"Uczyń z żywiołu NARÓD" - to hasło tegorocznej edycji Opolskiej Mobilizacji na Marsz Niepodległości

fot. NGO Opole
fot. NGO Opole

Hasło tegorocznej edycji Opolskiej Mobilizacji na Marsz Niepodległości brzmi: „Uczyń z żywiołu Naród”. Skąd to zawołanie, które, jeśli się zastanowić, cofa naszą historię, naszą państwowość o ponad 1000 lat? Odpowiedź jest prosta.

Tak jak wówczas, tak samo dziś musimy stworzyć Naród.

Wówczas to plemiona stojące na poziomie etnicznym, atawistyczne wspólnoty ziemi i krwi, ziemi rozciągającej się od Odry po Bug i od brzegów Bałtyku po Tatry, oraz wspólnej krwi słowiańskiej czyniącej zrozumiałym język jakim posługiwali się mieszkańcy tych ziem, stanęły na wyższym poziomie organizacji zbiorowości.

Etniczny żywioł został zorganizowany w Naród za sprawą wspólnoty wiary, czyli religii Katolickiej. Ten ostatni wspólny element, obok wspólnoty ziemi i krwi, pozwolił zaistnieć na mapie Europy państwowości Polskiej, a przez kolejne stulecia pozwolił bezkształtnemu żywiołowi piąć się po drabinie ewolucji w kierunku narodu.

Ukoronowaniem tego procesu była Unia Polsko-Litewska, bezprecedensowe w dziejach narodów wydarzenie formowania się „wielkiego narodu”, czyli dobrowolne przejęcie metody życia narodu dominującego przez narody i grupy etniczne znajdujące się pod jego cywilizacyjnym wpływem. Idea Jagiellońska, ściśle reprezentująca naród Polski, rozprzestrzeniała się na Europę środkową obejmując cywilizacyjnym wpływem przede wszystkim naród Litewski i Ruski.

Wewnętrzny ferment, rozprzężenie i rozkład wzajemnych więzi zahamowały ten proces, a rozbiory cofnęły nawet naród dominujący do roli ledwie etnicznego żywiołu zamieszkującego trzy Imperia będąc pożywką dla trzech wielkich narodów.

Rusyfikacja i germanizacja były procesami budowy „wielkich narodów” kosztem m.in. narodu Polskiego sprowadzonego jedynie do poziomu etnicznego żywiołu, którego zaborcy kształtowali podłóg własnych, cywilizacyjnych i kulturowych wzorców.

Kolejne przegrane powstania były niczym desperacki krzyk rozpaczy garstki straceńców: Uczyń z żywiołu Naród!

Były to jednak kamienie rzucane na szaniec, głuchy i ślepy na wołania.

Dopiero niekorzystny dla naszych zaborców koniec I Wojny Światowej sprawił, że na salonach Europy krzyk ten został usłyszany i nagrodzony własną państwowością po ponad 100 latach. Był to jednak finał wytężonej pracy pokoleń, które zamiast krzyczeć postanowiły na nowo zdefiniować żywioł i na powrót uczynić z niego pełnoprawny Naród.

„Myśli Nowoczesnego Polaka” stały się najpełniejszym wyrazem dążeń zawartych w zawołaniu, które stało się kamieniem węgielnym II Rzeczpospolitej.

Roman Dmowski, reprezentując pokolenie wychowane w ideałach pozytywistycznych, podjął się, jako jeden z pierwszych, trudu ponownego zdefiniowania Narodu i uczynienia z polskojęzycznego żywiołu zamieszkującego trzy zabory, a więc wychowanego w trzech odmiennych kulturach, jednego, spójnego organizmu zdolnego świadomie unieść ciężar własnej państwowości.

II Rzeczpospolita, 20 lat swoistych „wakacji” od ciągłej rzezi i szlachtowania, wykształciła pierwsze pokolenia, które pełną piersią, od ponad 200 lat, mogły odetchnąć nieskrępowaną wolnością.

