wPolityce.pl: Z Pana badań, które znane są od kilku miesięcy, wynika, że brzoza nie mogła złamać skrzydła Tupolewa, który uległ katastrofie w Smoleńsku. Czy weryfikował Pan te wyniki? Jest Pan pewien, że nie ma tu miejsca na inne rozwiązania?

Prof. Wiesław Binienda: Przeprowadziłem wiele dodatkowych badań uderzenia skrzydła Tu154M w brzozę smoleńską, uwzględniając uwagi kierowane pod adresem moich badań, jakie zaprezentowałem oryginalnie we wrześniu 2011 roku, a następnie rozwinąłem w prezentacjach z listopada 2011 roku oraz z maja 2012 roku. Ostatnio przeprowadziłem dodatkowe badania, stosując model matematyczny drzewa używany przez amerykańską agencję rządową Federal Highway Administration. Zwiększyłem również gęstość siatki w metodzie elementów skończonych. Wyniki, jakie otrzymałem w rezultacie tych zmian, wskazują jednoznacznie, że skrzydło Tu154M przecina brzozę nawet z większą łatwością niż przy założeniach, jakie przyjąłem w początkowych badaniach. Pragnę zaznaczyć, że prowadząc badania zderzenia skrzydła z brzozą przy użyciu różnych danych wejściowych od przeszło półtora roku, ani razu nie otrzymałem takiego rezultatu, w którym brzoza łamałaby skrzydło Tupolewa.

 

W analizie, jaką można znaleźć na Pana stronie, przedstawia Pan raport dotyczący umiejscowienia oderwanego skrzydła Tupolewa. O czym świadczy ułożenie tej części?

Zdjęcia wraku Tupolewa demonstrują, że przednia krawędź lewego skrzydła nie jest uszkodzona w miejscu oderwania się dużego fragmentu tego skrzydła. Gdyby doszło do kontaktu z brzozą, krawędź tego skrzydła musiałaby w tym miejscu być uszkodzona. Brak śladu kontaktu krawędzi skrzydła z brzozą jest dowodem, że do takiego kontaktu w miejscu pęknięcia skrzydła nie mogło dojść. Pragnę dodać, że urwany fragment skrzydła ma długość aż 6,5 metra, a więc jest to jedna trzecia całego skrzydła, a nie mała jego część.

 

Poseł Antoni Macierewicz wielokrotnie mówił, że jedyną wersją wydarzeń z 10 kwietnia, która tłumaczy to, co się zdarzyło w Smoleńsku, jest analiza oparta na badaniach pana oraz dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego. Wynika z nich, że Tupolew uległ katastrofie w wyniku dwóch wybuchów, do których doszło w powietrzu. Czy pana zdaniem jest możliwa inna wersja wydarzeń?

Odnosząc się jedynie do badań urwanego fragmentu skrzydła Tupolewa, jestem przekonany, że oderwanie się tego fragmentu skrzydła nie było spowodowane uderzeniem w brzozę. Jednocześnie jeżeli przeanalizujemy miejsce, w którym ta końcówka się oderwała, widzimy, że część wewnętrzna tego skrzydła znajdująca się za krawędzią przednią jest mocno uszkodzona i poszarpana. Taki rodzaj zniszczenia materiału wskazuje na wybuch, który nastąpił w powietrzu. Na to, że Tupolew rozpadł się w powietrzu, wskazuje wiele faktów. Wskazują na to między innymi dodatkowe badania, jakie przeprowadziłem przy współpracy z profesorami Braunem i Liangiem, ekspertami od aerodynamiki i zachowania się materiału granulowanego, jakim jest błotnista ziemia. Wynika z nich, że gdyby samolot w całości uderzył w ziemię, pozostawiłby widoczny krater w miejscu uderzenia. Takiego krateru odzwierciedlającego odcisk samolotu na podmokłym gruncie lasu smoleńskiego nie było. To również wskazuje na rozpad samolotu w powietrzu. Ponadto, należy zwrócić uwagę na szczególny rozpad kadłuba. Fakt, że część kadłuba Tupolewa spadła na ziemię kołami do góry z wywiniętymi na zewnątrz ścianami boczno-sufitowymi również świadczy o wybuchu, ale tym razem nie na skrzydle, ile w kabinie. Dlatego mówimy o dwóch wybuchach.

 

Media w Polsce wielokrotnie porównywały zniszczenia, jakim uległ Tupolew w Smoleńsku z innymi katastrofami lotniczymi. Zestawienia takie pokazują zaskakującą skalę zniszczeń Tu-154M. O czym świadczy taka skala zniszczeń?

Zniszczenia, jakim uległ Tupolew, nie mają precedensu w historii znanych porównywalnych katastrof lotniczych. We wszystkich podobnych katastrofach, w których samolot spadał z wysokości około 30 metrów na podmokły grunt większość pasażerów przeżywała. Nawet w sytuacjach, w których wybucha groźny pożar, dużo pasażerów jest w stanie przeżyć. W wypadku Tupolewa nie było jednego dużego pożaru ogarniającego cały wrak, a jedynie małe zlokalizowane pożary. Dlatego fakt, że nikt nie przeżył tej katastrofy, jest trudny do wytłumaczenia w świetle naszego doświadczenia z porównywalnymi wypadkami.

 

Jak Pan ocenia sposób badania katastrofy smoleńskiej?

Katastrofa smoleńska była badana przez MAK jedynie na podstawie załącznika 13. do Konwencji Chicagowskiej, ponieważ sama Konwencja nie mogła mieć zastosowania w stosunku do samolotu państwowego, jakim był rządowy Air Force One, czyli Tu-154M. W efekcie takiej sytuacji MAK prowadził badania katastrofy smoleńskiej poza wszelkim reżimem prawnym, w pustce prawnej, która całkowicie pozbawia stronę polską mechanizmów kontrolnych i odwoławczych. Również śledztwo prowadzone przez polską prokuraturę nie spełnia podstawowych wymogów rzetelnego śledztwa w cywilizowanym państwie. Z pewnością należy wyjaśnić, dlaczego natychmiast po sprowadzeniu ciał do kraju strona polska nie przeprowadziła sekcji zwłok, mimo że osoby te zginęły śmiercią tragiczną w niewyjaśnionych okolicznościach.


W poniedziałek odbędzie się w Warszawie konferencja naukowców nt. katastrofy smoleńskiej? Czego Pan oczekuje po tym spotkaniu?

Jestem bardzo dumny ze swoich kolegów organizujących tak profesjonalnie warszawską konferencję na temat katastrofy smoleńskiej. Mam nadzieję, że będzie to dobry początek merytorycznej dyskusji wielu ekspertów, której celem będzie dotarcie do prawdy. Mam również nadzieję, że znajdą się w Polsce fundusze potrzebne dla przeprowadzenia dodatkowych badań chemicznych, metalurgicznych oraz numerycznych przez polskich ekspertów. Mam nadzieję, że rząd polski doprowadzi w końcu do odzyskania wraku samolotu i czarnych skrzynek, odtajni zdjęcia satelitarne oraz umożliwi powstanie niezależnej komisji międzynarodowej, która przeprowadzi rzetelne śledztwo katastrofy polskiego samolotu rządowego Tu154M nad Smoleńskiem.

Rozmawiał KL