I Konferencja Smoleńska: "Jest bardzo bogaty materiał filmowy, fotograficzny i rzeczowy, który aż krzyczy, że wybuch miał miejsce"

Tak rozpadł się rządowy Tu-154M po dachowaniu    Fot. Raport KBWLLP
Tak rozpadł się rządowy Tu-154M po dachowaniu Fot. Raport KBWLLP

W Warszawie trwa I konferencja smoleńska, podsumowująca dotychczasowe prace i ustalenia naukowców z Polski, Stanów zjednoczonych i Australii na temat katastrofy smoleńskiej - analizy lotu i okoliczności zniszczenia, jakiej uległ samolot rządowy TU-154M w dniu 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku. Na miejscu jest nasz reporter, który na bieżąco relacjonuje przebieg konferencji.

Konferencja rozpoczęła się minutą ciszy, którą uczczono pamięć ofiar katastrofy w Smoleńsku. W spotkaniu bierze udział ponad sto osób - oprócz naukowców, rodziny kilkudziesięciu ofiar katastrofy.

Na wstępie prof. Jacek Rońda przypomniał, że w komitecie naukowym i organizacyjnym konferencji zasiada już ponad stu profesorów z wielu dziedzin nauki, a zwłaszcza z fizyki, matematyki i chemii.

My jako uczeni będziemy starali się dociec prawdy o katastrofie, jej przyczynach, przebiegu i skutkach na razie posługując się matematyką, fizyką, chemią i dziedzinami pokrewnymi

- podkreślił naukowiec.

Organizatorzy zapowiedzieli też, że zakres konferencji będzie rozszerzany i w przyszłym roku, mniej więcej o tej samej porze roku odbędzie się jej druga edycja. Wówczas organizatorzy zwrócą się także do innych środowisk naukowych - medyków, prawników, politologów, żeby również przygotowali swoje analizy.

Profesor Piotr Witakowski, jeden z głównych organizatorów tej konferencji na początku zaznaczył, że już po roku od katastrofy, środowisko naukowe zdominowało bardzo duże rozczarowanie tym, jak ona była do tej pory badana. Przypomniał ślubowanie naukowców:

Każdy z nas ślubował w ślubowaniu doktorskim, że będzie dociekał prawdy nawet wtedy, gdy nie będzie ona wygodna dla wielu ludzi - i to jest nasz obowiązek

- podkreślił prof. Witakowski.

Przypomniał, jak środowisko naukowe, które przygotowywało konferencję, zwracało się do instytucji naukowych i jak brakowało odzewu z tamtej strony. W tym kontekście wspomniał o liście trzech profesrów do członków Komitetu Mechaniki Polskiej Akademii Nauk z czerwca 2011 r. Na 38 członków tego Komitetu odpowiedział tylko jeden - prof. Witold Gutkowski. Odpowiedział, że zadanie jest trudne, Komitet nie ma stałej siedziby, nie ma specjalnych finansów, więc nie pomoże w organizowaniu konferencji. Ale jak zaznaczył prof. Witakowski, nie występowali oni ani o pieniądze, ani o siedzibę, ale tylko o to, aby Komitet mocą swojego autorytetu zechciał zainspirować badania, analizy lotu i okoliczności katastrofy rządowego Tu-154M. Pozostałych 37 członków Komitetu nie odpowiedziało w ogóle na ten list.

Również inne listy do instytucji naukowych pozostały bez odpowiedzi - mówił prof. Witakowski - a na tle tych instytucji wyróżnia się postawa prokuratury, która rzeczywiście pomogła.

Zakładaliśmy, że ze strony prokuratury będzie dobra wola, mimo że wcześniej odmówiła ona informacji, w szczególności udostępnienia zapisów QAR. Wystąpiliśmy z wnioskiem, że wykorzystamy te dane do badań czysto naukowych, że nie będą one przedmiotem żadnych medialnych wystąpień. Prokuratura ustami jednego z prokuratorów oświadczyła, że sytuacja jest tak niezwykła, że może posunąć się do kroków niezwykłych i udostępni nam ten materiał [chodzi o raport firmy ATM, przekazany już wcześniej m.in. Antoniemu Macierewiczowi i prof. Kazimierzowi Nowaczykowi. Część danych z tego raportu została już upubliczniona na jednym z ostatnich posiedzeń Zespołu Parlamentarnego ds. Badania Katastrofy Smoleńskiej]

- mówił prof. Witakowski. Jak podkreślił, również członkom Komisji Millera a także współpracownikom Zespołu Parlamentarnego umożliwiono wystąpienia w ramach tej konferencji. Na koniec swojego wstępnego wystąpienia, zaznaczył, że ta konferencja nie tyle kończy, co dopiero zaczyna cały proces badawczy katastrofy smoleńskiej.

