Jak informuje katowicki dodatek „Gazety Wyborczej” 17.10 br. katowicki sąd uznał, że były wiceszef śląskiego UOP-u kpt.Mariusz Sz. ujawnił tajemnicę państwową i skazał go za to na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu oraz 2 tys. zł grzywny. Odmowa aresztowania kpt.Mariusza Sz w 2001 r. stała się przyczyną konfliktu z premierem Jerzym Buzkiem, a później odwołani Lecha Kaczyńskiego z funkcji ministra sprawiedliwości.

Kapitan Mariusz Sz. był oskarżony o to, że jako wicedyrektor katowickiej delegatury Urzędu Ochrony Państwa (obecnie ABW) uprzedził prezesa Centrozapu o planowanej przeciwko niemu akcji służb specjalnych. Zdaniem prokuratury wcześniej miał grozić naczelnikowi wydziału śledczego zwolnieniem z pracy, jeżeli prezesowi zostaną przedstawione zarzuty. Szefem Centrozapu był wtedy Ireneusz Król, kilka lat później lider katowickiej Platformy Obywatelskiej (obecnie według śląskich działaczy PO poza partią). Według „Gazety Polskiej” Centrozap był miejscem licznych partyjnych narad aktywu partii Tuska do 2006 r.

Mariusz Sz. został zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze w czerwcu 2001 r. Nakaz, za zgodą Lecha Kaczyńskiego, ówczesnego ministra sprawiedliwości, wystawiła prokuratura w Gdańsku. Jej akcja wywołała kryzys w rządzie Jerzego Buzka. Ówczesny koordynator służb specjalnych Janusz Pałubicki zarzucił prokuraturze łamanie prawa. Poparł go premier, który stwierdził, że działania śledczych "naruszyły spokój społeczny i zmniejszyły poczucie bezpieczeństwa, a nawet przeszkadzają w łapaniu przestępców". Kapitan Sz. wyszedł na wolność, bo poręczyli za niego najwyżsi rangą oficerowie UOP-u w Polsce.

Proces kapitana Mariusza Sz. z racji tego, że dotyczył działalności służb specjalnych, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Katowicka "GW" ustaliła, że we wtorek Sąd Rejonowy Katowice Wschód uznał, że oficer popełnił jednak przestępstwo i uprzedził szefa Centrozapu o możliwości zatrzymania. Sz. został za to skazany na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 2 tys. zł grzywny. Wyrok nie jest prawomocny. Mariusz Sz. nie pracuje już w służbach specjalnych. Przed katowickim sądem toczy się jego inny proces, w którym odpowiada za pomocnictwo w wyłudzeniu układu z wierzycielami spółki Gemi.

Lech Kaczyński napisał w 2001 r. do premiera Buzka list otwarty, który publikuję poniżej.

Szanowny Panie Premierze

Przed kilkoma dniami przedstawił Pan Premier publicznie ocenę mojej pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mówiąc najkrócej, sprowadza się ona do uznania, iż zasługuję na dymisję, która nie jest mi udzielana tylko dlatego, że kończy się kadencja Sejmu, a wraz z nią i praca obecnego Rządu. Podstawą tej niezwykle surowej oceny są okoliczności i sam fakt zatrzymania przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku, a następnie tymczasowego aresztowania przez sąd kapitana UOP Mariusza Sz.

Ostrość i publiczny charakter przedstawionej oceny zmusza mnie do sformułowania i przedstawienia Panu Premierowi mojego poglądu we wskazanych wyżej sprawach, który jest całkowicie odmienny od Pańskiego. Można w kilku zdaniach przedstawić go tak.

Na słowa potępienia, a nawet dymisję, zasłużyłbym wtedy, gdybym powstrzymał działania wymiaru sprawiedliwości wobec oficera UOP, lub też nakazał czynności, które mogłyby pracę tego wymiaru sprawiedliwości utrudnić. Nie uczyniłem tego, a więc wywiązałem się z moich konstytucyjnych obowiązków. Wywiązała się z nich także, i to cenię sobie najbardziej, Prokuratura. Niestety, po zatrzymaniu funkcjonariusza UOP miały miejsce wydarzenia, które wskazują na to, jak słabo umocowana jest w Polsce ciągle praworządność, jak mocno oddziałują wzorce dawnego systemu. Z najwyższym zdumieniem konstatuję, że Pan Premier nie tylko nie ukrócił działań w oczywisty sposób kwestionujących zasady praworządności i nie wyciągnął wniosków wobec ich sprawców, ale w dużej mierze je poparł, chociażby poprzez wyrażanie chęci złożenia poręczenia. Pozwolę sobie przejść do faktów.

