W kółko powtarzam, że III RP to świat na opak. Dranie uchodzą za autorytety etyczne, cynicy za moralistów, zdrajcy za bohaterów. Bardzo chciałbym, aby coś wreszcie zaprzeczyło temu obrazowi. Tymczasem patrzę na jego kolejne wersje.

Nie mam czasu buszować po Internecie, wyjątkowo rzadko zaglądam na strony „Krytyki Politycznej”, ale tym razem zupełnie przypadkiem zniosło mnie w tamtym kierunku. I muszę przyznać, pogrążyłem się. W każdym tego słowa znaczeniu.

Szukałem tego, co dawni towarzysze wypisują na temat Doroty Masłowskiej. Okazuje się jednak, że nawet rzucając obelgi na swoją byłą gwiazdę, która miała odwagę zastanowić się nad światem, w którym żyje, lewaccy aktywiści pióra nie mogą uwolnić się od swojej centralnej obsesji. I nie jest to wbrew oczekiwaniom „homofobia”, „dyskryminacja kobiet”, „patriarchalny model rodziny”, ale tragedia smoleńska, która oczywiście dla nich żadną tragedią nie jest. Obsesja smoleńska odzywa się bez żadnego powodu w tekstach, w których, wydawałoby się, nie ma najmniejszego pretekstu by do niej powrócić. Gdyż, aby pogrążyć przeciwnika, okazuje się, wystarczy powiedzieć o nim, że przynależy do „sekty smoleńskiego zamachu”, a potem jest już tylko licytacja obelg i strumień nieczystości. I, oczywiście, cmentarne jaja, w których współzawodniczą pisarczyki „KP”. Trwa konkurs jak by jeszcze wyszydzić ofiary i ich bliskich. Nie ma najmniejszej próby weryfikacji sądów w oparciu o nowe fakty, nie ma śladu jakiegokolwiek rozumowania. Myślenie zastępuje nienawistna agresja. Gęby przyczepione do tekstów krztuszą się, aby wypluć z siebie więcej obscenicznych bluzgów.

Trudno znaleźć bardziej ostentacyjny przykład resentymentu. Własną podłość i kompleksy ma zagłuszyć wściekły jazgot. Nie dotyczy to, naturalnie, tylko KP, ale „Wyborczej” et consortes.

Oto śmietanka intelektualna lewicy III RP.