Następnie prof. Chris Cieszewski z University of Georgia, analizował zniszczenia drzewostanu na podstawie zdjęć satelitarnych sprzed katastrofy oraz po niej.

Z kolei prof. Witakowski w swoim referacie o "Mechanizmie zniszczenia w wybranych katastrofach lotniczych" przeanalizował kilka typów takich katastrof, m.in. katastrofy typu I, w której fragmentacja następuje w wyniku uderzenia w ziemię - szczątki nie zachowują się tak, jak piłka, nie odbijają się, lecz prą blisko powierzchni, działają siły kinetyczne - tak w tym przypadku nie było; podawał przykłady ilustrowane zdjęciami bardzo wielu katastrof, w których samoloty upadały w całości, gdzie wszyscy, bądź prawie wszyscy przeżyli.

Prof. Witakowski mówił, że całkiem dużo jest np. katastrof z dachowaniem, jak to miało miejsce w Smoleńsku, kiedy wmawia się, że poszycie dachu jest słabsze, więc efekty okoliczności katastrofy smoleńskiej "musiały być" tak dramatyczne. Dziesięć procent katastrof małych samolotów kończy się dachowaniem - w przypadku liniowców to jeden na pięćdziesiąt.

Cechą charakterystyczną tych katastrof jest brak fragmentacji - podkreślał profesor. Samolot, mówił profesor, wgina się do środka, ale na pewno nie ulega takim zniszczeniom jak ten w Smoleńsku.

Prof. Witakowski podawał przykłady katastrofy w Japonii w 2009 r., w Newark w 1997 r, w których, w dachujących samolotach nikt nie zginął. Również w katastrofie Tu-134 w 2011 r. nikt nie zginął, tak samo w New Delhi w 1993 r. nikt nie zginął, choć samolot nie dość, że upadł na dach, to jeszcze płonął. Wreszcie w sierpniu 1999 r. w Hong Kongu w M-11, gdzie na 300 osób tylko 3 nie przeżyły tej katastrofy.

Co ciekawe, jak dodawał na końcu, choć brzmi to może dziwnie, to katastrofy z dachowaniem są bezpieczniejsze dla pasażerów.

Podkreślał, że z pięciu etapów hipotezy MAK, czyli trajektorii do brzozy, uderzenia w brzozę, lotu między brzozą a ziemią, uderzenia w ziemię i przemieszczania się fragmentów w wyniku rozpadu, przeanalizowano naukowo tylko pierwszy i trzeci etap i to też tylko według niektórych rejestratorów pokładowych. Natomiast ani uderzenie w brzozę, ani uderzenie w ziemię, ani przemieszczanie się szczątków samolotu w wyniku rozpadu nie zostały dotychczas przeanalizowane - brak jest jakichkolwiek badań.

Przedstawił też najbardziej prawdopodobną hipotezę tego co się stało 10 kwietnia 2010 r. jako wybuch w powietrzu.

Prof. Jacek Gieras, który zajmuje się instalacjami elektrycznymi w samolotach wskazał, że do tej pory nie przeprowadzono żadnych poważnych analiz rozbitego pod Smoleńskiem samolotu rządowego pod tym kątem, a to, co jeszcze można zrobić to właśnie zbadanie kabli, generatorów i silników elektrycznych.

Z kolei dr Grzegorz Szuladziński z Australii za pośrednictwem telemostu analizował aspekty wytrzymałości skrzydła i brzozy. Mówił, że skrzydło jest, obrazowo opisując, średnio trzy razy mocniejsze niż brzoza, a lot z prędkością 75 m/s jeszcze bardziej "wzmacnia" to skrzydło względem brzozy. Absolutnie podważył możliwość wystąpienia przyspieszeń aż 100 G, którą podawał w raporcie MAK - nazwał to jeszcze jedną legendą smoleńską. Zdaniem Szuladzińskiego, maksymalne przyspieszenie mogło wynieść rzędu 10 G.

Wskazywał prawdopodobne mechanizmy rozpadu kadłuba i również skłaniał się do tezy o wybuchu wewnątrz samolotu.

Jest bardzo bogaty materiał filmowy, fotograficzny i rzeczowy, który aż krzyczy, że wybuch miał miejsce

- konkludował Szuladziński pierwszą część konferencji smoleńskiej.

rz

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...