Jeszcze rozmaite wydarzenia przed nami. Wściekłość bezkarnie do tej pory rządzących, może przybrać jeszcze groźniejsze dla demokracji formy niż używane do tej pory. Walka wszelkimi, przede wszystkim jednak łobuzerskimi, metodami z niezależnym dziennikarstwem, korumpowanie firm i całych środowisk może już nie wystarczyć. Dlatego trzeba bardzo się obawiać o bezpieczeństwo uczestników Marszu Niepodległości, ponieważ zeszłoroczne doświadczenia mogą być tylko wstępem do jeszcze większych rozrób zaprogramowanych, przećwiczonych i opłaconych przez ekipę Tuska. Rola „krytyki politycznej” w bandyckich wyczynach została przecież dostatecznie udokumentowana. Proszę pisowni nazwy tej organizacji mi nie poprawiać. Nie zasłużyła na duże litery, wręcz przeciwnie.

Będą nas zatem mamić przeorientowaniem gospodarki na czas kryzysu, wspaniałymi perspektywami dla rodzin, zachętami ich powiększania, lepszą opieką nad chorymi itp. Wszystko to lipa, bo słyszeliśmy te zaklęcia z ust Tuska już nie raz. Będą próby wymiany ministrów – jednego nieudacznika na innego, jednego cymbała na drugiego. Najprawdopodobniej główny cymbał pozostanie ten sam. Dopiero ruch przedostatni spowoduje odejście ojca Józefa Bąka, a awans Schetyny, Kopacz, czy też kogoś innego z tej szajki. Wszystko zależy od tego, kto kogo zdoła wcześniej utopić, albo przynajmniej dostatecznie skompromitować. Przypominając klasyka w tej sprawie – „Wersalu to tam nie będzie”.

Dla przyzwoitej opozycji najważniejsza wytyczna na najbliższe miesiące - nie dać się sprowokować. Tylko przedstawiać fakty. Dawne i nowe. O starych nie zapominać, nowe wyciągać na światło dzienne. I niech się tłumaczą, niech kręcą i wychodzą na idiotów, jak dziś Boni majacząc znowu o zapracowaniu podczas organizacji pogrzebów i najczystszych intencjach. A wielka forsa poszła do szmaciarzy, choć i Włosi i polskie organizacje proponowały swój udział bezpłatnie.

Niech się zakłamią i zaplują do ostatniej bredni. Naród jest wytrzymały, ale nie aż tak, jak im się wydawało. Jednak jest kres nawet najlepiej zorganizowanej szulerni. Właśnie się zbliża. I oni o tym wiedzą i my też wiemy. Trzeba tylko wciąż pamiętać o znanej od wieków prawdzie – wściekły pies jest znacznie groźniejszy od niedotkniętego tą chorobą. Dlatego wciąż trzeba bardzo uważać. I nie podchodzić zbyt blisko.