Gdyby tak się zastanowić, to właściwie tego meczu nawet nie ma co oglądać. Będą baty i tyle. Internet aż szumi od żartów. Czasem niezłych, czasem takich sobie. Kiedyś Orły Górskiego, teraz Biedronki Fornalika - tak najdelikatniej wytyka się polską słabość na tle angielskiej siły. W końcu to Lwy Albionu, ograliśmy ich tylko raz i to 39 lat temu, w Chorzowie, 2 do zera.

W tamtym meczu, pod wodzą Kazimierza Górskiego grał m. in Mirosław Bulzacki, który wypowiada się dziś dla Dziennika Łódzkiego.

Kraska i ja mieliśmy po 22 lata, Janek Tomaszewski i Jurek Gorgoń po 25, a za doświadczonych uchodzili Włodek Lubański i Kazio Deyna, którzy mieli po 26. Dla mnie to był trzeci mecz w kadrze, dla "Tomka" piąty, a na prawej obronie zagrał debiutant Krzysio Rześny. Pan Kazimierz nie bał się ufać młodym.

Może to jest jakaś podpowiedź dla trenera Fornalika, jak sprawić, żeby te jego biedronki dostały pazurów. Bulzacki nie ukrywa, że w takich momentach wiek ma znaczenie.

W tym wieku człowiek nikogo się nie boi, ale respekt miałem.

No właśnie, respekt tak, ale kompleks nie. Bo choć Zbigniew Boniek w rozmowie z wPolityce.pl zapewnia, że "w sporcie nie liczą się kompleksy, w sporcie liczą się siły", to przeczy temu inny reprezentant Polski, Krzysztof Pawlak. W 1986 roku Pawlak grał w meczu w Monterrey podczas meksykańskiego mundialu, kiedy to Gary Lineker trafił do polskiej bramki trzy razy. Skończyło się 3:0.

Krzysztof Pawlak dla sport.pl mówi:

Od tego spotkania zaczął się polski kompleks Anglii, który trwa do dziś.

Dziś wieczorem wszystko może się zmienić. Być może już nie będziemy wspominać Tomaszewskiego, który "zatrzymał Anglię", czy tez Jana Domarskiego, który zapewnił nam "zwycięski remis" na Wembley. Dużo zależy od odwagi trenera. Po jego decyzjach będzie widać, czy darzy Anglików respektem, czy też ma ich kompleks.