Kardynał Kazimierz Nycz w ważnych chwilach jako pasterz powinien być razem ze swoją owczarnią

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Zawsze pozytywnie wypowiadałem się o ks. kard. Kazimierzu Nyczu. Przede wszystkim z powodu jego postawy wobec władz komunistycznych w latach 70-tych i 80-tych, kiedy to jako młody ksiądz nie dał się zwerbować SB. Z kolei jako biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, a następnie jako ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, dał się poznać jako gorliwy duszpasterz.

Jedyny raz kiedy wypowiadałem się o nim krytycznie, to wtedy, gdy w 2010 r. wysłał młodych księży, aby zabrali krzyż z Krakowskiego Przedmieścia. Wyrażałem też wątpliwości w sprawie mszy św. w czasie pogrzebu Bronisława Geremka, którego związki z Kościołem katolicki, mówiąc najdelikatniej, były znikome. Nabożeństwo to metropolita warszawski koncelebrował wraz z z dwoma innymi arcybiskupami, a dla  tłumu polityków, z których mało kto w ogóle chodzi do kościoła, zarezerwowano wszystkie pierwsze ławki. Po tym wydarzeniu miałem  ogromny niesmak, bo w ostatnich latach uczestniczyłem w pogrzebach wielu gorliwych i uczciwych katolików świeckich, mocno zaangażowanych w sprawy Kościoła i Ojczyzny, ale jakoś żaden z biskupów na miejsce wiecznego spoczynku ich nie odprowadzał. Jak widać w Kościele  są "równi i równiejsi".

Niestety również i dzisiaj muszę wyrazić swoje wątpliwości. Mogę zrozumieć, że w czasie wydarzeń, które mają się rozegrać w dniu 29 września br., ksiądz kardynał nie chce, aby w kościele podlegającym jego jurysdykcji kazanie głosił biskup z innej diecezji. Mogę zrozumieć też, że nie jest mu "po drodze" z Jarosławem Kaczyńskim czy ks. Tadeuszem Rydzykiem. Jednak w ważnych chwilach jako pasterz powinien być razem ze swoją owczarnią. Oczywiście nikt nie oczekuje od niego, że weźmie udział w samym marszu. Powinien jednak przed jego rozpoczęciem osobiście odprawić mszę św. dla uczestników, którzy przecież zjeżdżają się z całej Polski, i wygłosić do nich Słowo Boże. Jak czytamy w Piśmie Świętym  kapłan jest bowiem "z ludu wzięty i dla ludu ustanowiony".

Siłą Kościoła polskiego w latach komunizmu było to, że był on razem z wiernymi. Dzisiaj najwyraźniej powstaje pęknięcie pomiędzy niektórymi członkami Episkopatu a zwykłymi katolikami. Oby to pęknięcie nie przerodziło się w trwałą przepaść.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych