Po co nam rok wiary? Nie tylko pogoń za innością i sensacją jest przyczyną gloryfikacji tego, co niechrześcijańskie

fot. idziemy.pl
fot. idziemy.pl

Z pewnością nie po to Benedykt XVI ogłosił Rok Wiary, abyśmy zorganizowali kilkadziesiąt religijnych eventów, jak to się modnie dzisiaj mówi, napisali sprawozdania, odtrąbili sukces i spoczęli na laurach.

Nie o jeden tylko rok wiary przecież chodzi, ale o wiarę jako taką, nad którą zastanawiamy się chyba za mało. Zwłaszcza my, Europejczycy i Polacy, którym często towarzyszy jeszcze przekonanie, że żyjemy w cywilizacji z gruntu chrześcijańskiej, gdzie praktykowanie wiary zdaje się czymś tak powszechnym, że aż zwyczajnym. Jako barwny wykwit na tej szarości jawią się deklaracje innowierców, a coraz częściej również wojujących ateistów, które choćby przez swoją inność przyciągają uwagę żądnych sensacji mediów.

Ale nie tylko pogoń za innością i sensacją jest przyczyną gloryfikacji tego, co niechrześcijańskie, a przemilczania dobra, które ma swoje korzenie w wierze w Chrystusa oraz rytualnego obrzucania Kościoła błotem za grzechy faktyczne i zmyślone. Za wieloma antykościelnymi i antychrześcijańskimi ekscesami stoją ponadnarodowe organizacje, które w oderwaniu ludzi od Boga i niszczeniu autorytetu Kościoła widzą szansę na przejęcie niepodzielnego rządu dusz. Wyznawcy rozmaitych utopii, w imię szatańskiej mrzonki: „Będziecie jako bogowie” (por. Rdz 3,5), od zawsze gotowi są sięgać po każdy środek, by osiągnąć swój cel. Doświadczenie piekła Rewolucji Francuskiej, faszyzmu i komunizmu niczego ich nie nauczyło. Dlatego nie możemy spać spokojnie. Parafrazując słowa Jana Pawła II o wolności, również o wierze trzeba powiedzieć, że nie jest nam dana raz na zawsze, ale także zadana. Wiarę, chociaż jest łaską, trzeba również zdobywać i pielęgnować. Niech nas nie usypia Chrystusowe zapewnienie, że bramy piekielne nie przemogą Jego Kościoła. Bo choć Kościoła jako takiego nie przemogą, to nigdzie nie ma gwarancji, że akurat u nas nic nie doprowadzi Kościoła do takiego stanu, w jakim jest on dzisiaj w Północnej Afryce – niegdyś wybitnie chrześcijańskiej.

Do Roku Wiary powinniśmy podejść trochę podobnie, jak do małżeńskich jubileuszy. Ogłoszenie Roku Wiary nastąpiło przecież w związku z 50. rocznicą Soboru Watykańskiego II i 20-leciem Katechizmu Kościoła Katolickiego. W małżeństwie jubileusz jest okazją nie tylko do świętowania i dziękczynienia, ale również do stanięcia przed Bogiem i odnowienia przyrzeczeń wierności tej osobie, z którą się idzie przez życie od lat. Podobnie w Roku Wiary mamy odnowić nasze relacje z Bogiem. Nie tylko po to, aby przetrwały czas i wyzwania, które są jeszcze przed nami. Ale również po to, by się rozwinęły i dojrzały. Aby nasze świętowanie i codzienność były świadectwem, że wiara, podobnie jak małżeństwo, jest nie tylko „słodkim jarzmem”, ale czyni człowieka szczęśliwym.

Wiara bowiem to nie tylko uznanie prawdy o istnieniu Boga i wszystkich prawd przez Niego objawionych. To nade wszystko osobiste zawierzenie Bogu, który umiłował człowieka aż do końca. Ma oczywiście wiara – podobnie jak małżeństwo – także swój wymiar kościelny i społeczny. W prawdziwego Chrystusa można wierzyć tylko w jedności Kościoła, który – jak przypomina Benedykt XVI – jest pierwszym podmiotem wiary. A gdy chodzi o żywotność owej chrześcijańskiej civitas, to zależy ona od żywotności relacji każdego z nas z Chrystusem.

Naszych Czytelników w ożywieniu tych relacji będziemy wspomagać tekstami o. Jacka Salija OP i o. Dariusza Kowalczyka SJ o najważniejszych prawdach wiary, pokazywaniem biblijnych świadków wiary oraz odwoływaniem się do doświadczeń wiary współcześnie znanych i lubianych postaci.

Tekst pochodzi z najnowszego numeru Tygodnika "Idziemy"

Polecamy www.idziemy.pl

 

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...