Sporo komentarzy wywołał opublikowany w Internecie film brytyjskiej telewizji Channel 4, która przeprowadziła eksperyment pokazujący, co dzieje się z samolotem i pasażerami po uderzeniu w ziemię w warunkach podobnych do tych, w których lądował TU154-M. Według portalu "Obserwator" kierowanego przez Stanisława Janeckiego, Brytyjczycy wydali na ten cel ok. 5 milionów złotych, poświęcając je m.in. na kupno Boeinga 727, będącego prototypem rządowego tupolewa.

Jak czytamy:

W trakcie eksperymentu Boeing rozbił się, każdy element lotu został zbadany dzięki aparaturze zainstalowanej na pokładzie. Pilot James Slocum wyskoczył na spadochronie, na wysokości ok. 800m nad ziemią, a samolot był prowadzony ku zderzeniu z ziemią, zdalnie sterowany z lecącego powyżej samolotu Cesna. Wszystko to, działo się na pustyni Sonoran w Meksyku.

Film z tego eksperymentu można zobaczyć w Internecie:

Portal sugerował także, że eksperyment może pomóc wyjaśnić przyczyny katastrofy w Smoleńsku. To ze względu na bliźniaczą konstrukcję Boeinga, podobne warunki w jakich oba samoloty spadały oraz to, że maszyna uczestnicząca w eksperymencie Brytyjczyków była wypełniona po brzegi aparaturą i sprzętem badającym wszystkie parametry istotne dla poprawy bezpieczeństwa lotów.

O sprawę eksperymentu przeprowadzonego przez brytyjską telewizję "Rzeczpospolita" zapytała szefa parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy, Antoniego Macierewicza. Powiedział on gazecie:

To ważny element w dyskusji nad raportami MAK i komisji Millera, ale nie może być traktowany jako koronny dowód ich nieprawdziwości. Sytuacja przypomina raczej "twarde" lądowanie i tylko w niewielkim stopniu odwzorowuje katastrofę w Smoleńsku

- stwierdził Macierewicz.

Eksperyment został przeprowadzony w kwietniu 2012 roku.

lw, obserwator.com, rp.pl