Nowomowa, bełkot – pisanie na zamówienie? Czyżby takie artykuły miały ocieplić wizerunek Rosji w oczach Polaków?

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Niektórym się wydawało, że czas obowiązywania nowomowy skończył się 22 lata temu. Niestety, nic takiego nie nastąpiło. Jest jeszcze gorzej. W PRL-u metoda była znana i nikt rozsądnie myślący nie dał się nabrać. Nawet dziennikarze pisali „między wierszami”, puszczając oko do czytelnika. Obecnie czujność została uśpiona. Nowomowa jest zmodyfikowana, choć elementy ma podobne - lecz słowa klucze inne.

We Wrocławiu ukazuje się czasopismo „Prawda jest ciekawa - Gazeta Obywatelska”. Redaktorem naczelnym jest Kornel Morawiecki. Wydawałoby się, że jest to radykalna, antykomunistyczna, niezależna, niepodległościowa gazeta, wszak Morawiecki jest jednym z symboli walki z komunizmem o niepodległość Polski. W stanie wojennym był Przewodniczącym „Solidarności Walczącej” („SW”)  - radykalnej organizacji, zrzeszającej tysiące członków w całej Polsce. Ugodowa opozycja zwalczając ten ruch, przyklejała mu np. w „Amnesty International” łatkę terrorystów. „Solidarność Walcząca” była sprawną organizacją twardych ludzi. Miała swój wywiad i nie wyrzekała się w walce stosowania nawet przemocy, gdy zajdzie taka potrzeba. „Od zaciskania pasa ważniejsze jest zaciskanie pieści” – głosił jeden z jej liderów, Andrzej Kołodziej. Kilku członków „SW” zmuszonych było się ukrywać.

Byłam jednym z ukrywających się przywódców „SW”. O przeszłości Wałęsy wiedzieliśmy od dawna i ostrzegali wiele osób. W 1988 r. ujawniliśmy rozmowy i konszachty władzy z opozycją konstruktywną w Magdalence. Byliśmy przeciwko „okrągłemu stołowi” i przestrzegaliśmy przed zgodą na 35% wybory do sejmu kontraktowego. Wzywaliśmy wtedy do bojkotu. Przewidzieliśmy, że oszukany naród nie będzie w przyszłości już nikomu wierzył. Historia przyznała nam rację. Jako niewygodni i niebezpieczni, zostaliśmy skazani na zamilczenie w mediach. Do dziś jesteśmy osobami niewygodnymi  - bo niepokornymi. Większość naszych członków żyje w biedzie, która upokarza. Okazuje się jednak, że niektórym znudziło się bycie „na marginesie” i postanowili włączyć się w główny nurt. Wykorzystują - niestety dla uwiarygodnienia swojego postępowania, mit organizacji.

Jak w Gazecie Obywatelskiej - „Prawda jest ciekawa” - mógł znaleźć się tekst wybielający zbrodnie sowieckiej Rosji na Polakach? ( http://gazetaobywatelska.info/news/show/8 ). Autor, prof. Mikołaj Iwanow chce wykazać, że 10 razy więcej Polaków zginęło z rąk niemieckich, niż rosyjskich. Na koniec pada konkluzja autora:

Podczas II wojny światowej Niemcy byli dla Polaków 10 razy  gorsi od Sowietów.

Czyżby miało to ocieplić wizerunek Rosji w oczach Polaków? Oczywiście w tabelce porównującej są „naziści i sowiety”. Autor boleje nad tym, że:

Zdecydowana większość młodego pokolenia Polaków, wychowanych w wolnej już Polsce uważa, że to „czerwoni oprawcy z Katynia” byli o wiele bardziej okrutni od „brunatnych morderców z Oświęcimia". Kiedy zaczynam wyjaśniać, że nie do końca tak było, następuje zdumienie… Ale bardzo często młodym nie chce się w to wierzyć. Tak głęboko jest zakorzenione ich przekonanie o wiele większej potworności zbrodni komunistycznych.”