W dniu 26 czerwca 2001 roku zatrzymany został przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku kapitan Mariusz Sz. Śledztwo w jego sprawie prowadzone było od 20 kwietnia 2001 roku, przy czym Prokuratura dwukrotnie, pisemnie informowała o nim UOP zgodnie z odpowiednimi przepisami. Także o fakcie zatrzymania powiadomiony został zgodnie z przepisami przełożony zatrzymanego, Szef Delegatury UOP w Katowicach (przepisy mówią wyraźnie o zawiadomieniu przełożonego).

Obieg informacji wewnątrz UOP nie jest sprawą Prokuratury, niemniej jest oczywiste, że informacje te były przekazywane do kierownictwa UOP, które zwracało się w sprawie prowadzonego śledztwa do kierownictwa Prokuratury (konkretnie czynił to zastępca szefa UOP Krzysztof Szwedowski). Wszelkie wymogi prawa zostały więc w pełni zachowane. Zawarte implicite w wypowiedziach Pana Premiera żądanie, by o zatrzymaniu uprzedzić kierownictwo UOP nie znajdują żadnych podstaw prawnych. Co więcej, ich przyjęcie oznaczałoby nadanie kierownictwu UOP, a także funkcjonariuszom tego urzędu, specjalnego statusu w sposób bezprawny, a w tym konkretnym wypadku godziłoby w dobro wymiaru sprawiedliwości. Jako Prokurator Generalny RP nie tylko nie powinienem, ale nie miałem prawa podejmować tego rodzaju działań, gdyż oznaczałoby to, że dla celów politycznych, czy osobistych sprzeniewierzam się swoim obowiązkom.

W przeciwieństwie do działań Prokuratury, które miały pełne podstawy prawne i uzasadnienie merytoryczne, a w związku z tym moją pełną akceptację, działania funkcjonariuszy UOP w tej sprawie wykraczały poza ramy prawa. Chodzi o uniemożliwienie podejmującym czynności prokuratorom zabezpieczenia istotnych dla sprawy dowodów. Najważniejszym powodem zmuszenia prokuratorów do zaniechania przeprowadzenia tej określonej w art. 225 kodeksu postępowania karnego czynności procesowej było polecenie Szefa UOP pułkownika Zbigniewa Nowka. Drugorzędną wobec powyższej była przyczyna w postaci braku po stronie prokuratorów, certyfikatów bezpieczeństwa, tym bardziej że można ją było niezwłocznie konwalidować poprzez skierowanie prokuratorów dysponujących tymi certyfikatami. Muszę w tym miejscu poinformować Pana Premiera, że przepisy odnoszące się do UOP nie mogą być interpretowane w taki sposób, który uniemożliwia działanie wymiaru sprawiedliwości wobec jego funkcjonariuszy. Całkowicie niedopuszczalne jest też przyjmowanie, że interpretacja prawa przez kierownictwo UOP ma pierwszeństwo przed jego interpretacją przez organa Prokuratury, stojącej zgodnie z ustawą na straży przestrzegania prawa.

Niestety, z Pańskich oświadczeń wynika, że właśnie taką hierarchię uznał Pan za obowiązującą. W żadnym razie nie mogę się na nią zgodzić, jako że oznaczałaby ona przyjęcie, iż przynajmniej w swojej sferze działania Urząd Ochrony Państwa podlega wymiarowi sprawiedliwości tylko w tej mierze, którą sam uznaje za właściwą.

Niestety, stosowanie tego rodzaju praktyk uniemożliwiło prokuratorom skuteczne prowadzenie w przeszłości szeregu postępowań dotyczących funkcjonariuszy UOP. Nie ma najmniejszych podstaw prawnych do przyjęcia takiego poglądu i jest on przy tym całkowicie sprzeczny z koncepcją państwa demokratycznego. Kwestia ta odnosi się do innej jeszcze sprawy, tj. stosunku do Prokuratury, jaki zademonstrował Pan Premier w ostatnich dniach. Niezależnie od formułowanych przez Pana Premiera, w całkowitym oderwaniu od stanu prawnego i faktów, zarzutów nakazał Pan też tzw. ciszę medialną, której skutkiem było uniemożliwienie Prokuraturze udzielania odpowiedzi na mnożące się ataki z różnych stron, ataki, których autorzy albo świadomie mijali się z prawdą, albo też byli wprowadzeni w błąd. Doszło nawet do tego, że instrukcja wydana przez Zastępcę Prokuratora Generalnego Pana Stefana Śnieżko w sprawie zakazu wypowiadania się prokuratorów, będąca bezpośrednim wykonaniem polecenia Pana Premiera, stała się dla jednego z polityków asumptem do stawiania podległym mi organom zarzutów mających znamiona oczywistych insynuacji.

