Przez kilka godzin uciekał w Arizonie przed policją. Ucieczce samochodem towarzyszyły kamery telewizyjne. Skończyło się samobójstwem w telewizji na żywo.
Początek był zwykły, jak to w piątkowe popołudnie, około czwartej po południu czasu nowojorskiego, gdy na rynku telewizyjnych wiadomości zaczyna się z reguły weekendowa posucha.
Stacja Fox News Chanel zaczęła nadawać relację na żywo ze śmigłowca, który leciał za pędzącym samochodem autostradą w okolicach Phoenix. W środku człowiek z bronią, prawdopodobnie złodziej samochodowy. Kilkadziesiąt minut wcześniej strzelał do policjantów w trakcie ucieczki. Teraz mknął autostradą z prędkością dochodzącą do 170 km/h, slalomem omijając wolniejsze pojazdy.
Było przepiękne słońce, na niebieskim niebie żadnej chmury. Pędzący autostradą czerwony samochód i w tle komentarz prowadzącego. Dokąd on dojedzie? Na ile starczy mu benzyny? Słowem nic szczególnego: zwłaszcza w piątkowe popołudnie, gdy nie dzieje się nic politycznie ważnego, takie pościgi FNS pokazuje. Ot, raptem ponad tydzień wcześniej, ucieczka bankowych rabusiów po uliczkach Los Angeles. Tam były nawet efekty komiczne: uciekający wyrzucali przez okno banknoty, miejscowa biedota je chwytała, skutecznie spowalniając w wąskich uliczkach policyjne radiowozy.
Słońce, bezchmurne niebo, mknący samochód – obrazek w sam raz na piątkowe popołudnie pozbawione kryzysów politycznych i klęsk żywiołowych dziejących się „na żywo” już i teraz. Ale uciekinier skręcił w boczną drogą. Jego samochód spowijały kłęby kurzu. Gdzie jedzie? Tajny plan ucieczki bezdrożami? Po wyschniętych strumieniach. A może on jest stąd? Jest farmerem, który w wolnych chwilach dorabia na kradzieży samochodów? Głos prowadzącego w tle zdradza wyraźne zainteresowanie motywami człowieka, który porzucił wygodną autostradę aby pędzić po pustynnych wertepach.
Kiedy uciekinier zatrzymał się w kępach traw, słońce dalej było bezchmurne. Ale prowadzący zaczął zdradzać objawy lekkiego zdenerwowania.
– Czeka się na koniec takich historii i człowiek się niepokoi, jaki będzie koniec –
powiedział Shapard Smith ze studia.
Kierowca zaczął coś manipulować po drzwiach. Po czym zaczął biec, najwyraźniej zachowywał się dziwnie. Zataczał, wymachiwał ręki, strzelał w powietrze... Wreszcie stanął, przyłożył pistolet do głowy. Wystrzelił i padł... Wszystko to na żywo w krajowej telewizji. Jeszcze tylko przejście na studio i krzyk prowadzącego „przerwijcie to, przerwijcie to, przerwijcie to!”. I wielkie rozczarowanie.
Po przerwie na reklamy, padło wyjaśnienie z ust Sheparda Smitha. – Mamy coś Państwu do wyjaśnienia. Kiedy pokazywaliśmy Państwu ucieczkę samochodem i kierowca wysiadł z samochodu, mieliśmy opóźniony przekaz. To dlatego nic nie mówiłem przez dziesięć sekund. Mieliśmy pięciosekundowe opóźnienie, tak że widzieliśmy wszystko w studio pięć sekund przed Wami. Tak jeśliby stało się coś strasznego, moglibyśmy przerwać nadawanie, aby Państwo tego nie widzieli. I naprawdę schrzaniliśmy to.
Jest nam naprawdę bardzo, bardzo przykro. Tego nie można pokazywać w telewizji. Podjęliśmy wszelkie kroki aby zapobiec pokazaniu tego w telewizji. Osobiście Państwa przepraszam, że coś takiego się stało. Przepraszam, to się już nigdy więcej nie stanie, kiedy ja będę w studio – mówił wyraźnie poruszony Smith. Całość do zobaczenia tu.
Tym razem śmierć na żywo była wynikiem błędu. Ale fakt, że ją pokazano, wynika ze specyfiki współczesnych telewizji informacyjnych. Nadają 24 godziny na dobę, ścigając się na szybkość i dramatyzm przekazu. Te unoszące się na niebie śmigłowce muszą przecież coś pokazać, aby na siebie zarobić. Zatrudnieni w newsroomie też muszą podkręcić przekaz, aby dostać pensję.
Codziennie świeża dawka sensacji, musi być przebita następnego dnia jeszcze mocniejszym obrazkiem...
Paweł Burdzy z Chicago
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/141260-samobojstwo-na-ekranie-telewizora-czeka-sie-na-koniec-takich-historii-i-czlowiek-sie-niepokoi-jaki-bedzie-koniec
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.