„Wyborcza” spowiada Giertycha. Nie chce całkowitego zakazu aborcji, rozumie homoseksualistów, wstydzi się za słowa o Kwaśniewskim

Fot. wPolityce.pl
Fot. wPolityce.pl

Były wicepremier, a dziś tylko adwokat w znaczącej rozmowie z lewicową „Gazetą Wyborczą” – zatytułowanej „Spowiedź Giertycha” – wyznaje „grzechy” przeszłości i składa kilka ważnych deklaracji.

Mówi m.in., że jeśli chodzi o politykę, to jest „śpiochem”.

Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość.

- mówi, choć z drugiej strony twierdzi, że do polityki się nie wybiera:

Strasznie drogo by mnie to kosztowało. Spekulacje o tym, że chciałbym być w PO, przyjmuję ze zdziwieniem. Jak się było kapitanem, nawet małego statku, to ciężko przyjąć propozycję bycia palaczem choćby na transatlantyku. Jeśli spotykam się z kimś z PO, to głównie po to, żeby przy dobrym winie porozmawiać o sprawach ważnych dla Polski.

Jak można wywnioskować, dla byłego wicepremiera (a więc i dla Polski?) ważne jest, by powstała nowa partia – na prawo od Platformy.

Martwię się tym, co będzie za trzy lata. Tak jak się martwiłem rok temu o koalicję PO z PSL. Każda inny układ PO - z SLD czy Palikotem - byłby zły dla Polski, a z czasem skończyłby się przejęciem władzy przez PiS. Polacy wbrew twierdzeniu niektórych mediów robią się coraz bardziej prawicowi.

O wyborach w 2015 roku Giertych powiedział:

Teoretycznie PO może je wygrać, ale to, niestety, mało prawdopodobne. W latach 2013-15 wzrost gospodarczy, jeśli w ogóle będzie, to minimalny. Trudno sobie wyobrazić, żeby w takiej sytuacji partia rządząca wygrała. Tym bardziej że nie wiem, czy Donald Tusk będzie nadal w tak dobrej kondycji. Osiem lat takiej pracy to jest naprawdę bardzo ciężkie, choć jak na ciamciaramcię radzi sobie na piątkę z plusem.

(…) Jeżeli nie powstanie coś nowego, to w następnych wyborach albo wygra PiS, albo Platforma będzie zmuszona do koalicji z SLD czy z Palikotem, jeśli Palikot wejdzie do Sejmu. Obydwa scenariusze byłyby fatalne dla Polski. Nadto wspólne rządy lewicy z PO mogłyby zakończyć się zwycięstwem Kaczyńskiego na poziomie 60 proc.

Dlatego przed wyborami trzeba zbudować partię na prawo od Platformy, a na lewo od PiS, zabrać PiS, ile się da, i domknąć układ rządowy, jeżeli byłaby taka potrzeba.

Dalej następuje cała seria uderzeń w piersi:

Nasz język, szczególnie w kampaniach, był zbyt radykalny. Wynikało to w dużej mierze ze zbyt dużego zabiegania o środowiska związane z Radiem Maryja.

Renata Grochal i Wojciech Szacki przypominają mecenasowi te słowa o Paradzie Równości z 2007 roku:

Popieram rodzinę i uważam, że trzeba przeciwstawiać się temu, że wstrętni pederaści przyjechali z wielu krajów i próbowali narzucić nam swoją propagandę.

Na co ten stwierdza, że dziś by tak nie powiedział.

Dojrzałem. Jako adwokat stykam się z różnymi ludzkimi problemami, słabościami. Gdybym zaczął oceniać moich klientów, to bym zwariował. Człowiek uczy się nie oceniać. Zrobiłem wiele błędów w polityce, szczególnie w warstwie werbalnej. Za często za ostro się wypowiadałem.

(…)

Dużo błędów popełniłem w komisji orlenowskiej. Dałem się wciągnąć w atmosferę PiS-owskiego poszukiwania wszędzie zła, przekrętów i troszeczkę się rozpędzałem. Przesadziłem, np. mówiąc, że skończył się prezydent Aleksander Kwaśniewski, a zaczął się Aleksander K. Dziś jest mi trochę wstyd.

Były lider LPR stwierdził też, że „szczerze żałuje” wypowiedzi z 2005 roku, gdy domagał się Orderu Orła Białego dla o. Tadeusza Rydzyka:

Zapytany, czy chce zaostrzyć ustawę antyaborcyjną, mówi:

Nie ma takiej możliwości.

W kwestii in vitro popiera wersję ustawy przygotowaną przez Jarosława Gowina:

Tylko ona pewnie nie przejdzie, bo PO takiego ruchu nie zrobi. Podejrzewam, że chce in vitro zamieść pod dywan.

I na koniec cytat pokazujący, że bliskie stosunki Giertycha z PO zaczęły się już w czasie obecności LPR w koalicji rządowej. A może nawet wcześniej?

W 2005 r. byłem pewien, że będzie PO-PiS, a my będziemy budować opozycję i czekać na swój czas. Gdy Donald, pamiętam ten Konwent Seniorów, przyszedł i powiedział, że nie wchodzi do rządu i będą tylko pozorować koalicyjne rozmowy, to mi się świat zachwiał. Miałem pomysł, że przerobię partię na bardziej konserwatywno-liberalną, będziemy atakować od strony opozycji. Jak mi to Donald powiedział, powstało pytanie - co dalej z Ligą. Wszyscy pchali nas do rządu. Miałem rozłam wewnętrzny, który doprowadził do wyjścia sześciu posłów i groził dalszym odchodzeniem. Wtedy zrozumiałem, że Liga to trup.

Byłem przed dylematem: albo wejdę w koalicję i będę czekał, albo mnie załatwią. Moja cała strategia od wejścia do rządu sprowadzała się do tego, żeby być pupilem Kaczyńskiego, żeby zapomniał wszystko to, co było, te walki. A to dlatego, że uważałem, że Kaczyński będzie chciał nas zabić, a miał prokuraturę, Ziobrę, miał wszystko. I moja jedyna nadzieja była w tym, że dojdzie do kryzysu, zanim mnie rozwali.

(…) Bez przerwy mi zarzucał, że ja mam kontakty z Tuskiem...

(…) Nie dało się ukryć. Wyszło, że Tusk był u mnie w domu. A to od razu lądowało na biurku u Jarka. I w związku z tym ja musiałem obchodzić go od prawej strony, żeby miał pewność, że niemożliwe jest porozumienie z PO.

Giertych twierdzi też, że miał w komitecie politycznym PiS swojego człowieka.

Wiedziałem, co oni myślą, nie byłem głuchy, dokładnie wiedziałem, co rozważa Kaczyński.

Giertych rzuca też poważne oskarżenia pod adresem Zbigniewa Ziobry:

Wiedziałem, że prokuraturę mają całkowicie podporządkowaną, na telefon.

Pamiętam, jak byłem przesłuchiwany w aferze gruntowej i pani prokurator okręgowa, która mnie wezwała jeszcze jako posła pod groźbą doprowadzenia, przesłuchując mnie, co chwila dzwoniła: - Tak, panie ministrze, tak, panie ministrze. Totalnie mieli podporządkowane też służby.

Na koniec zapowiada, że odejdzie z kancelarii, gdyby premierem miał szansę zostać Jarosław Kaczyński lub Janusz Palikot.

znp, wyborcza.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...