wynajętej sali biurowca.

Sto kilkadziesiąt osób wysłuchało osiemnastu referatów. Obok znanych już badań, przedstawionych w nieco zaktualizowanej wersji przez Wiesława Biniendę, Kazimierza Nowaczyka, Grzegorza Szuladzińskiego czy Wacława Berczyńskiego, pojawiło się kilkanaście innych osób, dotychczas nieznanych szerszej publiczności.

Łączyło ich jedno – niezgoda na oficjalne wersje zdarzeń z 10/04, a zwłaszcza kwestionowanie zderzenia z brzozą, trajektorii ostatnich sekund lotu TU-154M, a nade wszystko uderzenia sprawnego samolotu w smoleńską ziemię.

Przedstawili własne badania, które – czego się usilnie domagają – powinny zostać poszerzone i przeprowadzone w oparciu o bezpośredni materiał dowodowy, czyli elementy wraku tupolewa, analizy chemiczne większych próbek przedmiotów z miejsca katastrofy, wszystkie możliwe do uzyskania (m.in. w USA) odczyty urządzeń pokładowych oraz zdjęcia satelitarne z 10 kwietnia.

Tego wszystkiego wciąż nie mamy albo nie jest ujawniane. Dlatego naukowcy stawiają hipotezy, zastrzegając, że ich zweryfikowanie jest pieśnią przyszłości.

Są gotowi służyć sprawie. Wołają: umożliwcie nam to!

Większość mediów konferencję przemilczała. To absurd, bo od tych badań nie da się uciec. Tak jak nie da się bronić głównych tez zawartych w raportach MAK i Millera.

Opowieści o samolocie sprawnym do zderzenia z ziemią dla osób interesujących się Smoleńskiem są dziś już tylko bajeczkami dla naiwnych. Trzeba pominąć wiele faktów i liczb, by ślepo wierzyć, że do tragedii doprowadziło zderzenie z brzozą. I trzeba być wyjątkowo indolentnym prokuratorem, by wciąż ignorować teorie o wybuchach na pokładzie. Ich charakteru nikt nie przesądza. Jeden z referatów dotyczył hipotezy wybuchów w zbiornikach paliwa na skutek zwarcia bądź elektryczności statycznej. To też trzeba sprawdzić.

Prof. Jan Jaworski przedstawił niezbędne do wykonania badania chemiczne, o których ani prokuratura ani komisja Milera dotychczas nawet nie pomyślały. Prof. Andrzej Flaga wskazywał na konieczność przeprowadzenia eksperymentów w tunelu aerodynamicznym.

Naukowcy mają już dość kłamstw i amatorszczyzny, które stawiają tamę poznaniu prawdziwych okoliczności prowadzących do narodowej tragedii.

Główny organizator konferencji, prof. Piotr Witakowski, powiedział na wstępie:

Każdy z nas ślubował w ślubowaniu doktorskim, że będzie dociekał prawdy nawet wtedy, kiedy nie będzie ona wygodna dla wielu ludzi.

Pogodzili się z tym, że muszą zaryzykować, by bronić honoru polskiej nauki i państwa polskiego.

Małgorzata Wassermann dziękując za ich poświęcenie przestrzegła:

na pewno część z was zostanie bardzo mocno personalnie po dzisiejszej konferencji zaatakowana

Bez wątpienia tak się stanie. Pojawią się szyderstwa, wyzwiska, podważanie autorytetu.

Ale tym ludziom to najwyraźniej niestraszne. W Komitecie Inspirującym i Doradczym Konferencji jest już 100 nazwisk.

Choćby wszyscy atleci barbarzyńskiej retoryki obozu rządzącego nie wiem jak się wytężali, by zdeprecjonować tych ludzi, nie uda im się udźwignąć tego ciężaru.

Głęboko wierzę, że to grono będzie się poszerzać, a wraz z nim nasza wiedza o zamglonym sobotnim poranku na przeklętej smoleńskiej ziemi.