"Bardzo mało prawdopodobne jest, żeby wszyscy zginęli" - prof. Nowaczyk o najnowszych ustaleniach w sprawie katastrofy smoleńskiej

fot. Blogpress
fot. Blogpress

Pracuję nad analizami technicznymi, zagłębiając się w wykresy, liczby, i dla siebie samego od czasu do czasu chcę sobie przypomnieć, czego ta sprawa w rzeczywistości dotyczy, co się za tymi liczbami i wykresami kryje - życie 96 osób

- mówił prof. Kazimierz Nowaczyk w czasie spotkania połączonego z prezentacją najnowszych badań dotyczących katastrofy smoleńskiej. Wśród nich były analizy pochodzące ze skrzynki QAR - szybkiego dostępu.

W sali Palladium w Warszawie gościł prof. Kazimierz Nowaczyk, ekspert Zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy TU-154M. Towarzyszył mu przewodniczący Zespołu poseł Antoni Macierewicz. Spotkanie, które zorganizował warszawski klub "Gazety Polskiej" i jego szefowa - Anita Czerwińska, prowadziła Katarzyna Gójska-Hejke.

Kazimierz Nowaczyk pokazując na początku swojej prezentacji na ekranie kolaż z portretami ofiar tragedii smoleńskiej powiedział:

Pracuję nad analizami technicznymi, zagłębiając się w wykresy, liczby, i dla siebie samego od czasu do czasu chcę sobie przypomnieć, czego ta sprawa w rzeczywistości dotyczy, co się za tymi liczbami, wykresami kryje - to jest życie 96 osób, kilkoro z nich było moimi znajomymi, których znałem z Gdańska, z którymi pracowałem w latach 80. na uniwersytecie gdańskim.

Prof. Kazimierz Nowaczyk zwrócił uwagę na przesunięcie fragmentu samolotu - 11 kwietnia 2010 leżał on w pobliżu TAWS38, potem został on przesunięty o kilkadziesiąt metrów, bliżej pozostałych szczątków TU-154M (co widać na zdjęciu satelitarnym z 12 kwietnia).

Innym bardzo istotnym szczegółem, o którym mówił profesor, było ukrycie w raporcie MAK oraz w raporcie Jerzego Millera zapisu TAWS38.

IMG_9789m

TAWS 38 to zapis lądowania. - mówił prof. Nowaczyk.

Oprócz alarmów komputer przy każdym locie zapisuje start samolotu i jego lądowanie. Lądowanie zapisuje wtedy, kiedy koła samolotu zetną się z pasem startowym, z tym, że w tym zapisie podana jest wysokość, na jakiej znajdował się samolot - ponad 30 metrów nad ziemią. Co mogło się stać i jakim cudem mógł zostać zapisany kontakt samolotu z ziemią w momencie, kiedy on się znajdował na wysokości ponad 30 metrów?

- pytał naukowiec.

I dodał, że to spowodowało zainteresowanie innych badaczy tematem tej katastrofy.

Okazało się, że nie tak jak przy zwykłej katastrofie, w przypadku ukrycia i manipulowania danymi potrzebne są zupełnie inne dziedziny nauki niż te przy pomocy których bada się katastrofę lotniczą, dlatego, że należało zacząć analizować nie parametry lotu samolotu, ale przy braku dostępu do nich należało zacząć analizować wykresy i parametry, które podaje MAK albo raport Millera i je porównywać. Zobaczyć, czy one się zgadzają, czy mają fizyczny sens i jakie z tego mogą wynikać wnioski. a w momencie, kiedy dostaliśmy zapisy TAWS-ów, mieliśmy coś co by można nazwać wzorcem.

Okazało się, kontynuował prof. Nowaczyk, że punkty TAWS i ich analiza wyklucza niektóre zdarzenia, które zostały opisane przez obie komisje. Według komisji Millera na dystansie 140 m. (od brzozy do TAWSa 38 w pobliżu salonu samochodowego KIA) samolot miał się obrócić o prawie 90 stopni, według MAK o 60 stopni.

Nie ma możliwości, żeby samolot zaczął się obracać, wykonywać beczkę, bez zmiany kursu. To fizycznie niemożliwe. Natomiast pozycje pokazane przez wszystkie TAWS-y są idealnie zgodne z kursem samolotu do TAWS38 czyli do 140 m za brzozą samolot nie zmienił kursu

- podkreślił profesor.