Pokolenia te nie zmarnowały tych 20 lat wolności jakie otrzymały od swych ojców w prezencie.

Wychowani na pismach Dmowskiego, młodzi obywatele II RP, stali się dosłownie „nowoczesnymi Polakami”, ogromnym wysiłkiem woli stali się na powrót Narodem.

Kolejnym stopniem organizacji ludzkiej jest wyłonienie z pośród Narodu elity, i podobny proces stał się udziałem II Rzeczpospolitej.

Jednak wybuch II Wojny Światowej kolejny raz zahamował przełomowy proces w dziejach naszego Narodu. Kształtująca się dopiero elita została zmasakrowana na polach całej Europy i dobita w Katyniu. Od tego czasu przedziurawiona potylica stała się makabrycznym znakiem rozpoznawczym polskiej inteligencji.

Koniec eksterminacji Europy w 1945 roku nie zakończył jednak rzezi Polaków, a przynajmniej tych świadomych swojej narodowej egzystencji. Pozostali w całej swojej masie, pozbawieni elit, zostali stłoczeni między Odrą a Bugiem oraz Bałtykiem i Tatrami.

Jedyne „zwycięskie” państwo, które w wyniku tego „zwycięstwa” postradało niemal połowę swego terytorium. To kolejny w świecie bezprecedensowy fenomen Polaków.

Gdy Naród został pozbawiony swojej elity rozpoczął się „podręcznikowy” proces wynaradawiania.

W bydlęcych wagonach, oderwani od swych korzeni „zwycięscy” zostali przemieszani. Zniszczona stolica została zasiedlona ludźmi bez przyszłości, którym „partia” – namiastka elity z obcego nadania, tą przyszłość zapewniła.

Przeszłość została wymazana. Przestała istnieć.

Z biegiem lat to co w II RP aspirowało do roli Narodu na powrót stoczyło się do poziomu żywiołu posługującego się, zresztą kiepsko, językiem polskim.

Tak jak wszystko w PRLu, Polacy stali się jedynie wyrobem narodowo podobnym.

Oczywiście istniały wszystkie atrybuty wyczerpujące definicję Narodu jak kultura, tradycja, historia, ale wszystko to było sztuczne, jakby wręcz „produkowane” na bieżące zapotrzebowanie żywiołu i oczywiście wszystko to z nieodzowną etykietą oficjalności, bowiem każdy z tych atrybutów posiadał swoje głęboko ukryte dno, ukryte w pamięci pokoleń wychowanych II RP.

Naród mógł kontemplować „jedynie słuszną” kulturę, sztukę czy historię będącą oficjalną linią „partii”, wszystko pozostałe było zaciekle tępione, szkalowane, wreszcie wyklęte.

Razem z elitami musiała zostać zamordowana również pamięć o nich.

Zbiorowa pamięć Narodu została więc zamordowana, istniały co prawda odosobnione ogniska tożsamości, ale gasły one wraz z tymi którzy pamiętali.

Zryw „Solidarności” był już jedynie głosem żywiołu, bowiem brak elit na jego czele pociągnął za sobą brak postulatów natury moralnej. Zbuntowany żywioł pragnął jedynie poprawy materialnej pozycji, zabrakło fundamentalnego postulatu towarzyszącego przełomowym wydarzeniom w naszej historii, a mianowicie uczynienia z żywiołu Narodu. Dlatego też pozorne zwycięstwo „ideałów” Solidarności szybko zamieniło się w triumf postkomunistów, którzy stali się faktycznymi włodarzami III RP. Solidarność zjednoczyła Polaków pod sztandarem religii, co było zasługą zwłaszcza intensywnego pontyfikatu Jana Pawła II, jednak było to zjednoczenie fasadowe, emocjonalne, spontaniczne, a w konsekwencji „płytkie”.

W konfrontacji wyborczej Solidarność poszła w rozsypkę.

Po dekadach zaciskania pasa żywioł odrzucił „ideały” za obietnice lepszej przyszłości. Byt materialny zwyciężył nad narodowym duchem, a tym samym Polacy utracili ostatecznie instynkt przetrwania jako samodzielnego, w pełni suwerennego narodu.

