Wiele osób widzi w tym aluzję seksualną. Nawet jeśli nie była zamierzona, taką ma wymowę

- przekonuje Piotr Stasiński na drugiej stronie "Wyborczej". Nawiązuje do medialnej i politycznej  hecy wokół otrzęsin w lubińskim gimnazjum prowadzonym przez salezjanów. Uczniowie zlizywali "coś białego" z kolan księdza.

Sprawa jest relacjonowana tak emocjonalnie, że nawet rozsądni skądinąd ludzie ulegają psychozie. Pewien mój znajomy przekonywał mnie, że skandalem jest sam rytuał otrzęsin zaczerpnięty z subkultury więziennej.

Przypomniałem mu, że podobny rytuał miał miejsce u nas na studiach - w 1982 roku czołgaliśmy się na kolanach przed dziekanem, który bił nas po głowie rolką papieru, podczas gdy koledzy mazali nas pianką i farbą.  Naturalnie byliśmy starsi niż ci uczniowie, ale podobne otrzęsiny przypominam sobie z liceum, w którym pracowałem przez cztery lata - między 1987 i 1991. Tamtejsze pierwszaki chętnie się temu poddawały, nie było w tym nic okrutnego ani poniżającego, choć też czołgały się na kolanach.

Nikomu nie przychodziło do głowy załamywać rąk nad zdziczeniem, bo po prostu parodiowano może i groźny zwyczaj - z pełną jednak świadomością, że to tylko przedrzeźnianie. Naturalnie, jak się zadekretuje, że to akt okrucieństwa, ktoś w to może i uwierzy.

Nota bene nawet mój znajomy oceniał nie mając pojęcia, jak ten incydent w istocie wyglądał. Ja dowiedziałem się od... Moniki Olejnik, która na dalszej stronie "Wyborczej" też się oburza, ale pisze już raczej o akcie głupoty niż okrucieństwa czy tym bardziej seksualnych perwersji. Oto niczego nie zlizywano, a wkładano nos w piankę. A co najważniejsze, kto chciał robił to, kto nie chciał, stał w tłumie.

Młodzież najwyraźniej  traktowała to jak dobrą zabawę i w wypowiedziach na gorąco broniła swego katechety i swojej szkoły. No ale teraz oświeceni ludzie wytłumaczą im, że byli w błędzie. Że są ofiarami. Janusz Palikot już wymachuje epitetem "zboczeniec" i wnioskiem do prokuratury. A "Wyborcza" ze Stasińskim na czele jest tylko pół kroku z tyłu.

Jestem ostatnią osobą, która broniłaby duchownych dla zasady. Nieraz zarzucałem im grzechy i grzeszki - od krycia swoich czarnych owiec mających kłopot z seksualnością do tuszowania innych skandali - finansowych czy lustracyjnych. Ale w tym przypadku niewinny incydent jest rozdymany zupełnie jak w komunizmie czy w III Rzeszy, kiedy to na księży szukano po prostu haka. Powtarzam, ludzie "na dole" sami nie zauważyli niczego zdrożnego. Ale winiarz z Biłgoraja i gazeta Michnika mają większą od nich władzę interpretacji.

Sprawa ma dodatkowy aspekt - można się domyślać, że ci księża inicjujący zabawę, byli pewnie przekonani, że są fajni, że są blisko młodzieży. To, że zostaną opisani jako tyrani wymuszający na swoich uczniach "okrutny akt poddaństwa" nie przyszło im nawet do głowy. Teraz będą się pilnowali na każdym kroku, co zapewne ich od tej młodzieży oddali.

Byli może toporni, niezręczni w swoim poczuciu humoru (zdaje się jednak, że podzielanym przez samych gimnazjalistów). Teraz między nimi i uczniami może wyrosnąć mur. I zapewne o to chodzi autorom nagonki. Skoro słów potępiania nie szczędzi nawet Łukasz Adamski, który skądinąd słusznie dostrzega szkody, jakie poniesie Kościół, ale który też powinien moim zdaniem bardziej zainteresować się kontekstem. To nie jest jednak, drogi Łukaszu, zjawisko fali.

A już odwoływanie się do podtekstów seksualnych (nie przez Adamskiego, którego teksty wyjątkowo skądinąd cenię, a przez Stasińskiego) jest czymś wyjątkowo ohydnym. Dwadzieścia lat temu wzięcie małego dziecka na kolana przez obcą osobę nie budziło żadnych skojarzeń. Dziś budzi skojarzenie z pedofilstwem, ale tylko dlatego, że wszyscy o tym mówią i piszą - czasem słusznie, ale czasem z dużą dozą przesady. Ci gimnazjaliści prawdopodobnie nawet nie pomyśleli o tym, że wszystko można tłumaczyć przez seks. Ale wpływowi pedagodzy Palikot i Stasiński im to wytłumaczą. Tylko świat nie stanie się od tego racjonalniejszy ani lepszy. Przeciwnie.

Oddzielną konsekwencję jest wbicie młodym ludziom do głowy schematu, w którym bardzo łatwo jest im odgrywać rolę ofiary. Będą nam rosły pokolenia delikacików i roszczeniowców. Myśmy się tak ze sobą nie pieścili. Bo nikt nas nieustannie, i często głupio, nie bronił.