IMG_9795m

I dodał, że prof. Binienda na konferencji, która się odbędzie 22 października, przedstawi całościową i uzupełnioną analizę zderzenia skrzydła z brzozą, która będzie niepodważalna, gdyż przyjął w swoich założeniach zaostrzone kryteria.

Prof. Nowaczyk podkreślił także, że teren wokół TAWS38, jedyny teren w całej okolicy, został wykarczowany, trawa została wypalona. Co było tego przyczyną? - zastanawiał się badacz.

Do dzisiaj stoi nawet brzoza, natomiast tam nie pozwolono ostać się żadnemu drzewu.

trajektoria

Analiza ostatnich sekund w raporcie Millera - mówił prof. Nowaczyk - została dokonana w oparciu o zdjęcie zrobione przez "fotoamatora" Siergeja Amielina, docenta ze Smoleńska, który na swojej stronie internetowej zamieszczał wcześniej zdjęcia z ćwiczeń Specnazu, chwaląc się, że miał tam wstęp i mógł robić zdjęcia.

Nie jest to najlepsza rekomendacja jako źródła dla polskiej komisji państwowej

- dodał profesor.
Co ciekawe, zdjęcia te zostały wykorzystane w raporcie Millera bez zgody Amielina.

TAWS38 ani razu nie został wspomniany w raporcie Millera. - podsumował tą część prezentacji profesor. Dane odczytane z instrumentów samolotu zostały poddane nieuzasadnionym korekcjom, a część z nich (np. alarmy TAWS i FMS) nie zostały uwzględnione w końcowych wnioskach.

Po upływie miesiąca od opublikowania raportu Millera ukazał się protokół Komisji Badania Wypadków Lotniczych, w którym przedstawiona została wizualizacja.

To nie jest wizualizacja mająca pokazać osobom studiującym raport, jak prawdopodobnie wyglądały ostatnie sekundy lotu tego samolotu, to jest dokument. Przedstawione na tej wizualizacji trzy przyrządy, które widzi I pilot, wskazują rzeczywiste wartości, jakie zostały zapisane w czarnych skrzynkach - czy to w polskiej czy w rosyjskiej, tego się nie dowiedzieliśmy, ale to jest oparte o konkretne zapisy.

parametry

Przyrządy podają wysokość w stopach i w metrach. Trzeci to radiowysokościomierz. "Odczyt wysokości barycznej jest powyżej odczytu wysokości radiowej, który jest zgodny z odczytem wysokości radiowej przedstawionej przez MAK. Samolot w momencie uderzenia o brzozę był na wysokości ok. 20 m. nad ziemią. Siłą rzeczy nie mógł ściąć brzozy skrzydłem na wysokości 5-5.7 m.

IMG_9803m

Zwrot, który wykonał samolot (gwałtowny skręt w lewo) za punktem TAWS38 "został wymuszony zewnętrzną siłą na tym samolocie. Przy normalnie pracujących silnikach, działający samolot nie jest w stanie wykonać tak szybkiego zakrętu. Ten samolot ma 80 ton, ma bezwładność i potrzebuje czasu na wykonanie takich figur w powietrzu."- podkreślił prof. Nowaczyk.

Naukowiec przedstawił także świeżą ekspertyzę techniczną firmy ATM z odczytu QAR czyli rejestratora szybkiego dostępu.

Ta ekspertyza składa się z dwóch części: papierowej i cyfrowej - na płytach CD". - wyjaśniał profesor. - "Te dane potwierdzają hipotezę, którą rozważamy od półtora roku.

Komputer TAWS rejestruje także uszkodzenia sensorów aparatury samolotów, z którą się kontaktuje. - kontynuował profesor. - Zapisuje w pliku błędy w transmisji z tymi sensorami, podając czas i miejsce tego zdarzenia. Z tych plików wynika, że już przy TAWS38 następują pierwsze awarie w samolocie, nie ma połączenia z czujnikami na skrzydle, występują kolejne awarie, m.in. systemu komunikacji pomiędzy komputerem sterującym nawigacją I pilota i II pilota. Nastąpiło także 11 innych zdarzeń czyli awarii. Zapis jest heksadecymalny.