Dane, prezentowane na konferencji IPN przez dr Aleksandra Gurjanowa z Ośrodka „Memoriał” w Moskwie, zawarte w opracowaniu „Sowieckie represje polityczne na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej w latach 1939-1941”,  różnią się od liczb podanych przez Iwanowa. (http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/329/5026/?poz=3&update=1)

Iwanow nic nie wspomina o ludobójstwie, dokonanym na 140 tys. Polaków w latach 1937-38. Ograniczył się do II wojny światowej. Zupełnie zapomniał o zagrabieniu majątku milionów Polaków wysiedlonych z Kresów, oraz wywiezieniu z terenów Polski całych fabryk. Wyraźnie zaniża ilość żołnierzy niepodległościowego podziemia, poległych w walce z reżimem narzuconym na sowieckich czołgach. „Maria Turlejska podaje liczbę 8 668 konspiratorów poległych w boju. (…) Według niezweryfikowanych danych w latach 1944-1954 z przyczyn politycznych na karę śmierci skazano ok. 5 tys. osób, ponad połowę kar śmierci wykonano. W historiografii pojawia się liczba 21 tys. osób zmarłych w więzieniach. (…) Według prof. Adama Strzembosza z prawnego punktu widzenia terytorium powojennej Polski w latach 1944-1956 znajdowało się w stanie sowieckiej okupacji wojennej.” - czytamy we wstępie do wydanego przez Instytut Pamięci Narodowej w 2007 roku „Atlasu Polskiego Podziemia Niepodległościowego 1944 – 1956”. Warszawa – Lublin 2007 (http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/866/15641/?poz=6)

Nawet się nie zająknął się Iwanow o wywózce do łagrów w Związku Sowieckim żołnierzy AK w latach 1944-45, o ponad 100 tys. górników wywiezionych ze Śląska, z których kilkadziesiąt tysięcy nie wróciło. Nie wspomniał o łagrach na Śląsku, zakładanych już w lutym 1945r., w których ginęła ludność cywilna, oraz o mordowaniu przez „Czerwonoarmiejców”  czasem całych wsi na Śląsku. Zapomniał o gwałtach i  rabunkach. Po pierwszej sowieckiej okupacji, gdy Niemcy wkroczyli w czerwcu 1941r.,  Polacy odetchnęli. Moja mama, która przeżyła jako osoba dorosła kolejno trzy okupacje – mówiła: „dwa diabły straszne - brunatny i czerwony, ale ten czerwony straszniejszy”.  Autor tekstu „Polskie straty-Mikołaj Iwanow”,  obywatel Rosji, jest członkiem redakcji „Prawda jest ciekawa”. (http://gazetaobywatelska.info/pages/show/redakcja)

To była lipcowa „podgatowka”. No cóż, po wizycie Patriarchy Cyryla i zadekretowaniu nowego rozdania, takich tekstów jak ten Mikołaja Iwanowa, będzie coraz więcej.

Bardzo dziwny jest tekst  redaktora naczelnego, Kornela Morawieckiego - „Święte pamiątki”  - jako „Dwugłos - Kornel Morawiecki i Urszula M. Radziszewska”, zamieszczony również na łamach wspomnianego czasopisma „Prawda jest ciekawa”. Najpierw autor uderza  w „najwyższe tony”:

Tabernakulum z Bożym Ciałem i Grób Nieznanego Żołnierza. Znaki wiary i ojczyzny. Najświętsze miejsca.

Przywołuje Leśmiana „Śmierć, patrzy w kość, nie w twarz.”, by zaraz potem napisać:

Po 10 kwietnia 2010 roku był wybór: szybkie, uroczyste pochówki, albo długotrwała identyfikacja porozrywanych części ofiar. Rodziny, władze państwowe i kościelne oraz my wszyscy wybraliśmy to pierwsze.

Oczywiście nie podaje kogo nazywa „my wszyscy”. Kto wybrał! On? Rodziny? Naród? Te miliony, stojące godzinami na Krakowskim Przedmieściu, by oddać cześć Prezydentowi i poległym? Nie przypominam sobie, by ktoś pytał obywateli - czy chcą szybkiego pochówku, czy śledztwa! Rząd zapewniał, że wszystko jest  pod kontrolą! Ja chciałam wyjaśnienia, co się stało w Smoleńsku. Tam zginęło kilku moich bliskich przyjaciół.  Mówiłam i pisałam o konieczności skrupulatnego śledztwa w Polsce. Tak jak kilkunastu dziennikarzy, próbowałam zbierać jak najwięcej informacji. Postulowałam stworzenie niezależnej, międzynarodowej komisji. Wręcz nawoływałam do otwierania trumien!

Dalszej części artykułu już zupełnie nie rozumiem:

Teraz ekshumujemy groby. Idzie o szczątki pogrzebanych. O to, czy leżą tam właściwe ciała. Już wiemy, że w grobie Anny Walentynowicz pochowano inną osobę. Czy od takich faktów uzależnimy pochylenie głowy i pacierze składane przy mogiłach uświęconych religijnymi i patriotycznymi obrzędami? Co chcemy udowodnić? Zaniedbania rządu, niefrasobliwość Rosjan? Tuż po tragedii świadomie przymykaliśmy na nie oczy. Czy teraz tą bolesną dociekliwością nie naruszamy czasem majestatu śmierci?

Czy oznacza to, że zdaniem autora nie jest ważne – kto jest gdzie pochowany? Czy po 2 latach i 7 miesiącach nawoływań o prawdziwe śledztwo, badań kilku niezależnych ekspertów, mamy posłuchać Morawieckiego i być cicho, bo naruszamy wg niego majestat śmierci? Czy rodziny nie mają już żadnych praw? Czy my jako Polacy mamy ugiąć kark? Milczeć, bo wyjdą na jaw czyjeś zaniedbania i niefrasobliwość? Czy mamy czekać tak, jak na wyjaśnienie wszystkich okoliczności mordu katyńskiego?

Na zakończenie autor znów uderza w wysokie tony:

Nad zmartwychwstanie ciał przedłożyliśmy zmartwychwstanie i honorowanie ducha. Nad niebiańskie raje – wierność wartościom. Na takiej drodze potwierdzaliśmy nasze człowieczeństwo. Tego się trzymajmy.

Chciałoby się rzec: - Trzymaj się Pan, Panie Morawiecki czego chcesz, ale nie rób ludziom wody z mózgu.

Ten tekst trzeba przeczytać w całości:  http://gazetaobywatelska.info/news/show/266

Zupełnie niezrozumiałe i niepotrzebne jest wydawanie przez Morawieckiego oświadczeń, w których odcina się od członków „SW”. Na pogrzebie Ani Walentynowicz, ktoś z Gorzowa miał transparent, na którym napisał to - co myśli. Miał do tego prawo. Tak jak on, uważa już coraz więcej ludzi. W wydanym oświadczeniu czytamy:

Solidarność Walcząca nie jest autorem napisu „To był zamach”, prezentowanego podczas gdańskiej Mszy żałobnej za Annę Walentynowicz. Wyrażamy żal, że doszło do skandalicznego naruszenia powagi nabożeństwa i że przypisano to SW. Osoby zakłócające uroczystości nie reprezentowały Solidarności Walczącej i nie były przez nas do tego upoważnione.  (http://www.sw.org.pl/)

Przez nas - czyli przez kogo? Przez obecne  Stowarzyszenie „SW”? Przez Kornela Morawieckiego w liczbie mnogiej?

Otóż Morawiecki myli się - każdy członek „Solidarności Walczącej” ma prawo nie tylko przyznawać się do Organizacji „SW”,  w której działał na rzecz niepodległej i niekomunistycznej Polski, ale też wyrażać swoje poglądy. To jest wolność słowa, o którą walczyliśmy.

Anna Walentynowicz w jednym z ostatnich swoich wywiadów powiedziała otwarcie, że nie zaprosi Kornela  Morawieckiego na żadną konferencję, która będzie organizowała.  http://vod.gazetapolska.pl/1967-niepublikowany-wywiad-andrzeja-brzezika-z-anna-walentynowicz Dlaczego więc wtrąca się on do jej pogrzebu?

Te teksty wydają się być pisane na zamówienie. Obym się myliła i była to zwykła głupota – bełkot i współczesna nowomowa – wysokie tony i pacyfikacja społeczeństwa.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...