Sytuacją idealną, która gwarantuje i zabezpiecza kraj przed wynaturzeniem władzy i reżimu demokratycznego, jest istnienie różnorodnego przekazu medialnego, który zapewnia odbiorcy możliwość zapoznania się z argumentacją różnych stron politycznego sporu. Każdy musi mieć możliwość znalezienia rzetelnej i obiektywnej informacji oraz zapoznania się z wnioskami i interpretacjami osób z różnych stron sceny politycznej oraz komentatorów mających różne światopoglądy. Odbiorca musi wiedzieć oraz móc wyrobić sobie swój własny komentarz na potrzeby prywatne oraz publiczne.

Media czy publiczne czy prywatne nie powinny odstępować od tej praktyki, ponieważ ona jest de facto kluczem do sprawnego działania demokracji. Obywatele pełnią w niej przecież rolę kontrolną nad politykami oraz całym spektrum rzeczywistości publicznej. Nadzorca musi natomiast wiedzieć, co się dzieje na prawdę, by móc korygować bądź też zmieniać swojego najemnika. Politycy są jak najemnicy i muszą być poddawani kontroli społeczeństwa. Na co dzień tę kontrolę sprawują media.

Patrząc na polski rynek medialny, należy uznać, że polska rzeczywistość daleko odbiega od modelowych realiów demokratycznych. Polski rynek medialny jest pełen patologii, które wpływają na życie polityczne i wykrzywiają polską demokrację. Czy można w ogóle mówić jeszcze w Polsce o reżimie demokratycznym? To pytanie pozostaje na razie otwartym, choć wielu powie już twardo, że nie.

Sojusz, jaki po 2005 roku media i środowiska postkomunistyczne zawarły z Tuskiem, daje do dziś zatrute owoce. Podobnie, jak brak weryfikacji mediów i dziennikarzy u zarania III RP, sojusz ten stał się niczym grzech pierworodny ostatnich lat w Polsce. Media tzw. mainstreamowe, w imię politycznych i finansowych zysków, stały się zagorzałym obrońcą ekipy Tuska. Dziennikarze są jedną z najbardziej zdeprawowanych grup zawodowych w Polsce. Są grupą, która w sposób drastyczny zerwała ze swoją misją, tak istotną dla państwa demokratycznego i społeczeństwa. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich mediów i ich pracowników, ale, z racji przewagi mediów liberalnych i lewicowych dziennikarze jako grupa społeczna jawią się jako siedlisko ogromnych patologii.

Media zamiast mówić o rządzie wolą zajmować się tymi, którzy na bieżące życie polityczne mają wpływ raczej symboliczny. Dzięki prowadzonej w Polsce taktyce ogłupiania Polaków, wiele osób w sposobie działania mediów nie widzi nic szczególnego. Dla części opinii publicznej nie jest zaskoczeniem, że środki masowego przekazu działają jak propaganda w kraju ademokratycznym. Oni o realiach i znaczeniu rynku medialnego dla zdrowia życia państwa demokratycznego nic nie wiedzą. Nad ich polityczną, ale nie tylko, ignorancją pracują te media oraz ci politycy, którzy w obronie realiów III RP widzą swój cel i zysk. Opinia publiczna jest skazana przez nich na umysłową degenerację, co ma im właśnie przynieść spokojne trwanie obecnego, szkodliwego status quo. Na pytanie, dlaczego jest coraz gorzej, urabiani Polacy mają odpowiadać: bo ten PiS...

Tekst jest fragmentem artykułu „Demokracja w krzywym zwierciadle”, który został opublikowany w najnowszym numerze miesięcznika „Opcja na Prawo”