Mimo to nie następowała jakakolwiek reakcja ze strony Pana Premiera czy odpowiednich urzędników Pańskiej Kancelarii. Stworzony w ten sposób stan, sam w sobie całkowicie nie do przyjęcia, musi być też rozpatrywany w kontekście, jaki stanowią nasilające się ostatnio ataki na Prokuraturę, a także na mnie, za podejmowanie śledztw godzących w interesy potężnych osób i grup. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Pańskie wypowiedzi są odbierane w tym kontekście jako zupełnie jednoznaczny sygnał. Działania wymiaru sprawiedliwości nie mogą przekraczać barier politycznych, jakie stworzyła praktyka ostatniego dziesięciolecia. Nie muszę dodawać, że sygnał taki jest niesłychanie wręcz szkodliwy, utrudnia niezmiernie prace Prokuratury i musi być widziany także w perspektywie rysującego się dziś wyniku najbliższych wyborów i możliwego przejęcia władzy przez siły, które już teraz nie ukrywają, że będą chronić niektóre przynajmniej z naruszonych dziś interesów.

W tym kontekście zapytuję Pana Premiera, czy fakt zgodnego z prawem zatrzymania osoby podejrzanej może "naruszyć spokój społeczny, spowodować duże zamieszanie, osłabić autorytet Państwa, zmniejszyć poczucie bezpieczeństwa obywateli, a nawet przeszkodzić w łapaniu przestępców" - co publicznie Pan Premier ogłosił?

Panie Premierze,

Jeden z aspektów Pańskiej wypowiedzi uderzył mnie szczególnie. Chodzi o przyłączenie się do twierdzenia, że z mojej winy miała miejsce tzw. wojna między służbami i co więcej, że ma ona jakieś aspekty osobiste, związane z moimi stosunkami z Ministrem Koordynatorem Służb Specjalnych. Pan Premier doskonale wie, że stosunki te są całkowicie normalne, a wbrew twierdzeniom niektórych, najwyraźniej wprowadzonych w błąd, dziennikarzy, a także polityków demonstrujących złą wolę i całkowity brak obiektywizmu, nie tylko rozmawiamy ze sobą, ale Prokuratura i UOP w przewidzianym prawem zakresie współpracują prawidłowo. W przeprowadzonej przed kilkoma dniami rozmowie przy świadkach Szef UOP pułkownik Zbigniew Nowek ocenił ją w zakresie spraw operacyjnych nawet jako wzorową. Dlatego nie tylko odrzucam wszelkie zarzuty o kierowanie się jakimikolwiek względami osobistymi, ale też wyrażam zdziwienie, a nawet oburzenie z powodu ich formułowania przez Pana Premiera.

Panie Premierze,

Zaistniała sytuacja wymaga rozwiązania. Chodzi tu bowiem nie o interes poszczególnych osób, choć rzecz jasna każdy obywatel, a więc i członek Rządu, ma prawo do obrony swojej godności i stwierdzam wyraźnie, że będę jej bronił, ale nade wszystko o interes wymiaru sprawiedliwości i co najważniejsze - o interes Polski. W naszym Kraju są siły, którym bardzo zależy na tym, by wymiar sprawiedliwości został sparaliżowany, by wskazane wyżej bariery zostały nie tylko zachowane, ale także umocnione. Nie zamierzam tym siłom iść na rękę, ale jednocześnie kierowanie Ministerstwem Sprawiedliwości i Prokuraturą Generalną może być skuteczne tylko wtedy, gdy podejmowane przez te instytucje w oparciu o przepisy prawa czynności nie będą kwestionowane.

Wymaga to od Pana Premiera podjęcia stosownych działań, na które oczekuję.

Lech Kaczyński (04-07-01 19:11)