III RP stała się wymownym symbolem tego procesu, zamieniania się żywiołu w „konsumentów”.

Konsument nie potrzebuje religii czy pamięci.

Konsument potrzebuje karty kredytowej i ciągłych obietnic o lepszej przyszłości. Stąd kolejne rządy III RP, odpowiadając na zapotrzebowanie konsumentów, wciąż obiecują im lepszą przyszłość, i za każdym razem żywioł bezrefleksyjne to kupuje!

W interesie władz III RP nie jest rozbudzanie poczucia narodowego, tożsamości, bowiem przymioty te sprzyjają budowie wspólnot, wspólnot opartych nie na materialnej pozycji, którą władza może kontrolować, ale na filarach duchowych, które są poza zasięgiem władzy. Dlatego też elity III RP rozbudzają narodowe kompleksy i umiejętnie dzielą społeczeństwo napuszczając budujące się wspólnoty na siebie.

Obecnie silnie kreowany jest model tzw. „młodych, wykształconych z dużych miast.” Bezideowych pokoleń, nastawionych wyłącznie na konsumpcję i to we wszystkich aspektach życia. Ktoś zdefiniował tą generację mianem „pokolenia Ikea”, czyli młodych ludzi samotnie żyjących w mieszkaniach na kredyt, w którym krzyż czy portret przodka zastępują kiczowate bibeloty z Ikei. Mieszkania takie przypominają raczej przedziały kolejowe, w których domownik jedynie czeka na kolejny dzień pracy, która przybliży go do kolejnych zakupów w Ikei.

Oto jak wyglądają przodkowie tych, którzy z odważnym okrzykiem „uczyń z żywiołu Naród” z impetem przetaczali się przez karty narodowej historii.

Współczesna Polska stała się polskojęzycznym rezerwatem, rezerwuarem taniej siły roboczej dla zamożnego „zachodu”. Polacy na tyle zatracili instynkt narodowy, że dziś nie potrzeba wojen, zbrojnych najazdów, żeby na powrót uczynić z młodych obywateli tego kraju jedynie „polskojęzycznych robotników” , jedyna różnica między latami wojny a współczesnością jest taka, że w latach okupacji niemieckiej robotnicy byli „przymusowi” a werbujący do pracy napotykał opór, dziś robotnik jest jak najbardziej dobrowolny i wręcz wypychany z ojczyzny przez kolejne rządy na stereotypowy „zmywak” w Anglii z biletem w jedną stronę.

W ten sposób władza zwalcza bezrobocie, wysyłając ponad 2 mln swoich wykształconych przeważnie obywateli do fabryk w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, poczytując jednocześnie ten proces za pełen sukces.

Można mnożyć przykłady zatracania przez Polaków instynktu przetrwania jako narodu, jak choćby haniebne wydarzenia z Krakowskiego Przedmieścia, kiedy to rozentuzjazmowany żywioł, podsycony alkoholem, wyszydzał wiarę, która dała początek naszej państwowości, czy też instrumentalne potraktowanie patriotyzmu i sprowadzenie go do roli konsumenckiego gadżetu w czasie Euro 2012, kiedy to do stereotypowego cztero-paku piwska dodawano biało-czerwoną flagę jako „gratis”, nikt wówczas nie protestował, a żywioł ochoczo żłopał piwo z puszek w barwach narodowych i masowo wywieszał flagi z nazwą znanej marki browaru oczywiście w stylistyce biało-czerwonej, uważając to za szczyt patriotyzmu.

Z drugiej jednak strony zachodzi w Narodzie kolejny przełomowy dla jego przetrwania proces.

Nie można w ciągu kilku czy kilkudziesięciu lat wykorzenić ponad 1000-letniej tradycji i historii.

Naród sprowadzony do roli żywiołu kolejny raz powstaje z kolan.

W kolejnej części udowodnię to Państwu.

Tomasz Greniuch

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...