Profesor zaznaczył:

Universal Avionic zaproponował pomoc - dalszy odczyt wszystkich heksadecymalnych wartości. Można nawet odczytać nawigacyjny komputer I pilota, który uległ bardzo poważnym uszkodzeniom, i porównać odczyty jednego i drugiego komputera (II pilota), bo każdy z nich ma FMS (komputer zarządzania nawigacją lotu samolotu). UA stwierdziła, że bateria podtrzymująca pamięć tego komputera jest sprawna, co oznacza, że zawartość tej pamięci są w stanie odczytać tylko czekają na informacje, czy to jest potrzebne śledczym.

"Nie otrzymali żadnej prośby". - dodał prof. Nowaczyk.

Niestety musi być skierowana prośba do NTSB przez organa prowadzące śledztwo albo przez organa państwowe. Do tej pory to się nie zdarzyło. Nikt się o taką pomoc do tej firmy nie zgłosił.

Jak wynika z polskiej czarnej skrzynki, wśród uszkodzeń samolotu, było uszkodzenie silnika, uszkodzenie pierwszego agregatu zasilającego samolot w prąd, zamilkły dwa kolejne agregaty. W okolicach TAWS38 miała miejsce awaria radiowysokościomierza - według wysokości barycznej samolot był na ponad 30 m., według wysokości radiowej - na ok. 12 m. To ogromna rozbieżność. Komisja Millera mając ten raport w rękach, mając tę informację, używa do samego końca przy analizie trajektorii tego samolotu wysokość radiową, nie używa barycznej. Tymczasem radiowy wysokościomierz kilkadziesiąt metrów za brzozą już nie działał. - dodał profesor.

IMG_9811m

W podsumowaniu, prof. Nowaczyk powiedział, że następująca sekwencja zdarzeń jest coraz bardziej prawdopodobna:

Pierwszy oderwał fragment lewego skrzydła, potem nastąpiła seria krytycznych awarii samolotu i wybuch w kadłubie samolotu w powietrzu i dopiero potem uderzenie w ziemię. Ekspertyza ATM nie podważa tej kolejności rzeczy, a wręcz przeciwnie utwierdza nas jako kolejny z dokumentów o takim przebiegu tej katastrofy.

Po prezentacji swoich analiz, profesor odpowiadał na pytania licznie zgromadzonych słuchaczy. Dotyczyły m.in. wspomnianego przez badacza zapisu lądowania w TAWS38, wiarygodności czarnych skrzynek (które są w Moskwie) oraz skrzynki QAR, w tym możliwości ingerencji w ich zapisy.

Na pytanie o to czy ktoś z pasażerów mógł przeżyć tę katastrofę, prof. Nowaczyk, powołując się na słowa dr Szuladzińskiego, odparł:

Bardzo mało prawdopodobne jest, żeby wszyscy zginęli. Jeżeli chodzi o wybuch, to sprawa jest zupełnie inna. To zależy od tego, jakie środki zastosowano, musimy znać przebieg wypadków, bo w grę wchodzi nie tylko sam wybuch, który zdarzył się na pewnej wysokości, ale w grę wchodzi inna rzecz - opóźniona pomoc, która mogła być opóźniona z premedytacją.

Na pytanie o zdjęcia satelitarne, odpowiedział:

Zdjęcia satelitarne strona polska otrzymała od Amerykanów. Zaginęły. Jakie zdjęcia przekazano, nie wiemy. I tych zdjęć do dzisiaj nie można znaleźć. Jak dokumenty przekazane przez inne państwo i to przekazane przez instytucje federalne innego państwa mogą zaginąć? I to nawet nie wiadomo gdzie zaginęły.

- dodał.

Na pytanie dotyczące ekshumacji Anny Walentynowicz i znalezionego w ciele nitu, prof. Nowaczyk i Antoni Macierewicz mówili o roli jaką odegrali w tym odkryciu dr Berczyński i mecenas Stefan Hambura, który "musiał stoczyć heroiczną walkę z prokuratorami, żeby chcieli uwzględnić i odnotować fakt znalezienia przez niego tego nitu, bo to on go znalazł, a nie prokuratorzy którzy niespecjalnie byli zainteresowani sekcją zwłok".

Całe spotkanie z prof. Nowaczykiem:

 

Prezentacja:

 

Wystąpienie posła Antoniego Macierewicza:



IMG_9751m

IMG_9757m

IMG_9800m

IMG_9768m

IMG_9855m
Żona prof. Nowaczyka

IMG_9828m

IMG_9755m

Relacja: Margotte i Bernard

Autor

Wiadomości Google

Kliknij Obserwuj i bądź na bieżąco!

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...